Rok 1962
Na początku tego roku Rektor Polskiej Misji
Katolickiej ks. Witold Dzięcioł poinformował polskie społeczeństwo o
niezwykłym darze Księdza Prymasa Wyszyńskiego: “Księża polscy na
konferencji w Sydney (we wrześniu ub. roku) przygotowując obchody
Milenium Chrztu Polski uchwalili między innymi sprowadzenie z Kraju
obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, który po odwiedzeniu
polskich ośrodków w Australii ma być umieszczony na stałe w katedrze
sydneyskiej. Prymas Polski wiedział o tym projekcie i pochwalił go,
ale nie spodziewaliśmy się, aby ofiarował nam obraz Matki Boskiej
Częstochowskiej. Tymczasem 17 lutego otrzymałem od. J. Em. Kardynała
Wyszyńskiego telegram, nadany w Rzymie, tej treści: ‘Obraz Matki
Boskiej Częstochowskiej dla Polonii Australijskiej do
odebrania w Rzymie (podany adres)’. Tego samego dnia podziękowałem
telegraficznie za dar – tym droższy, że niespodziewany”.
W
dniach od 11 – 22 marca w polskich ośrodkach w Zachodniej Australii:
Perth, Northam, Narrogin, Collie, Bunbury i Bellevue odbywały się
rekolekcje wielkopostne, które prowadził ks. Józef Gula T.Chr.
Niedziela 27 maja była dniem uroczystego zakończenia
majowych nabożeństw w Cabramatta. W sali “Orła Białego” zebrało się
liczne grono wiernych. Gospodarzem był o. Maćkowiak, a wśród
przybyłych ks. E. Gagajek, ks. A. Baranowski oraz Siostry
Nazaretanki z Marayong. Po odśpiewaniu Litanii loretańskiej kazanie
wygłosił o. Maćkowiak. Następnie dzieci z Cabramatta i okolic
przygotowane przez panią Szabo przedstawiły widowisko o Matce Bożej
Królowej Polski. Na zakończenie uroczystości ks. Gagajek wyświetlił
trzy filmy: pierwszy z uroczystości wprowadzenia obrazu Matki Bożej
do kościoła w Cabramatta (25 marca 1962), drugi z czasów swego
pobytu we Włoszech i trzeci z kolonii letniej Ministrantów z
Bankstown. W sprawozdaniu z tej uroczystości zamieszczonym w
Tygodniku Katolickim czytamy m.in.: “Szczególne uznanie i
wdzięczność należą się wiel. Ks. Gagajkowi za życzliwość jaką stale
okazuje dla Cabramatty i nie tylko przez chętne i częste wyświetlanie filmów udziela nam chwil miłych rozrywek, ale i przez
podniosłe rekolekcje przygotował serca nasze na przyjęcie Matki
Boskiej do świątyni Pańskiej i do serc naszych”.
Lokalne
obchody świąt maryjnych były jakby wstępem do peregrynacji
Jasnogórskiej Ikony po polskich ośrodkach w Australii. Szczególnie
mocno ideą tą przejął się prymas Polski kard. Wyszyński. Z okazji
święta Wniebowzięcia NMP wystosował na ręce ks. prał. W. Dzięcioła
list do Polonii australijskiej. Oto wyjątki z tego dokumentu:
“Ukochani Rodacy w Australii. Z wielką radością i żywą nadzieją w
nadprzyrodzoną pomoc przekazuję Wam wierną kopię obrazu Matki
Boskiej Częstochowskiej, jako dar z Jasnej Góry, który ma nawiedzać
Wasze australijskie ośrodki. Obraz ten wziąłem ze sobą gdy jechałem
do Rzymu na Czwartą Sesję Komisji Centralnej Soboru Watykańskiego
II. Wówczas to Ojciec Św. rozpoczynając tę Sesję zwrócił się w
gorących słowach do Matki Boskiej Częstochowskiej błagając o opiekę
nad Soborem i nad Kościołem. Z tą chwałą, wyrażoną przez
Zastępcę Chrystusa Pana na ziemi, wobec przedstawicieli całego
świata, obraz ten odpływa z Rzymu do Australii. [...]Obraz ma
rozpocząć święte pielgrzymowanie po Waszych ośrodkach. Niech
błogosławią Go wszyscy kapłani polscy w Australii, bo to jest ich
dzieło. [...] Z głębi mego serca ślę wszystkim błogosławieństwo
prymasowskie, ze słowami ‘szczęść Boże’ oraz całą Polonię
Australijską oddaję na Jasnej Górze pod szczególną opiekę Królowej
Polski, Dziewicy Wspomożycielki, rycerza Boga Żywego”.
