Rok 1959

     “Tygodnik Polski” z dnia 27 czerwca 1959 roku zamieścił na stronie 5 notatkę zwiastującą obecność Towarzystwa Chrystusowego na  Antypodach: “Przyjazd księży z Polski. Nadeszła wiadomość, że długo oczekiwani księża z Polski mają wkrótce przybyć do Sydney. Są to: ks. Edmund Gagajek, który dotychczas był profesorem historii Kościoła i  etyki społecznej w seminarium duchownym w Poznaniu, oraz ks. Józef Gula, dotychczasowy proboszcz parafii Sarbia w diec. Gorzowskiej. Obaj księża należą do Towarzystwa Chrystusowego, którego zadaniem  jest przygotowanie duszpasterzy dla Polaków na emigracji. Do Sydney księża ci mają przybyć w lipcu, względnie sierpniu br.”.
     Przyjazd pierwszych chrystusowców do Australii związany jest  niewątpliwie z wizytacją duszpasterską jaką w tym kraju w roku 1958 odbył opiekun emigracji ks. abp Józef Gawlina. ( fot nr 3) Po jej zakończeniu odbył konferencję z Komisją Migracyjną Episkopatu  Australijskiego, której sekretarzem był mons. Crennan. Na tej konferencji przekonał biskupów o konieczności sprowadzenia dalszych księży polskich do pracy wśród Polonii australijskiej. O wyniku tych rozmów zawiadomił listownie dnia 20 maja 1958 r. ks. Ignacego Posadzego, ówczesnego Przełożonego Generalnego Towarzystwa Chrystusowego. Donosił, że w Australii “wkrótce kilku księży zagrożonych wyczerpaniem fizycznym i chorobą, będzie musiało być zastąpionych nowymi siłami, a ponadto zostanie kilku zakonników odwołanych z Australii. W ten sposób niedługo będzie potrzeba nie 7, ale 17 chrystusowców, o czym zawiadomiłem mons. Crennana”. Dzięki więc Opatrzności Bożej i interwencji ks. bpa J. Gawliny u Episkopatu australijskiego Księża Chrystusowcy znaleźli się w Australii. (fot nr 4)
     O swoim przybyciu do Sydney, w towarzystwie ks. Józefa Guli, tak napisał ks. Edmund Gagajek: “Późnym wieczorem, 2 września dopłynęliśmy do Sydney. Zatrzymano nas w zatoce przed imponującym  mostem Harbour Bridge. Wyjaśniono, że pilot portowy udał się już do łóżka, a bez pilota nie wpuszczą nas do portu. Byliśmy zmuszeni przenocować jeszcze jedną noc na okręcie. Nazajutrz, 3 września, w blaskach wschodzącego słońca, w powiewie wiosennego powietrza, wyszliśmy na ląd. W porcie na molo oczekiwało nas dwóch polskich księży. Jako misjonarze pracowali poprzednio w Chinach. Gdy  komuniści doszli do władzy, wszyscy księża katoliccy europejskiego pochodzenia zostali wypędzeni. Trzech z polskich misjonarzy zatrzymało się w Sydney. Byli to ks. Eysmont, o. Maćkowiak i ks. Arciszewski. Najstarszy z nich, ks. Eysmont, który był1959 duszpasterzem dla Polaków w Harbinie, zamieszkał w Marayong, gdzie spełniał funkcję kapelana Sióstr Nazaretanek Świętej Rodziny, prowadzących Dom Dziecka dla polskich sierot. W swoich wspomnieniach “Przez Daleki Wschód”, wydanych drukiem w Polsce przed wojną, ks. Igancy Posadzy, Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego dla Wychod?ców, pisał o miłym  spotkaniu z ks. Eysmontem w Harbinie. Dwaj kapłani, którzy przybyli do portu, zajęli się duszpasterstwem wśród Polaków w różnych dzielnicach Sydney. Obaj wysokiego wzrostu, w sile wieku, w latach od 50 do 60,  pełni zdrowia i energii, reprezentowali kwiat duchowieństwa misyjnego. (...) Spotkanie z nimi w porcie było serdeczne. Obaj duszpasterze (o. Maćkowiak i ks. Arciszewski) traktowali swą pracę wśród Polaków w  Sydney jako tymczasową. W uprzednim roku, w czasie wizyty arcybiskupa Gawliny, otrzymali zapewnienie