|
2.
CZAS WZROSTU 1969- 1978
Dekadę 1969 – 1978 można w dziejach Polski
określić
jako dojrzewanie społeczeństwa do zorganizowanego buntu, do tzw.
rewolucji “Solidarności”. Początkowo nic nie zapowiadało
takiego obrotu rzeczy, a w 1968 r. totalitaryzm zgniótł aspiracje
liberalizacji w Polsce. Wojska bloku sowieckiego zdławiły też praską
wiosnę. Po tych represjach reżim PRL na krótko pozwolił na
nieco łagodniejszy kurs i – przed 50-tą rocznicą odzyskania
niepodległości – stonował cenzurę, a prymas Wyszyński mógł ponownie
(listopad 1968) wyjechać do Rzymu. Tygodnik “Polityka” był
zręcznie strojoną tubą reżimu przy pozorach otwartości tematów i
sterowanych polemik. W 1969 kokietował on naród perspektywą
motoryzacji, co przy średnich zarobkach obywateli było hipokryzją.
Sytuacja ekonomiczna pogarszała się, choć wieś (podobnie jak za
stalinizmu) oparła się planom kolektywizacji. Zemstą PZPR-u było
jednak stworzenie takich warunków, aby gospodarstwa prywatne
nie miały szans rozwoju. Robotnicy byli bliżej frustracji niż
jutrzenki zapowiadanej przez partyjną propagandę. Trwał kryzys
mieszkaniowy, ostrzejszy z uwagi na wyż demograficzny. Jedyną
receptą na kryzys u marksistów stanowiły podwyżki cen, a także
procesy: w 1969 r. trwały rozprawy sądowe przeciwko studentom z
marca, przeciwko rewizjonistom (Kuroń, Modzelewski) oraz innym
dysydentom (Karwacki, Zawadzki). W 1969 r. skodyfikowano prawo
karne tak, by przede wszystkim służyło socjalistycznemu państwu.
Blok sowiecki – po praskim kryzysie – zwierał szeregi i umacniano
kult Lenina (“Prawda” drukowała panegiryk
Gomułki). Kiedy 13 grudnia 1970 roku ogłoszono tzw.
“regulację cen” (staniały radia, lokomotywy i telewizory, a podwyżką
objęto ceny na produkty żywno?ciowe, tkaniny, obuwie, materiały
budowlane, koks i węgiel, a nawet zasypki dla dzieci, pastę do zębów
itd.). Wywołało to masowy protest w Trójmieście i w Szczecinie, a
wkrótce zamieszki rozszerzyły się na Słupsk i Elbląg. Władza ludowa
stłumiła je krwawo, choć walki trwały przez kilka dni. Użyto czołgów
i helikopterów. Milicja i wojsko strzelały w bezbronny tłum
demonstrantów, a nawet ludzi idących spokojnie do pracy (17
grudnia), po apelu z TV o przerwanie protestów. Ta masakra była
nieludzka, jak i poprzednie interwencje MO. Milicja nie tylko użyła
broni palnej, ale i biła do nieprzytomności złapanych
demonstrantów. Katowani oni byli na ulicach, w samochodach, na
posterunkach. Ogółem na Wybrzeżu zginęło co najmniej kilkaset osób,
władza chowała ich ciała nocą w masowych grobach. Oficjalnie
reżim podawał tylko liczbę 45 zabitych, 1165 rannych i blisko
3 tysiące aresztowanych. Zdaniem historyków są to dane zaniżone – w
samym Szczecinie ustalono liczbę 147 zamordowanych. Masakra na
Wybrzeżu (a poprzednio w Poznaniu) ukazała jasno, że Polska ma reżim
zbrodniczy i że obecne uznanie PZPR za organizację o charakterze
przestępczym nie jest niczym przesadzonym.
Grudzień 1970
obalił ekipę Gomułki, a na jego miejsce przyszedł Edward Gierek z
Katowic. Na Wybrzeżu panowała żałoba. Oczekiwano, że nowe
kierownictwo PZPR naprawi choć część krzywd. O mało nie stało
się odwrotnie, gdy w styczniu 1971 r. strajk objął cały Szczecin.