14 września na statku “Oceania” odpłynęło z
Genui do Australii dwóch polskich kapłanów z Towarzystwa
Chrystusowgo: ks. Józef Kołodziej i ks. Władysław Lisik. Obaj mieli
już wyznaczone placówki duszpasterskie: ks. Lisik w diecezji Sale
(Wiktoria), a ks. Kołodziej w Sydney. Tygodnik Katolicki (6
października) poinformował czytelników, że 15 sierpnia ks. bp
Franciszek Henschke z diecezji Wagga Wagga obchodził uroczyście 25
rocznicę sakry biskupiej. Wspominamy to wydarzenie, ponieważ Ksiądz
Biskup pochodził z polskiej rodziny. Jego dziad Jerzy
wyemigrował w XIX wieku z Poznania, a jego ojciec August urodził się
już w Australii. Biskup Jubilat urodził się w roku 1892. Miał
10-cioro rodzeństwa: 3 braci również poświęciło się służbie Bożej,
a dwie siostry zostały zakonnicami.
12 października
opuścił Australię o. Wacław
Sadok Maćkowiak OP. Udał się do Rzymu, aby objąć urząd asystenta
Generała Zakonu Dominikańskiego. O. Maćkowiak pochodził z Rawicza.
Do dominikanów wstąpił w roku 1919. Studia wyższe odbył we Lwowie, w
Rzymie i w Szwajcarii. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1927, a
w 1931 uzyskał doktorat z teologii. W 1937 udał się na do Chin,
gdzie w prowincji Seczuan organizował polską misję dominikańską. Na
początku roku 1953 przybył do Australii, gdzie objął stanowisko
profesora, a następnie kierownika Studium Zakonnego w
Wahroonga (Sydney). Od początku też bardzo ofiarnie pracował w
polskim duszpasterstwie. Parokrotnie był członkiem Prezydium Rady
Naczelnej oraz Rady Polskiej Macierzy Szkolnej. Głównym teren pracy
duszpasterskiej o. Maćkowiaka była Cabramatta i Fairfield, gdzie
brał bardzo czynny udział w życiu społecznym i organizacyjnym,
kładąc duże zasługi przy budowie Domu “Orła
Białego”. Już następnego dnia po
wyjeździe o. Maćkowiaka,
licznie zgromadzeni rodacy w melbourneńskim porcie witali nowych
duszpasterzy: ks. Józefa Kołodzieja i ks. Władysława Lisika. (fot nr
8) Oto notatka zamieszczona w Tygodniku Katolickim: “W dniu 13
października na statku “Oceania” przybyli z Kraju do Australii (wraz
z grupą 40 innych rodaków) dwaj księża z Towarzystwa
Chrystusowego. Nowoprzybyłych duszpasterzy powitali w porcie o. M.
Chrostowski i ks. Krasocki z Melburnu, ks. E. Gagajek z Sydney oraz
przedstawiciel redakcji ‘Tygodnika’, red. T. Ostrowski.
Uderzył nas w pierwszym rzędzie młody wiek nowych naszych
duszpasterzy oraz ich roześmiane, pełne entuzjazmu twarze – choć
melburneńska pogodna nie nastrajała tego dnia zbyt pogodnie!...