o przyjeździe kapłanów z naszego Towarzystwa. Nie ukrywali szczerej radości z przybycia pierwszych chrystusowców. Ks. Arciszewski osobiście nalegał na konieczność zorganizowania życia duszpasterskiego w ośrodku Bankstown. Sprawę tę ustalał w porozumieniu z kościelnymi władzami australijskimi. Wprawdzie jeden tylko miał pozostać w Sydney, natomiast ks. Gula miał wyjechać do pracy wśród Polaków w Newcastle. (...) Tymczasem na parę dni skorzystaliśmy z gościnności ks. Arciszewskiego w Ashfield. Wysiedliśmy na ląd we czwartek 3 września, a już w sobotę mieliśmy okazję brać udział w nabożeństwie za “Kościół Milczenia” które odprawiano w St. Mary’s Cathedral, z udziałem przedstawicieli narodowości spoza “żelaznej kurtyny”. Była to okazja do spotkania kardynała Gilroy’a oraz szczególnego gościa z Rzymu, kardynała Agagianiana’a. (...) Niedziela 6 września 1959 roku była dla nas ostatnim dniem go?cinnego pobytu u ks. Arciszewskiego w Ashfield. Od poniedziałku miały rozejść się nasze drogi”.
     Przyjazd ks. Józefa Guli do pracy w diecezji Maitland stał się okazją do radosnego święta wśród Polonii. Wydarzenie to znalazło swoje echo na łamach Tygodnika Katolickiego z dnia 10 października 1959 r.:
    “Witamy Księdza Kapelana. Sprawdziła się krążąca już od dłuższego czasu pogłoska, że do Newcastle ma być przydzielony jeden z księży, którzy przybędą z Kraju. Tak się też stało i naszym kapelanem został ks. Józef Gula, który przywiózł nam ojcowskie błogosławieństwo od ks. kard. Wyszyńskiego i swoim pojawieniem się tutaj dał dowód, że Kraj o nas nie zapomniał i stara się wziąć nas pod swoją opiekę duchową. Ks.  kapelan Gula został już w porcie sydneyskim powitany przez delegację Związku Polskiego na Okręg Newcastle, a w parę dni potem tutejsza Polonia uroczyście witała swego kapelana przyjęciem, które, chociaż  naprędce zorganizowane, zgromadziło ponad 400 osób.  Miejscowe władze kościelne reprezentował dobrze znany Polakom, na tym terenie, monsignor Peters, który niedawno obchodził diamentowe gody kapłańskie. Na wstępie b. prezes Związku p. Witting przywitał ks. Gulę w imieniu zebranych, a odpowiedź ks. Guli została przyjęta burzą oklasków. W czasie wspólnego obiadu na scenie występowali nasi młodociani artyści. Zobaczyliśmy znów poloneza, a następnie świeżo przygotowanego mazura – owoc pracy p. Plenkiewicza w ramach Kursu Dokształcającego. Z kolei dzieci ze szkoły w Hamilton wykonały kilka piosenek, a Tadek Żarczyński popisywał się solową deklamacją oraz grą na pianinie. Mamy nadzieję, że to serdeczne przyjęcie spełniło swoje zadanie i dało możność księdzu kapelanowi zetknąć się z czynniejszą  częścią tutejszej Polonii i zorientować się, że środowisko, do którego trafił nie jest najgorsze i że jest stosunkowo zgrane. Komitet Kościelny pod przewodnictwem p. Dobrowolskiego dobrze się wywiązał ze swoich obowiązków w okresie trudnym, kiedy nie mieliśmy tu duszpasterza narodowości polskiej. Obecnie charakter pracy tego komitetu ulegnie zmianie, ale znaczenie jego bynajmniej się nie zmniejszy. (...) Komitet ten  będzie mógł wydatnie pomagać ks. kapelanowi w jego pracy. Komitet Kościelny współpracuje ściśle z Kołem Pań (p. Surianowa gra rolę łączniczki będąc w obu zarządach) i właśnie ta harmonijna współpraca obu sekcji Związku Polskiego umożliwiła tak sprawne zorganizowanie przyjęcia, do czego również przyczynili się ci wszyscy, którzy swoją pracą czy darami przyszli z pomocą organizatorom”.
