Głos z Poznania

Biuletyn Przyjaciół i Dobrodziejów
Biblioteki Seminarium Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej

nr 5                   styczeń – marzec 2003                    Poznań

 

Chrystus prawdziwie Zmartwychwstał

 

 

Kościół przyniósł Polsce Chrystusa - to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości jaką jest człowiek.

 Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może sam siebie do końca zrozumieć bez Chrystusa.

Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie

Jan Paweł II, Warszawa 2 czerwca 1979

 

 

Drodzy Przyjaciele i Dobrodzieje

 

 

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych pragnę Wam życzyć wszystkiego najlepszego:

Niech Zmartwychwstały Jezus kieruje Waszym życiem i da Wam łaskę rozumienia sensu życia i śmierci.

Niech pozwoli Wam zbliżać się do ludzi z dobrocią.

Niech sprawi, abyście zauważali chorych, cierpiących i potrzebujących.

Niech uczyni Was narzędziami trwałego pokoju. Niech pomaga walczyć ze złem.

Niech usuwa z Waszego życia pychę i  nienawiść.  Bądźcie w tym roku  silniejsi, zdrowsi, szczęśliwsi i bardziej pogodni.

Łaska Chrystusa zmartwychwstałego niech będzie z Wami.

 

 

 

Drodzy Przyjaciele, Dobrodzieje i Czytelnicy „Głosu”

 

Muszę się przyznać, że pierwsze miesiące tego roku były dla mnie bardzo trudne.

Po pierwsze, wracając z Macedonii po świętach Bożego Narodzenia, nabawiłem się jakiejś dziwnej infekcji gardła. Spędziłem prawie cały miesiąc w łóżku. Potem do tych osobistych problemów dołączyły się kłopoty z komputerami w naszej Bibliotece. Wyglądało to czasem  na tragikomedię  z elementami horroru. Codziennie czekała nas jakaś niespodzianka. Nikt z nas nie był pewny tego jak w danej chwili zadziała komputer. Czy drukarka to wydrukuje. W końcu miałem tylko jedno marzenie. Złowić złotą rybkę, która spełniłaby moje jedyne życzenie: chcę mieć nowe komputery, nową drukarkę, nowy skaner i... nowego administratora, który umiałby to obsługiwać. A najlepiej, żeby nie był potrzebny!

W tym samym czasie – tak mi się tylko zdawało! – dziwnie zamilkli nasi Przyjaciele i stali Współpracownicy. Myślałem sobie przeróżnie. Choćby tak: mają do tego prawo! Przyzwyczaili się do ks. Jana i ks. Jarosława a tu...następuje kolejna zmiana. Nowy dyrektor! Tego chyba już za dużo.

Były jednak i takie listy i takie przesyłki, które świadczyły, że nasi Przyjaciele nie zapominają o nas i mocno trzymają z nami. Piękny i wzruszający  list otrzymałem od pani Lidii Sawki z Białorusi. Drukujemy go na końcu „Głosu”.

W końcu muszę się jednak  czymś pochwalić. Nasz księgozbiór emigracyjny stale się powiększa. Istniejące 20 lat Polskie Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne w Badenii-Wirtembergii z siedzibą w Stuttgarcie ofiarowało nam swoją bibliotekę. Ponad 2000 tomów. Wczoraj  otrzymałem przepięknie wydaną książkę Danuty Piątkowskiej „Polskie kościoły w Nowym Yorku”. Istne cacko. 

W najbliższych dniach podpiszemy umowę z firmą Dynix na obsługę i konserwację naszej bibliotecznej sieci komputerowej HORIZON. Dwie wersje umowy, po polsku i po angielsku, podpisane przez przedstawiciela firmy już leżą u mnie na stole. Nie jest to tani service, ale firma rozłożyła nam całą kwotę na cztery raty. Myślę także o nowym module WebPAC aby wejść z naszym katalogiem na internet i umożliwić wszystkim zainteresowanym przeglądanie naszych zbiorów.

Tak więc ostatecznie – dzięki Bogu - nie jest tak źle. Mimo dość poważnych trudności finansowych, a także kłopotów ze sprzętem komputerowym z ufnością patrzę w przyszłość. Korzystając z okazji chciałbym w tym miejscu z całego serca podziękować tym wszystkim, którzy wsparli finansowo naszą Bibliotekę. Serdeczne słowa podziękowania składam  Panu Profesorowi Tadeuszowi Wyrwie z Francji, który w całości opłacił koszta związane z edycją obecnego numeru „Głosu”. 