Ks. Władysław Lisik, który obejmie opiekę duchową nad Polakami
w Gippslandzie (diecezja Sale), ma zaledwie 27 lat i święcenia
kapłańskie otrzymał dopiero przed dwoma laty; 31-letni ks. Józef
Kołodziej, wyświęcony trzy lata temu, jedzie do Sydney
(Cabramatta), na miejsce o. Dr. W. Maćkowiaka, który o dzień wcześniej
opuścił port melburneński w drodze do Rzymu. Obydwaj
młodzi księża są pełni młodzieńczego zapału i niecierpliwie
oczekują rozpoczęcia swej pracy duszpasterskiej wśród Polaków
australijskich”. Powitanie nowych duszpasterzy było
wyjątkowo serdeczne i radosne, a red. Tomasz Ostrowski zamieścił na
łamach Tygodnika Katolickiego obszerny reportaż z tego wydarzenia.
Warto przypomnieć jego fragmenty, aby w jakiejś mierze przybliżyć
atmosferę 13 października 1962 roku. “Zapowiedziany na 8.30
rano włoski statek “Oceania”, dobił punktualnie o 10, co wcale nie
oznacza, że skończyło się nasze oczekiwanie. Wprawdzie ks. M.
Chrostowski już z daleka spostrzegł przy balustradzie (czy jak to
się tam ‘po okrętowemu’ nazywa) jednego z górnych pokładów (czyli
‘deków’) dwie czarno odziane postacie, w których ks. E.
Gagajek – specjalnie na tą okazję przybył z Sydney – poznaje swych
dawnych uczniów z poznańskiego seminarium, ale dzieli je od nas
jeszcze nie tyle poetyczny ‘przestwór oceanów’, co wielce prozaiczna
bariera celna. Nasze powitalne zapędy hamuje obcesowo urzędnik
portowy: najpierw odprawa celna! Nie pomaga nawet przepustka
wycyganiona od ‘Odry’, ani interwencje w biurze celnym. Trudno –
czekamy. W międzyczasie zajeżdża swym niezawodnym Holdenem oblatany
społecznie i urzędowo ks. Krasocki, który zdążył się już
poinformować o opóźnieniu i uniknął niepotrzebnego czekania. [...] A
oto i nasi księża. Roześmiane oczy; nie zraża ich deszcz, który
nawet nam – starym melburnczykom psuje humor. Są może trochę
onieśmieleni ‘nieznanym’ i osobą swego dawnego ‘belfra’ od historii
Kościoła. Pstryka aparat Bonia Ligudzińskiego. Z miejsca zabierają
się do oglądania ‘Tygodnika’ gdyż ciekawią ich przecież
wiadomości z
nowego terenu pracy. W takich warunkach trudno o przyzwoity wywiad.
– Podróż? śliczna pogoda, piękne widoki, tylko że... – no cóż, choć
obydwaj są dobrze wysportowani (seminarium poznańskie wyznaje starą
maksymę, że w zdrowym ciele – zdrowy duch: ks. Kołodziej –
piłka nożna (bramkarz), a ks. Lisik – koszykówka), była to ich
pierwsza podróż morska... Nie wstrzymywało ich to jednak od
codziennych mszy św., które zgromadzały licznie polskich i włoskich
pasażerów. Ponieważ był to ich pierwszy wyjazd z Polski,
zwiedzili przy okazji trochę Europy, głównie Francję i Włochy. W
Rzymie brali udział w audiencji u Ojca św. i są jeszcze pod
wrażeniem Wiecznego Miasta. No, a w Australii są już właściwie ‘po
raz drugi’, gdyż jeden dzień spędzili w Fremantle, gdzie witał ich
ks. kanonik W. Dzięcioł. Doznali też tam pierwszego, bardzo miłego
przyjęcia ze strony rodaków w gościnnym domu pp. Czapskich. –
Czy od dawna myśleli o wyjeździe do Australii? Prawdę mówiąc nie.
Kończąc seminarium Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu byli
przygotowani na wyjazd za granicę do któregoś z polskich ośrodków
emigracyjnych, ale ostateczny wybór zależy od
przełożonych. Ks. Kołodziej np. ‘szykował’ się do Brazylii, a
tymczasem trafił tutaj. Teoretycznie poznali Australię dość dobrze w
czasie studiów, a ponadto krótko przed wyjazdem ‘dokształcali
się’ z książki Olszewskiego ‘Australia kraj dziwów i
sprzeczności’. (Jeśli chodzi o ‘polską Australię’ –
to niewątpliwie prawda).