 W pierwszych miesiącach swojego pobytu na terenie diec. Maitland ks. Józef Gula odprawiał nabożeństwa dla Polaków w następujących miejscach: South Cardiff, Hamilton, Greta Camp i Maitland. Na samym  początku zamieszkał w siedzibie ks. biskupa Toohey, a od października 1959 r. przeniósł się do Cardiff i zamieszkał na tamtejszej plebani.
     Tygodnik Katolicki z 7 listopada 1959 r. zamieścił notatkę o  duszpasterskiej aktywności ks. Edmunda Gagajka:
     “Ks. Edmund Gagajek z Towarzystwa dla Wychodźców rozpocznie od listopada stałą pracę duszpastersko-religijną w dzielnicach Bankstown i  Revesby. Tymczasowy porządek nabożeństw będzie następujący: W 1 i 3 niedzielę miesiąca msze św. w Bankstown o godz. 12-tej w poł. (w kościele parafialnym St. Felix, Chapel Rd.). W 2, 4 i ewentualnie w 5-tą niedzielę miesiąca Msze św. w Revesby o godz. 11-tej (przed poł.) (w kaplicy St. Lukas, Beaconsfield St.). Pierwszą Mszę św. odprawi 8-go listopada w Revesby o godz. 11-tej przed poł. i 15 listopada w Bankstown o godz. 12-tej w poł.”.
     Ks. Gagajek od dnia 7 wrze?nia 1959 r. zamieszkał w domu Sióstr Miłosierdzia w Sans Souci, gdzie pełnił obowiązki kapelana. Oto garść  refleksji zanotowanych przez niego w tamtych dniach:   “Wprowadzając się do pokoju kapelana Sióstr australijskich, w duchu przypisywałem mojemu pobytowi w klasztorze charakter przejściowy, bez określonego  w tej chwili planu na przyszłość. (...) Pewien interesujący szczegół zwrócił moją uwagę i przypomniał mi o głównej misji, z jaką przyjechałem dla Polaków. Przy wejściu do klasztoru znajduje się tablica z nazwiskiem polskiego kapłana, który zasłużył się w założeniu domu Sióstr Miłosierdzia w Sans Souci. Był to ks. Żongołowicz, żyd z pochodzenia, po przyjęciu wiary katolickiej wyświęcony na kapłana. ‘On mnie ochrzcił’ – powiedział później biskup Tomas Fox, ordynariusz diecezji Wilcania-Forbes”.
     Pierwsze dwa miesiące pobytu w Sans Souci upłynęło księdzu Gagajkowi na rozmowach z ks. Tierney, reprezentantem mons. Crenana,  dyrektora Komitetu emigracyjnego przy episkopacie australijskim. Potrzeba było przede wszystkim porozumieć się z proboszczami parafii Revesby i Bankstown, gdzie miało zostać zapoczątkowane duszpasterstwo dla Polaków. Od pierwszej niedzieli października do I niedzieli listopada zastępował również ks. Arciszewskiego w Ashfield, który udał się na urlop.
  Zaczął również zapoznawać się z lud?mi mieszkającymi na terenie swoje przyszłej pracy. Pierwsi rodacy, których odwiedził z rekomendacji ks. Arciszewskiego to rodzina Teodora Bochata. Teodor Bochat był wówczas prezesem Komitetu Rodzicielskiego Polskiej Szkoły Sobotniej, do której uczęszczały dzieci z terenu Bankstown, Revesby, Panania, Picnic Point i Punchbowl. Kolejnymi Polakami, których odwiedził byli państwo Helena i Józef Redlerowie. 27 września znalazł się na zaproszenie o. Maćkowiaka w Cabramatta, gdzie miał okazję zapoznać zgromadzonych na Mszy św. z celem i działalnością Towarzystwa  Chrystusowego. W pierwszy piątek paśdziernika odprawił Mszę św. i nabożeństwo dla rodaków w kaplicy obozu przejściowego w Chullora.