Nasza Biblioteka jest coraz bardziej znana. Zaglądają do nas  pracownicy naukowi i studenci, którzy zbierają materiały do swoich prac naukowych.  Zapytania ślą pracownicy innych uczelni w Polsce, zajmujący się problemami emigracyjnymi. Są zaskoczeni, że akurat my  mamy „coś” czego nie można dostać w innych bibliotekach. Ostatnio nawet ktoś z Niemiec pytał pocztą internetową czy może przyjechać na wakacjach i korzystać z naszej Biblioteki.

Mnie jedynie wypada – i należy – przypominać, że to w większości jest zasługą naszych kochanych Przyjaciół i Dobrodziejów z całego świata. Dr Wiesław Kukla z Poznania za każdym razem kiedy się spotykamy, z entuzjazmem przypomina mi, że najwięcej emigracyjnych zbiorów harcerskich posiada on i nasza Biblioteka. A razem mamy wszystkie.

Zbliżają się Święta Wielkanocne. Na pierwszej stronie wypisałem – płynące z serca – życzenia. Raz jeszcze składam WIELKIE DZIĘKI za Waszą życzliwość, owocną współpracę, wszystkie listy i paczki. Serdecznie pozdrawiam i obiecuję pamiętać w swoich modlitwach o Was wszystkich.

 

Ks. Jerzy Prucnal SChr

dyrektor biblioteki

 

 

Zaczęło się 70 lat temu...czyli krótka historia Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej

 

ks. Tadeusz Winnicki SChr

 Przełożony Generalny

 

 

Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele!

 

Te słowa piszę w odniesieniu do 70. rocznicy założenia Towarzystwa Chrystusowego, która minęła 8 września 2002 r. Uświadomiła ona nam, chrystusowcom, prawdę o przemijaniu czasu, jak i to, iż Towarzystwo wciąż dojrzewa w służbie Bogu i Kościołowi, w realizacji zawierzonego charyzmatu -... apostolstwo na rzecz rodaków za granicami Państwa, a więc przede wszystkim wszelka działalność duszpasterska i religijna wśród nich, a w miarę potrzeby i możności, także opieka społeczna i kulturalna nad nimi (art. 2 Ustaw Towarzystwa Chrystusowego).

Jakże skromne były początki nowo powstałego Zgromadzenia, które znalazło gościnne przyjęcie w Potulicach, koło Nakła. To dzięki życzliwej, bardzo serdecznej i szlachetnej postawie hrabiny Anieli Potulickiej, która ofiarowała swoją rezydencję, Współzałożyciel, o. Ignacy Posadzy wraz z 37 kandydatami na kleryków i braci zakonnych w końcu sierpnia 1932 roku mógł rozpocząć realizację Bożego dzieła, które rozwija się i do dzisiaj trwa. Jego płomienny apel, wystosowany do młodych w kraju i za granicą: Bywajcie! Na front, w pierwsze okopy. Pod zwycięskie sztandary Chrystusa-Uchodźcy. Dusze ratować. Dla nieba zdobywać. Dla Polski zachować!, powodował pozytywną reakcję w sercach wielu młodych ludzi. Aby odpowiedzieć na potrzeby Kościoła i Polonii, do Potulic przybywali kandydaci do nowej wspólnoty zakonnej. Charakterystycznym rysem duchowości, jaki ukazywał o. Ignacy, pierwszy formator ich umysłów i serc, było nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego i Matki Bożej.