Polacy są przeważnie wszędzie tacy sami. O Polonii australijskiej
dowiedzieli się dużo z rozmów z księżmi, jak np. z ks. H. Jośko z
Wagga i ks. L. Jaroszką z Geelong. Ks. Lisik jedzie zresztą na
dawną parafię ks. Jaroszki w Sale i opieką swą obejmie pewnie
również Polaków w Latrobe Valey, którzy tak bardzo pragnęli
‘własnego’ księdza, choć odwiedzał ich tam sporadycznie ks.
Woźniczak z Benalli. A dla młodego i energicznego duszpasterza pracy
zawsze będzie pod dostatkiem i nie potrzebujemy go chyba zapewniać,
że z pracy tej będzie na pewno zadowolony. Ale to zależeć już będzie
od samych Polaków w Gippsland. Ani się spostrzegamy, a tu już mija
południe. Ładujemy się więc wszyscy do księżych samochodów i nie
zatrzymywani już przez celników – jedziemy pokazać gościom
Melbourne. Tak to Polonia australijska wzbogaciła się o nowych
kilkadziesiąt dusz i dwóch duszpasterzy. Wierzymy, że pozostaną z
nami na zawsze”. Ks. Władysław Lisik pracę duszpasterską w
Gippsland rozpoczął pod koniec października 1962 r. Zamieszkał w
australijskiej plebani w Morwell. Wspominając po 40 latach tamte
czasy napisał: “Właściwie to niewiele znałem się na pracy
duszpasterskiej wśród polskich emigrantów. Jeszcze mniej miałem
znajomości języka angielskiego czy kultury kraju, gdzie wypadło mi
żyć i pracować dla dobra duchowego naszych ludzi. Jednym słowem
brakowało mi jakiegoś realnego podejścia do przewodzenia polskim
owieczkom na pastwiskach Australii. (...) Ale będąc pełen entuzjazmu
i nadgorliwości kapłańskiej i licząc na pomoc Bożą musiałem dawać
sobie radę. Rozpocząłem odwiedzać współziomków rozrzuconych po
całym Gippsland na przestrzeni 300 km. Zacząłem ogólnie orientować
się w życiu tutejszej grupy polonijnej, a raczej małych skupisk
rodzin”. Ks. Józef Kołodziej zamieszkał w domu
chrystusowców na De Witt St. w Bankstown, a swoim duszpasterstwem
objął rodaków w Cabramatta i Fairfield.
Polacy z Fairfield
i Cabramatta powitali swojego nowego duszpasterza w dniu 21 października w sali Orła Białego.
Uroczystość przygotował Związek
Polski Oddział Cabramatta we współpracy z wszystkimi lokalnymi
polskimi organizacjami. Pierwszy zabrał głos prezes Koła Różańcowego, p. Czesław Wiktorowicz, a następnie prezes Oddziału
Związku Polskiego, p. A. Fabisiak. Obaj wyrazili radość z przybycia
ks. Kołodzieja oraz zapewnili go o współpracy wszystkich Polaków z
Cabramatty.(fot nr 9) Pan Fabisiak podkreślił, że ks. Kołodziej,
prócz swej młodości, energii i zapału przywiózł świeży powiew z
Ojczyzny. Obecny na uroczystości ks. A. Baranowski życząc ks.
Kołodziejowi miłej pracy wśród rodaków, zapewnił go, że na
“cabramackich” Polakach się nie zawiedzie. W części artystycznej
wystąpił chór dzieci szkolnych, a potem dzieci i młodzież popisywały
się tańcami. Uroczystość zakończyło przemówienie ks.
Kołodzieja, który dziękując za wspaniałe przyjęcie zapewnił, że
sercem i duszą odda się sprawie swych rodaków, a szczególnie zajmie
się dorastającą młodzieżą. W październiku zaszła również
zmiana w życiu ks. Baranowskiego. Mianowany został kapelanem w
Marayong i tam też zamieszkał. Już wcześniej poświęcał wiele czasu i
energii sprawom Domu Dziecka jako czynny wiceprezes Komitetu.
