|
9 lutego zginął w wypadku
samochodowym ks. Marian Kołodziej. Spieszył na powitanie Przełożonego
Generalnego do Sydney. Nabożeństwa żałobne odprawiono pod przewodnictwem Księdza
Generała w Morwell i w Sydney. śp. ks. Marian spoczął na cmentarzu Pine Grove
koło Marayong. (fot nr 45) Wspominając tragicznie zmarłego kapłana o. J. Janus
TJ napisał w Przeglądzie Katolickim: “Szczytowym osiągnięciem, które mu sprawiło
najwięcej radości, była intronizacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w
nowym kościele w Morwell. Zgromadził przy tym całą Polonię gippslandzką, księży
polskich i australijskich, zapewnił sobie udział miejscowego biskupa... Chętnie
w rozmowach i marzeniach do tych chwil powracał. Do tego obrazu wrócił i po
śmierci. Tu bowiem przywieziono jego ciało na ostatnią uroczystość w Gippsland,
tu zgromadziły się znów tłumy z biskupem Foxem i całym duchowieństwem polskim i
australijskim, by przy tym obrazie pożegnać go już na zawsze... Z Morwell
przewieziono ciało Zmarłego do Sydney na uroczystości pogrzebowe w polskim
kościele maryjnym w Marayong. Trumnę złożono do grobu tuż obok śp. ks.
Eysmontta, nestora polskich duszpasterzy. Obok najstarszego – spoczął jeden z
najmłodszych... Nikt się tego nie spodziewał. Ks. Marian Kołodziej jechał na
spotkanie Generała swego zakonu do Sydney. Uległ wypadkowi samochodowemu w
miejscowości Wodonga, koło Albury, na granicy Wiktorii, ponosząc śmierć na
miejscu. Było to 9 lutego o godz. 3.30 nad ranem. Spoczął na wieki 16 lutego
1972 na Pine Grove Lawn Cemetery w 32 roku życia i czwartym kapłaństwa”.
z Kroniki 40-lecia
KS. MARIAN KOŁODZIEJ T.CHR.
13.07.1939 – 9.02.1972
Ks. Marian Kołodziej T.Chr. urodził
się 13 lipca 1939 roku w Witanowie, pow. Lubartów, woj. Lubelskie, z ojca Józefa
Kołodzieja i matki, Marii z Kurów. Był najstarszym z czworga rodzeństwa; dwie
siostry i jeden brat. Niełatwe miał dzieciństwo. Wojna wybuchła gdy miał
zaledwie 6 tygodni, i szalała na Lubelszczyźnie z niebywałą zaciekłością. Po
ustaniu działań wojennych zapisano go do szkoły, którą ukończył w Wysokim k.
Krasnegostawu. Po maturze licealnej został powołany do wojska w r. 1957. Tu
dojrzewa w nim ostatecznie powołanie kapłańskie i zakonne. Toteż po ukończeniu
służby wojskowej odrzuca wielkodusznie wszystkie obietnice i namowy na dalsze
studia i wstępuje do Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, by się
poświęcić pracy nad 10-milionową rzeszą uchodźczą. W roku 1959 wstępuje do
nowicjatu w Ziębicach, po czym odbywa studia filozoficzne i teologiczne w
Poznaniu.
Święcenia kapłańskie przyjmuje z rąk
ks. Arcybiskupa Antoniego Baraniaka w dniu 8 czerwca 1968, w wigilię Zesłania
Ducha Świętego. Po krótkiej pracy duszpasterskiej – dwa miesiące - na Pomorzu
Zachodnim jest skierowany do Puszczykowa, by wziąć udział w specjalnym kursie
na temat historii Wspólnot polonijnych w świecie. Zostaje wyznaczony do pracy w
Australii, dokąd przybywa na statku „Galileo Galilei” 17 lipca 1969 roku.
Pierwszą, a – jak się okazało – i ostatnią jego placówką w Australii jest
Gippsland, w stanie Wiktoria, diecezja Sale. Ma do obsłużenia przeszło 400
rodzin rozrzuconych na przestrzeni większej niż niejedno województwo w Polsce.