O. Ignacy poznał koszt rodzącego się dzieła. Pomimo piętrzących się trudności, nie poddawał się, pokonując je z wiarą mężnego człowieka. Chociaż sam nie doświadczył życia zakonnego, kładł jego podwaliny w życiu młodej wspólnoty. Rozwinął szeroką działalność wydawniczą. Dbał o to, aby w wydawanych książkach, broszurach znajdowało się jak najwięcej tematyki poruszającej problematykę polonijną, ale też liturgiczną i religijną. W promocji i sprzedaży książek wielką rolę odegrali bracia kolporterzy-wysłannicy. Ojciec Posadzy podjął także szeroką współpracę i utrzymywał kontakty z różnymi instytucjami zarówno kościelnymi, jak i polonijnymi. Do Potulic przyjeżdżali rektorzy Misji Polskich i duszpasterze polonijni, przedstawiciele Polonii, organizowane były kursy dla duszpasterzy polonijnych i nauczycieli. Wobec tak wielu podejmowanych inicjatyw pojawił się również problem materialny, finansowy. Kiedyś Ojciec zwrócił się w tej sprawie do Kard. Hlonda. A Założyciel odpowiedział jednym zdaniem: A od czego jest Boża Opatrzność! Tylko trzeba szturm przypuścić do pełnych kas Opatrzności, i rzeczywiście, Ojciec znalazł w wielu sercach osób zamożnych, ale i tych, którzy posiadali „wdowi grosz”, wielką pomoc. Dzięki zdobytym środkom mógł kontynuować rozpoczęte wielkie Boże dzieło.

Zgromadzenie liczebnie się rozwijało, i to dość szybko. Jak podają kroniki, w piątą rocznicę powstania liczyło już 276 członków. Założyciel nie śpieszył się z wysyłką na misje. Mocno akcentował potrzebę gruntownego przygotowania przyszłych duszpasterzy polonijnych. Kładł nacisk na formację duchową, jak i intelektualną. Pierwszy chrystusowiec wyjechał w lipcu 1936 roku do pracy we Francji. Został przeznaczony do biura Polskiej Misji Katolickiej. W tym samym roku wyjechali także do Francji pierwsi bracia.

W następnych latach, zarówno księża, jak i bracia wyjeżdżali do Estonii, Włoch, Wielkiej Brytanii i Belgii. Niestety, wielkie plany Założyciela i Współzałożyciela przerwały wydarzenia 1939 roku - II wojna światowa. Zgromadzenie uległo rozproszeniu. Cześć księży, kleryków i braci została wzięta do obozów, wielu zaś podczas działań wojennych zginęło. Ojciec Ignacy w miarę możliwości utrzymywał z wieloma listowny kontakt. Na przykład w Krakowie zorganizował dalsze studia dla kleryków.

Po wojnie przyszła odbudowa Ojczyzny, ale też i struktur Zgromadzenia. Część członków powróciła do Wspólnoty. Domem Głównym stał się dom na Ostrowie Tumskim w Poznaniu, gdyż po zawierusze wojennej Potulice zostały nam zabrane. W wyniku zmian geopolitycznych, po przesunięciu granic, wielu ludzi ze wschodnich rubieży Polski migrowało na Pomorze Zachodnie i Dolny Śląsk. Na polecenie Założyciela księża i bracia chrystusowcy rozpoczęli posługę wśród tych właśnie ludzi. W 1948 roku po krótkiej chorobie odszedł do Pana Założyciel, Kard. August Hlond. Wraz z jego odejściem zamknął się pierwszy etap dziejów Towarzystwa.

Przez pierwsze dziesięć lat ma miejsce wytężona praca w powierzonej nam posłudze, ale też wzmocnienie sił personalnych Zgromadzenia przez przygotowanie do życia zakonnego i posługi kapłańskiej wielu powołanych. Do 1956 roku wyjazdy chrystusowców za granicę nie były możliwe. Taka możliwość pojawiła się dopiero po tak zwanej „odwilży październikowej”. Od tego czasu z różnym natężeniem chrystusowcy zaczęli opuszczać Ojczyznę, aby realizować bardzo szczytne wezwanie - głosić Chrystusa polskim emigrantom i przekazywać wartości naszej religijnej tradycji, kultury, języka i patriotyzmu. Rozjechali się na wszystkie strony świata: do Australii i Nowej Zelandii, Brazylii, Argentyny i Urugwaju, Stanów Zjednoczonych i Kanady, Wielkiej Brytanii i Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii, Południowej Afryki i Islandii, Węgier, Białorusi, Kazachstanu i Ukrainy. Zgromadzenie, przez zaistniałe potrzeby duszpasterskie wobec poważnej migracji z kraju, szczególnie lat 80. i 90., wpisało się w powszechną misję Kościoła.