     “Była niedziela 8 listopada – czytamy we wspomnieniach ks. Gagajka. Po okresie październikowych dni deszczowych, słońce, które w chwili naszego lądowania w Sydney przed dwoma miesiącami powitało nas swymi wiosennymi promieniami, wróciło silniejsze z zapowiedzią gorącego lata. (...) T. Bochat, który nie miał własnego auta, przyjechał po mnie samochodem innego Polaka, aby zabrać mnie na miejsce pierwszej Mszy św., którą miałem odprawić o godz. 11.00 w Revesby. Jechali?my trasą, którą odtąd przez następne pięć miesięcy będę odbywał moje podróże duszpasterskie”. Na pierwszą “polską” Mszę św. przybyło wtedy 165 osób. Za tydzień, w niedzielę 15 listopada  odprawiona została pierwsza Msza ?w. dla Polaków w kościele św. Feliksa w Bankstown. ( fot nr 5) Na nabożeństwo przybyło blisko 400 osób, ku wielkiemu zdziwieniu proboszcza parafii ks. O’Donella, który  wcześniej deklarował, iż na terenie jego parafii liczba Polaków nie może być zbyt wysoka. We wspomnieniach ks. Gagajka z początków jego pracy w Bankstown czytamy: “Muszę z pełnym uznaniem wspomnieć  Jana Chruszczewskiego z Bankstown, który wiernie i wytrwale zajął się sprawą werbowania ‘marszałków’ do zbierania i obliczania składek niedzielnych i przygotowaniami do polskich nabożeństw. Mogę to, co Pan Jezus powiedział o Nikodemie, ‘Verus Israelita’, powtórzyć o Chruszczewskim: ‘Verus Polonus’, ‘Prawdziwy, wierny, oddany Polak i  Katolik’. Również jego rodzina, złożona z 3 córek, jak również rodziny córek zamężnych upamiętniły się w moich wspomnieniach jako domy ze staropolską gościnnością. Najmłodsza z nich, Jadzia, o zdolnościach  muzycznych, grą na fisharmonii wzbogaciła liturgię polskich nabożeństw w Revesby, a niekiedy i w Bankstown”.
     Wigilię Bożego Narodzenia spędził ks. Edmund Gagajek w Marayong.  On również był kaznodzieją podczas Pasterki. Sięgnijmy do jego wspomnień, które łączą się z tym dniem: “Z pierwszą moją wizytą w Marayong, w Wigilię 1959 roku, gdy wygłosiłem pierwsze moje kazanie, łączy się wspomnienie doświadczenia ‘szczęścia w nieszczęściu’. Wiozłem tej nocy Ojca Maćkowiaka do Marayong własnym autem. Uprzedzony do jazdy i kierowania własnym autem, o. Maćkowiak długo nie kupował go, aż ukazały się samochody z urządzeniem automatycznym. Jego parafianie w Cabramatta, gdy dowiedzieli się, że Polak z Bankstown swoim darem przyczynił się do kupna mojego samochodu, postarali się dla niego o ‘automatik’, który w początkach sprawiał mu dużo kłopotu, gdyż wymagał częstej reperacji. Tymczasem o. Maćkowiak doświadczył razem ze mną przyjemności częstych  podróży moją ‘simcą’, jak również niebezpieczeństwa nocnej jazdy do Marayong. Drogi w Sydney i poza Sydney przechodziły przez rzeki i strumyki, i posiadały jeszcze z czasów kolonialnych drewniane i wąskie mosty, często węższe od drogi. W nocy, z daleka, bez znaków świetlnych, były trudno dostrzegalne. Jadąc pierwszy raz do Marayong, polegałem na moim ‘nawigatorze’, dla którego warunki nocne nie sprzyjały nawigacji. W pewnym momencie ujrzeliśmy w świetle samochodu lewą poręcz mostu tak blisko, że ledwo zdołałem uniknąć wpadnięcia do rzeki. Otarłem się o poręcz i zdarłem z boku metalowe  obramowanie. Lekko wstrząśnięci dotarliśmy na miejsce Mszy Wigilijnej. Przemawiając z pewnym wzruszeniem w czasie kazania, miałem sposobność dziękować Bogu za szczęśliwe wybrnięcie z wypadku, który  mógł mieć tragiczne zakończenie”.

1960 1961 1962 1963 1964 1965 1966 1967 1968

Wprowadzenie

powrót do historii

Czas wzrostu 1969-1978