Na nową kadencję działalności Komitetu ks. Baranowskiemu powierzono
funkcję prezesa. Święto Niepodległości 11 listopada w tym
roku wypadło w niedzielę, dlatego też frekwencja na uroczystej
Akademii zorganizowanej w Domu Orła Białego była imponująca.
Zebranych powitał prezes Związku Polskiego Oddział Cabramatta, p. A.
Fabisiak, po czym zabrał głos ks. Józef Kołodziej. W swym
patriotycznym przemówieniu podkreślił, że Bóg stwarzając człowieka
obdarzył go wielkim darem: wolnością. Podczas akademii wysłuchano
także referatu p. prof. Śronka, który przedstawił opis walk
Polski o niepodległość, a na zakończenie zaapelował do rodziców o
polskie i patriotyczne wychowanie dzieci, a także o troskę o rozwój
szkół sobotnich. W części artystycznej śpiewał chór ‘Echo’, zespoły
dziecięce i młodzieżowe. W ‘Tygodniku Katolickim’ z 15
grudnia ukazał się artykuł pióra ks. Władysława Lisika o jego
pierwszych doświadczeniach duszpasterskich w Gippsland, a
właściwie o pełnej przygód podróży samochodem w towarzystwie księży
Krasockiego i Chrostowskiego do Sale na spotkanie z tamtejszym
biskupem i potem dalej do Morwell, gdzie wyznaczono mu miejsce
stałego pobytu. W kolejnym artykule zamieszczonym w Tygodniku
Katolickim, ks. Władysław opisał jak witano go wśród Polaków. “Po
ogólnym zapoznaniu się z plebanią w Morwell, ks. prałat prowadzi nas
do szkoły, gdzie zgromadzili się Polacy na powitanie swego kapelana.
Tego się nie spodziewałem! Zdziwiłem się bardzo, gdyż były kwiaty,
małe krakowianki i przemówienia – a przede wszystkim
arcysympatyczne polskie twarze. Wzruszyłem się tym do tego stopnia,
iż dużo nie brakowało, a byłbym się rozczulił na dobre. Szczególnie
gdy mówiłem o ostatniej Mszy św., którą odprawiłem na Jasnej Górze.
Tam właśnie modliłem się w intencji dusz, które zostaną powierzone
mojej pieczy duszpasterskiej. No, ale wszystko jakoś przeszło.
Przypatruję się dokładniej wszystkim twarzom. Domyślam się,
jak bardzo ci ludzie są stęsknieni za polskim kapłanem, który
zrozumie ich język i ich tradycje narodowe. A przecież w drodze myślałem sobie: ‘Chyba, po naszemu się wyrażając, pies z kulawą nogą
nie będzie mnie tutaj witał’. (fot nr 10) Jak bardzo się pomyliłem,
bowiem powitaniom w tych stronach nie ma końca. Pierwszą Mszę św.
celebrowałem w Newborough. Zebrało się na niej około 130 rodaków.
Wszyscy całą parą śpiewają polskie pieśni kościelne. Po Mszy
św.
gromadzą się na powitanie. Tutaj też kwiaty, krakowianki i
przemówienia. Dla ścisłości trzeba dodać, że stoły uginały się pod
różnymi smakołykami. Uroczystość była przeplatana ojczystymi
piosenkami o góralu i o Maćku. Nawet w Traralgon, gdzie miałem Mszę
św. wieczorem, zebrała się duża grupa Polaków i jak tylko potrafiła,
ze staropolską gościnnością podejmowała swego kapelana. Najbardziej
jednak szumnie wszystko wypadło w Moe. Rodacy przyszli w pełnym
komplecie. Po Mszy św. i kazaniu gromadzimy się wszyscy w szkole.