Oddziały MO obległy stocznię, a szturm odwołano, ponieważ robotnicy
zagrozili wysadzeniem w powietrze niektórych urządzeń stoczni.
Dopiero wtedy Gierek z delegacją rządową przybył na rozmowy.
Podobnie stało się w Trójmieściu. Nowa władza zwaliła wszystko na
starą ekipę, a Gierek obietnicami i spoufalaniem się ze
stoczniowcami zyskał kredyt zaufania. Na Wybrzeżu jednak nie
zrezygnowano z planów przekształcenia istniejących związków
zawodowych w autentyczną reprezentację robotniczą. Kierownictwo
Gierka zaś uznało, że przyczyną tragedii była utrata przez partię
“więzi z masami”. Te i inne mgliste slogany miały – zdaniem PZPR –
poprawić atmosferę w kraju. Tymczasem w lutym w Łodzi wybuchł strajk
powszechny w przemyśle tekstylnym i dopiero ta akcja zmusiła
władze do cofnięcia podwyżek grudniowych.
Dekadę rządów
gierkowskich cechowała pewna liberalizacja (w zakresie wyjazdów za
granicę), ale w sumie dość ograniczona: cenzura nadal
działała, ustępując tylko w dziedzinie tłumaczeń. Dzięki temu wydano
w tym okresie wiele przekładów z literatury światowej. Kultura
rozwijała się lepiej po ciemnych latach gomułkowszczyzny. PZPR
przybrał też bardziej liberalny kurs wobec Kościoła, lecz
krótkotrwały. Kiedy w czerwcu 1971 ekipa Gierka uporała się z
moczarowcami, wróciła antykościelna retoryka i odmowy na budowę
obiektów sakralnych. Rola PAX-u jednak
malała. Sytuacja rynkowa uległa poprawie, a szereg wielkich
inwestycji dało pracę tysiącom ludzi (te inwestycje przyczyniły się
do naszych długów). Tymczasem rósł deficyt handlowy PRL, zwłaszcza
od 1975 r., gdy ZSRR narzucił okupowanym krajom wymianę dolarów na
tzw. “rubel transferowy”. Przymus tej niekorzystnej dla nas wymiany
wiódł do kryzysu, natomiast bardzo odpowiadało to Kremlowi, który
formalnie dokonywał grabieży swoich sojuszników z RWPG. Pogłębiała
się też zależno?ć polskiego wojska od KGB i radzieckiego wywiadu
wojskowego (patrz “Historia Polski 1914-1990” W. Roszkowskiego, PWN
1991, s. 323). Musiało to budzić wewnętrzny protest wielu oficerów
(Kukliński i inni). W 1976 wybuchł nowy kryzys wywołany
drastyczną podwyżką cen (rzędu 70-100%) na żywność. Strajki i
zamieszki objęły Ursus, Radom, Płock, Warszawę, Wrocław, Poznań i
znowu całe Wybrzeże. Manifestacje robotnicze przybrały
charakter ogólnopolski, znacznie szerszy niż w roku 1970. Doszło do
starć w Ursusie i Radomiu, stłumionych brutalnie przez ZOMO.
Rozmiary protestów skłoniły jednak rząd do cofnięcia podwyżek. Już
po zajściach reżim w akcji odwetowej aresztował kilkaset osób w
Radomiu, Ursusie i Płocku, a następnie zatrzymanych bito i kopano
(tzw. “ścieżki zdrowia”). Później skatowanych demonstrantów sądy
doraźne skazywały na kary 5 do 10 lat więzienia. Było to typowe
bezprawie PRL-u. Wśród opozycji powstał wtedy KOR (Komitet
Obrony Robotników). W tym samym okresie zaczęły wychodzić podziemne
biuletyny, drukowane poza cenzurą. Oznaczało to złamanie monopolu
państwa w zakresie informacji. Kryzys się pogłębiał w każdej
dziedzinie, stopa życiowa spadała, a rosły długi Polski (w 1976 –
ponad 12 miliardów dolarów, a w trzy lata później już 22,3
miliarda). W tym ogólnym marazmie iskrą ożywiającą nasze serca był
wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża (16 X 1978). Dekada
nadziei, nowych represji i szarości kończyła się
triumfem. (M.B.)
|