Pragnąłem w sposób bardzo skrótowy ukazać cząstkę naszej historii. Ona przecież była i jest życiem, poświęceniem i ofiarą wielu współbraci, którzy odpowiadając na dar powołania i odczytując w sposób szczególny słowa Założyciela: Na wychodźstwie polskie dusze giną, realizują to zobowiązujące wezwanie. Obchodząc 70. rocznicę powstania naszej Wspólnoty stajemy przed Bogiem z wdzięcznością za te drogi, jakimi prowadził nas w zbawczej historii Kościoła, Ojczyzny i świata. Świadomość otrzymanych darów, hojności Bożego błogosławieństwa, miłości Bożego Serca i opieki Matki Zbawiciela na przestrzeni naszej historii ma nas mobilizować do wiernej, bardziej twórczej służby w duchu naszego charyzmatu. Raduje nas fakt i mamy nadzieję, iż nasi Założyciele, Słudzy Boży: Kard. August Hlond i O. Ignacy Posadzy, po pomyślnym zakończeniu procesów beatyfikacyjnych zostaną wyniesieni do chwały ołtarzy. Codziennie, zarówno w Domu Głównym i w Wyższym Seminarium Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu oraz w Nowicjacie w Mórkowie, jak i w wielu naszych wspólnotach w kraju i poza jego granicami chrystusowcy w modlitwie wstawienniczej polecają Panu życia i ludzkiej historii Polonię świata i jej duszpasterzy. Duchowo łączą się z tymi, którzy z bardzo różnych powodów opuścili Ojczyznę, aby realizować swoje życiowe plany, aspiracje i nadzieje.

Do Was, Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele, kieruję słowa pozdrowień, a zarazem serdecznej prośby o włączenie się przez swoją modlitwę i pamięć w nasze dziękczynienie kierowane do Boga za dar minionych 70 lat. W szczególny sposób wypowiedzieliśmy je w naszym narodowym Sanktuarium na Jasnej Górze, podczas czuwania w nocy z 15/16 listopada 2002 r. Zapraszam Was do wzięcia udziału w tym spotkaniu, wypełnionym duchem uwielbienia Boga i dziękczynienia za Jego dary. Będzie ono także modlitwą wstawienniczą za duszpasterzy polonijnych, prośbą o nowe powo­łania i prośbą za Polonię świata, aby trwała w wyznawanej wierze i pro­mieniowała tymi wartościami, które stanowią bogactwo kulturowe naszej wiary, tradycji i patriotyzmu.

 

 

Ks. Zbigniew Rakiej  SChr

Wikariusz Generalny

 

Co robimy w Polsce?

 

Wspólnota nasza wpisała się przed 70 laty w mozaikę wielkiej hi­storii, którą tworzy Kościół powszech­ny. W tej wielkiej mozaice historii całego Kościoła znajduje się mała kostka ze szlachetnego kamienia, której na imię „powojenna historia duszpasterstwa chrystusowców w Polsce”. Jest to wprawdzie zasad­niczo historia Pomorza Zachodnie­go, ale dotyczy także kilku mniejszych ośrodków duszpasterskich rozrzuco­nych po Polsce.

Jak to się stało, że Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicz­nej, zamiast podjąć się faktycznego realizowania swojej misji, pozostało także w Ojczyźnie? Odpowiedź jest w zasadzie prosta: Pan Bóg ma swo­je zamiary wobec każdego z osob­na, l właśnie tak zechciał On popro­wadzić nasze Zgromadzenie w po­czątkach jego dziejów. W momen­cie ustania działań wojennych trud­no było wyruszyć w świat. Dopiero zbieraliśmy siły, dopiero liczyliśmy ofiary wojny, dokonywaliśmy prze­glądu pozostałego „wojska” i zaczę­liśmy snuć plany ewentualnych wy­jazdów do polonijnych środowisk na świecie. Ale w początkach plany te musiały być krojone na wyrost, bo sytuacja polityczna nie wróżyła ry­chłej możliwości realizowania naszej misji, l to właśnie wtedy Kardynał Au­gust Hlond, nasz Założyciel i ówcze­sny Prymas Polski, ustanawiając nową strukturę Kościoła na Ziemiach Od­zyskanych, postanowił w to dzie­ło wprząc kapłanów i braci Towarzy­stwa Chrystusowego, l tak się stało. Od Szczecina po Kołobrzeg - w całym tym nadmorskim szlaku po­jawili się chrystusowcy. To oni odgru­zowywali, odbudowywali i przygo­towywali do użytku kolejne świątynie Pomorza. To oni nazywali ulice Szczecina - dziś mało kto wie, skąd się wzięła nazwa Potulickiej albo że ulica Ku Słońcu to przypomnienie, gdzie naprawdę kończy się droga w stronę cmentarza...