Dzieci polskie z tutejszej szkoły sobotniej, pod kierownictwem
pani Polaszkiewicz, pięknie deklamują i śpiewają oraz wręczają
kwiaty – piękne, śliczne róże dla tego ‘młodziutkiego’ księdza z
Polski. Po tym wszystkim kolej na przemówienia tutejszych
‘grubych ryb’ oraz duszpasterzy australijskich, przeplatane
piosenkami narodowymi. Nastrój wytwarza się bardzo podniosły. Ktoś
śpiewa ‘Sto lat’, za nim oczywiście wszyscy. Nawet
rozbrzmiał
hymn narodowy. Wszyscy są rozradowani, jakby podniesieni na duchu.
Patrząc na to wszystko myślę sobie: obym nie zawiódł nadziei tych
kochanych braci rodaków, które we mnie pokładają. Zaznaczam to w
jednym z następnych przemówień – i dlatego całą moją pracę tutaj
oddaję w ręce Niepokalanej Królowej Polski, naszej Czarnej Madonny z
Częstochowy. Myślę, że Polonia z Melburnu przyjdzie mi też z pomocą.
Spodziewamy się odwiedzin tamtejszych teatrów, harcerzy. A więc w
Imię Boże, pod opieka Królowej Polski, rozpoczynamy odnowę życia
religijnego i kulturalnego wśród tutejszej Polonii, by ona również
dobrze przygotowała się na 1000-lecie Chrztu Polski”.
9
grudnia był wielkim dniem dla Polaków w Brisbane. Był to dzień
intronizacji kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w polskim
kościele na Bowen Hills. Na placu przed salą parafialną obraz
Czarnej Madonny w feretronie zajmował honorowe miejsce. Pod upalnym
niebem popłynęła najstarsza polska pieśń ‘Bogurodzica’, przy wtórze
której p. Krystyna Gwizadłłowa deklamowała modlitwę i błaganie do
Matki – Pocieszycielki. Po uroczystej przemowie ks. prał. W.
Dzięcioła uformowała się procesja wprowadzająca obraz do kościoła.
Ołtarz tonął w kwiatach. Uroczystą Mszę świętą celebrował ks.
prał. Dzięcioł w asyście księży polskich przybyłych z innych stanów
Australii. Podniosłe kazanie wygłosił ks. Lucjan Jaroszka, który
przywiózł obraz z Polski. W czasie Mszy św. śpiewał chór
mieszany pod batutą Ojca Kasjana. Przez trzy godziny najskrytsze
marzenia i tęsknoty płynęły do stóp Matki Częstochowskiej wraz z
modlitwami i łzami, których nikt się nie wstydził. Na zakończenie
odbyło się popołudniowe nabożeństwo do Matki Boskiej, w czasie
którego nastąpiło odnowienie ślubów Jasnogórskich, a następnie – w
sali parafialnej – zebranie Komitetu 1000-lecia. Przy tej
okazji pożegnano księży z Perth, Melbourne, Sydney i Newcastle,
którzy byli obecni na uroczystościach.
W grudniu Komitet
Rodzicielski w Broadmeadow zorganizował dla dzieci spotkanie ze św.
Mikołajem. Jak podał Tygodnik Katolicki, był to ‘Mikołaj nad
Mikołaje’. Początkowo trudno było opanować i uspokoić ogromnie
ruchliwą gromadę dzieci. Kiedy wreszcie to się udało, prezes
Związku Polskiego, p. Kawka, przywitał gości. Głos zabrał również
obecny na uroczystości ks. J. Gula. Obyły się także występy dzieci,
za które i one i ich nauczycielka, p. A. Olszewska zebrały w pełni
zasłużone oklaski. Polska Pasterka odbyła się w Domu Orła
Białego. Ołtarz, szopkę i inne dekoracje świąteczne przygotowali
członkowie Koła Różańcowego. Od godz. 9.30 ks. Gagajek i ks.
Kołodziej słuchali spowiedzi. Pasterkę odprawił ks. Gagajek, a
kazanie wygłosił ks. J. Kołodziej. Pomimo deszczowej pogody sala
była wypełniona po brzegi. Obecnych było ok. 500 osób. Ogromna
większość przystąpiła do Komunii św.
|