W niedzielę 30 listopada 1969 ośrodki
polskie w Gippsland witają go serdecznie jako swojego stałego duszpasterza. Od
pierwszej chwili swą młodością, zapałem i bezpośredniością podbija serca swych
Rodaków. Wizytuje wszystkie rodziny polskie zapoznając się z miejscowymi
problemami. Prawie co niedzielę odprawia 3 Msze św., prowadzi kółka różańcowe,
uczy nowej liturgii, prowadzi próby śpiewu, cały tydzień wieczorami odwiedza
poszczególne skupiska. Nie szczędzi sił. Nigdy przed północą nie kładzie się
spać. Chętnie głosi rekolekcje w innych ośrodkach. Zmęczenie nieraz daje mu się
we znaki. Bojąc się, by nie zasnąć przy kierownicy, wozi ze sobą poduszkę by,
kiedy już nie może opanować senności, przynajmniej na chwilę w aucie móc się
przedrzemać...
Jakby tego jeszcze nie było dosyć
podejmuje się kolportażu i wysyłki” Przeglądu Katolickiego”. Co miesiąc
przyjeżdża do Melbourne, przewozi cały nakład do siebie i tam wraz z kilku
ofiarnymi paniami pakuje wszystkie egzemplarze, adresuje i odwozi na pocztę...
Szczerze również interesuje się
sprawą budowy kościoła w Essendon. Zbiera fundusze, sprzedaje bilety loteryjne,
swoją grupę taneczną „Szarotka” przywozi do Melbourne, by mogła wystąpić na
koncercie na budowę kościoła...
Ale niewątpliwie szczytowym
osiągnięciem, które mu sprawiło najwięcej radości, była intronizacja obrazu
Matki Bożej Częstochowskiej w nowym kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa
w Morwell (2 maja 1971). Zgromadził przy tym całą Polonię gippslandzką, księży
polskich i australijskich, zapewnił sobie udział miejscowego biskupa, wydał
broszury polskie i angielskie... Uroczystość udała się ponad wszelkie
oczekiwania, budząc podziw wśród swoich i obcych.... Chętnie w rozmowach i
marzeniach do tych chwil powracał. Do tego obrazu wrócił i po śmierci. Tu bowiem
przywieziono jego ciało na ostatnią uroczystość w Gippsland, tu zgromadziły się
znów tłumy z biskupem A. Foxem i całym duchowieństwem polskim i australijskim,
by przy tym obrazie pożegnać go już na zawsze...
Była to naprawdę rzewna chwila, gdy
cały kościół przystępował do komunii św. podczas mszy koncelebrowanej przez
Przełożonego Generalnego Towarzystwa Chrystusowego ks. Wojciecha Kanię i
wszystkich kolegów zmarłego. Ostatnim słowem pasterskim żegnał go biskup Arthur
Fox, a imieniem polskich współbraci w kapłaństwie, do głębi wzruszony dziekan,
ks. Prałat L. Jaroszka.
Z Morwell przewieziono ciało Zmarłego
do Sydney na uroczystości pogrzebne w polskim kościele maryjnym w Marayong.
Trumnę złożono do grobu tuż obok śp. Ks. Ejsymonta, nestora polskich
duszpasterzy. Obok najstarszego – spoczął jeden z najmłodszych...
Nikt się tego nie spodziewał. Ks.
Marian Kołodziej jechał na spotkanie z Przełożonym Generalnym ks. Wojciechem
Kanią do Sydney. Uległ wypadkowi samochodowemu w miejscowości Wodonga, koło
Albury, na granicy Wiktorii, ponosząc śmierć na miejscu. Było to 9 lutego o
godz. 3.30 nad ranem. Spoczął na wieki 16 lutego 1972 na Pine Grove Lawn
Cemetery w 32 roku życia i czwartym kapłaństwa.
Życiorys Ks. Mariana Kołodzieja na podstawie artukułu Ks. Józefa
Janusa TJ w Przeglądzie Katolickim, marzec 1972 i osobistych
wspomnień współbrata.
 |