Tu chrystusowcy pisali wspaniałą historię powrotu Kościoła na Ziemie Zachodnie i misję zleconą przez Za­łożyciela odczytywali jako wielką sprawę. Choć w miarę stabilizowa­nia się sytuacji Kościoła na Pomorzu Zachodnim Towarzystwo Chrystuso­we robiło miejsce kapłanom diece­zjalnym, oddając kolejne na prze­strzeni czasu parafie pod opiekę miejscowych duszpasterzy, to do dzisiaj pozostajemy obecni w życiu Kościoła Archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Dzieje się to za apro­batą kolejnych pasterzy Diecezji, z obecnym Ks. Arcybiskupem Zyg­muntem Kamińskim na czele.

Właśnie teren obecnej Archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej jest szczególnym miejscem naszej pracy duszpasterskiej w kraju. Poza tym obszarem pracujemy jako duszpaste­rze tylko na kilku parafiach: we Wła­dysławowie, Ziębicach, Bożnowicach, Krzelkowie, Wigańcicach, Potulicach, Sarbii czy Poznaniu-Umultowie. To w tych parafiach, powierzonych naszej opiece duszpasterskiej przez ordynariu­szy danego miejsca, możemy okazać swoją gorliwość duszpa­sterską. Właśnie te parafie w Ojczyźnie stały się miejscem pierwszych doświadczeń ka­płańskich i duszpasterskich dla młodych kapłanów, którzy po kilku latach, a nieraz tylko kilku miesiącach wyjeżdżają do pracy wśród Polaków rozrzuconych po całym świecie. Również te parafie, choć nie tylko one, stają się kolebką powołań chrystusowców.

Dzisiaj z perspektywy czasu patrzymy na tę naszą obecność w Polsce, w polskim duszpasterstwie jako na wspaniały Boży poligon, na którym młodzi kapłani mogą dojrzewać, dorastać, umacniać się, gromadzić doświadczenia duszpasterskie, które bardzo przydadzą się tam gdzieś z dala od Ojczyzny. Być może doko­nując przeglądu historii, dzieląc ją na swoiste etapy możemy dopiero do­cenić i zauważyć, jak przedziwnie Chrystus pozwala nam pisać swoją historię i na Obczyźnie, i w Ojczyź­nie. Dopiero wtedy widać, jak cała misja Zgromadzenia tworzy jedną wielką całość - tu i tam. Wreszcie widać tu, jak na dłoni, że pracując i w kraju i poza krajem jest się w peł­ni chrystusowcem.

Nasz Ojciec Współzałożyciel, ks. Ignacy Posadzy mawiał, że chrystusowiec karmi się przy dwóch ołtarzach: eucharystycznym i ojczyźnia­nym. Zatem i jego wizja jest w pełni realizowana. Bogu niech za to będą dzięki!

 

 

Ks. Włodzimierz Dziduch SChr

Delegat Przełożonego Generalnego

ds. chrystusowców pracujących na Wschodzie

Donieck, Ukraina

 

Wschód pragnie Kościoła

 

W odróżnieniu od Polonii na Za­chodzie, Polacy zamieszkujący tere­ny byłego Związku Radzieckiego, Ukrainy czy Białorusi, nigdy nie opuszczali Ojczyzny. Zostali oderwa­ni od Macierzy poprzez fakt przesu­nięcia granic Polski na zachód. We­dług statystyk przeprowadzonych na przykład przy spisie ludności w 1989 roku, na Ukrainie odnotowano 219 tysięcy obywateli z dopiskiem w pasz­porcie: „narodowość- Polak”. W ob­wodzie donieckim na przykład było ich 7 tysięcy. Jednak w okresie naj­większego terroru komunistów w la­tach dwudziestych do czterdziestych ubiegłego wieku Polacy, szczególnie wywożeni w rejon Donbassu, z oba­wy przed zagrażającą im śmiercią z powodu pochodzenia zmieniali na­zwiska, a nawet narodowość. W re­zultacie tych represji do dzisiaj na Ukrainie pozostało 12%, a w Donbassie zaledwie 2% naszych rodaków posługujących się językiem polskim. Wraz z odzyskaniem niepodległości przez ten kraj okazało się, że ilość Polaków wzrosła aż 8 do 15 razy, w zależności od regionu Ukrainy. Według nowych statystyk liczba Po­laków i ludności polskiego pochodze­nia określana jest śmiało na ponad 1,5 miliona, a niektórzy podnoszą ja nawet tło dwóch milionów

Chrystusowcy trafili do Donbas­su w 1992 roku. Ich misja wyraziła się w odbudowie struktur kościelnych prawie od podstaw. Ruszyli z pionier­skimi pracami duszpastersko-gospodarczymi, właściwie odszukując katolików niemalże na całym terytorium Zagłębia Donieckiego. Pierw­szą wspólnotę katolików stanowiła grupka kilkunastu osób polskiego pochodzenia, które przeróżne wia­try zaniosły na te ziemie. Następnie, dowiadując się w rozmaity sposób o obecności księdza w Doniecku, ka­tolicy zaczęli wręcz ze wszystkich stron napływać do jedynej w Donbassie kaplicy. W krótkim czasie powstały inne nowe parafie w sąsied­nich miastach, skąd katolicy wcze­śniej przyjeżdżali na Msze święte do Doniecka. Oczywiście, nie były to grupy duże, ale pozwalały żywić na­dzieję na powstanie nowych ośrod­ków duszpasterskich. Charaktery­styczne dla tutejszych parafii jest to, że chociaż powoli, to jednak stale rosną w liczbę i siłę.

Nasza praca duszpasterska ma zupełnie inny charakter niż w pozo­stałych ośrodkach polonijnych. Para­fie gromadzą dziś ludzi różnego po­chodzenia i języka. Wspólnym języ­kiem jest rosyjski, dlatego też staje się podstawowym językiem duszpasterzowania. Praca katechetyczna bardzo często jest związana z przygotowaniem do pierwszych sakra­mentów. Natomiast niezależnie od tego, czy ktoś był wcześniej ochrzczo­ny, czy nie, nowi parafianie wyma­gają wprowadzenia w najbardziej podstawowe prawdy wiary. Jest to rzeczywiście nowa ewangelizacja tych ziem. Początkowa osnowa pol­skości powoli jednak rozmywa się i ginie. W tutejszych parafiach coraz bardziej zaczynają przeważać para­fianie innych narodowości. Polacy dobrze spełnili swoją misję przechowania dziedzictwa wiary i niesienia Chrystusa na tych ziemiach. Zachowana przez nich wiara przyprowadziła ponownie do Kościoła ich samych, a także dała odwagę i siły, aby niewierzącym pokazać właściwą drogę. Przekazali oni wiarę w rodzinach dzieciom, wnukom, a ci dzisiaj pokazują, jak pięknie można iść przez życie z Bogiem.

Oczywiście, okres komunizmu pozostawił jednak po sobie bardzo głębokie rany. Dane statystyczne sprzed II wojny światowej mówią o około 40 tysiącach katolików na te­renie Donbassu. Obecnie ta liczba nie sięga nawet tysiąca osób. Podob­ne, a nawet gorsze spustoszenie do­tknęło parafie i budynki sakralne -na tak wielkim terenie nie ostał się nawet jeden. Zadanie duszpasterskie chrystusowców na Ukrainie (ośmiu księży), na Białorusi (pięciu kapła­nów) i w Kazachstanie (trzech) wyra­zić można w kilku prostych słowach: to jest ewangelizowanie poprzez odbudowywanie kościołów; Kościoła w sercach i jego struktur w terenie.

 

 

 

Ks. Zdzisław Malczewski SChr

Przełożony Prowincji Matki Bożej Niepokalanie Poczętej

w Ameryce Południowej

Kurytyba, Brazylia

 

Bezdroża Ameryki Południowej

                    

Duszpasterstwo Towarzystwa Chry­stusowego w Ameryce Południowej różni się od pracy chrystusowców w innych krajach. W pozostałych prowincjach Towarzystwa Chrystuso­wego pracujemy dla emigrantów przybyłych z Polski i ich dzieci, w wa­runkach brazylijskich kierujemy się na kolejne już pokolenia potomków naszych emigrantów, bowiem emi­gracja polska do Brazylii zakończyła się praktycznie po II wojnie świato­wej. Do krajów Ameryki Południo­wej przybywali polscy emigranci w poszukiwaniu ziemi. Na ogół osad­nicy otrzymywali ją w jednym rejo­nie. Dzisiejsi więc potomkowie pol­skich emigrantów żyjący w brazylij­skim interiorze, to również rolnicy. Jest to już często nawet piąte poko­lenie polskiego wychodźstwa.

Kiedy chrystusowcy przybyli do Brazylii w początkach 1958 roku, kraj ten przeszedł proces nacjonalizacji. Potomkowie naszych emigrantów, już urodzeni w Brazylii, nie tylko że wtopili się w miejscowe społeczeń­stwo, ale również zapomnieli o wie­lu polskich tradycjach. Chrystusow­cy w pracy duszpasterskiej, aby do­trzeć do specyficznej brazylijskiej duszy, naznaczonej polskim pocho­dzeniem, musieli więc najpierw przypominać wiernym polskie zwyczaje religijne. Jak zauważył ks. Czesław Czartoryski (pierwszy chrystusowiec, który przybył do Brazylii), dzięki pracy naszych księży polskie zwyczaje zaczęły się przyjmować coraz bar­dziej, tak, że wielu Brazylijczyków, a szczególnie Włochów zaczęła je także praktykować. Spodobał się zwyczaj dzielenia się opłatkiem czy kolęda, podczas której duszpasterz odwiedza domy swoich wiernych.

Wśród tradycji i świąt polskich trzeba wymienić odprawianie Mszy św. po polsku, świętowanie drugie­go dnia Bożego Narodzenia i Wiel­kanocy, opłatek, święconkę, dożyn­ki, kolędę, procesje rezurekcyjne, wypominki, procesje Bożego Ciała, święcenie gromnic, nabożeństwa majowe, uroczyste obchody 3 Maja, Gorzkie Żale, Godzinki, Drogę Krzy­żową, peregrynację obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Trzeba jesz­cze wspomnieć troskę o zwyczaje związane z weselami w stylu polskim, krzyże przydrożne z polskimi napi­sami. W wielu parafiach istnieją ze­społy folkloru polskiego. Z pewno­ścią do ważnych przedsięwzięć na­leżą liczne obozy młodzieżowe. Chrystusowcy w Brazylii byli i są też inicjatorami nauczania języka pol­skiego. Wielu z nich prowadziło jego naukę. Włączają się także w istnieją­cy ruch społeczny. Realizacja posłan­nictwa polonijnego chrystusowców w Brazylii została dostrzeżona przez Kościół w Polsce. Wyrazem tego było przekazanie w 1972 roku rektoratu Polskiej Misji Katolickiej w tym kraju właśnie chrystusowcom.

Największym trudem w pracy duszpasterskiej są odległości, duża ilość kościołów filialnych czy też szkół, do których przynajmniej raz w miesiącu księża docierają. Dusz­pasterz jest więc ciągle w drodze. Można by jeszcze wymieniać inne trudności, jak słaby stan dróg, kwe­stie klimatyczne, językowe, problem zrozumienia miejscowej mentalności.

Ciekawym akcen­tem jest duże uczestnic­two osób świeckich w dziele ewangelizacji i ich ogromne, o wiele większe niż w Polsce, zaangażowanie w struk­turach duszpasterskich. Z pewnością ksiądz z Polski potrzebuje swoistego nawrócenia, musi zaakcepto­wać istniejące formy duszpasterstwa, co wymaga także od niego zaanga­żowania na rzecz formacji miejsco­wych liderów. Dużą rolę odgrywają też w Kościele małe wspólnoty wier­nych; staje się on nie tylko wspólno­tą wspólnot, ale jest żywy i dynamicz­nie obecny w różnorodnych strukturach społecznych.

Praca dla Polaków żyjących w miastach Brazylii też jest inna. W dawnej stolicy kraju, w „cudow­nym mieście”, jak Brazylijczycy na­zywają Rio de Janeiro, Towarzystwo posiada parafię personalną. Nato­miast w São Paulo, największym mie­ście, prowadzona jest kapelania pol­ska. Podobnie jest w Montevideo w Urugwaju, czy też w Kordobie w Argentynie - tu styl pracy na rzecz Polonii różni się od pracy duszpaster­skiej w parafiach terytorialnych. Od­ległości utrudniają wzajemny kon­takt, wpływają tym samym na ograniczenie polonijnego życia duszpa­sterskiego i organizacyjnego.

Praca księży chrystusowców na rzecz polskości wśród Brazylijczyków polskiego pochodzenia z pewnością wiąże się też z poświęcaniem tym ludziom czasu, aby opowiadać im o Polsce. Z pewnością dzięki tym roz­mowom przybliża się im kraj, bogac­two kultury, zwyczajów Ojczyzny przodków. A ponieważ chrystusow­cy w Brazylii na ogół w swojej dzia­łalności mają kontakt z kolejnym już pokoleniem polskich emigrantów, którzy nie mówią po polsku, stąd w wielu przypadkach wartości pol­skie przekazywane są w języku por­tugalskim, gdyż ten jest lepiej rozu­miany przez młodsze pokolenie.

 

Ks. Andrzej Maślejak SChr

Przełożony Prowincji Królowej Polonii Zagranicznej

w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie

Sterling Heights, MI, USA

 

Amerykański sen

 

Jednym z największych skupisk Polaków na świecie jest Polonia ame­rykańska, dlatego już od lat sześćdzie­siątych poprzedniego wieku chrystusowcy przyjeżdżali do Ameryki Pół­nocnej, by nieść im Boga i Polskę. Dziś pracują w 25 miejscach Stanów Zjednoczonych i na 11 placówkach w Kanadzie.

Duszpasterstwo polega na du­chowym prowadzeniu Polaków, któ­rzy opuścili Ojczyznę, a wciąż chcą wyrażać uczucia i wiarę w języku ojczystym. Dlatego parafie polonij­ne w Ameryce istnieją i mają się co­raz lepiej, chociaż nie zawsze tak było. W historii Kościoła amerykań­skiego była bowiem taka tendencja, by emigranci wtopili się w środowi­sko. Nie pozwalano na zakładanie parafii etnicznych. Był to tak wielki problem, że częściowo z tego powo­du powstał nawet Kościół narodowy, polsko-katolicki. Potem dopiero zaczęła się nowa era, która trwa do dziś.

Należy pamiętać, że parafia dla emigranta jest bardzo ważna nie tyl­ko z punktu widzenia religijnego, ale i socjalnego. Pełni swoje podstawo­we funkcje, to znaczy prowadzi do Boga, jest miejscem, gdzie są spra­wowane sakramenty, gdzie wycho­wuje się człowieka w duchu chrze­ścijańskim, ale także jest miejscem działania polonijnych organizacji, często całego życia społecznego.

Bardzo akcentujemy, by również dzieci były wychowywane w tym duchu. Zresztą samym rodzicom na tym zależy i masowo zapisują swoje pociechy do polskich szkół. Często okazuje się, że ci, którzy tego nie uczynili, szybko tego żałują. Kiedy ktoś nie uczy się języka polskiego, za szybko chce się wtopić w społeczeństwo, wkrótce zauważa, że nie tędy droga, że to rodzi wiele problemów. Tym bardziej że po wyborze Jana Pawła II zniknął kompleks Polaka, Polacy są dumni z pochodzenia i wnoszą wiele w lokalne struktury.

W najnowszej historii Polonii, już tej posolidarnościowej, można za­uważyć jeszcze jedną ciekawą ten­dencję. Tam, gdzie jest większa gru­pa Polaków, a dotychczas nie było parafii, nasi rodacy czynią starania, by taka parafia powstała. W ostat­nich latach powstały w ten sposób parafie w Kalifornii: San Francisco, San Jose, San Diego, Phoenix w Ari­zonie, w Pompano Beach na Flory­dzie czy w Seattle w Stanie Waszyng­ton i w wielu innych miejscach. Są to kompletnie nowe parafie, różne od tych tradycyjnych w Nowym Jorku czy Chicago. Powstały z małych wspólnot, których nie było stać na wybudowanie zupełnie nowego ko­ścioła. Zakupiono je od innych wy­znań. W ten sposób dość szybko stworzono parafie. Jedynym wyjąt­kiem wśród naszych parafii jest San Jose, gdzie niewielka wspólnota (oko­ło 300 rodzin) podjęła się wzniesie­nia własnej świątyni i pięć lat temu zbudowano kościół pod wezwaniem św. Brata Alberta. Taki sam przykład mamy też w Scarborough, na przed­mieściach Toronto w Kanadzie.

Natomiast Dom Prowincjalny Zgromadzenia mieści się w Sterling Heights na przedmieściach Detroit. Z nim jest też związana ciekawa hi­storia. Dwadzieścia pięć lat temu w tej okolicy były bowiem pola uprawne. Przewidując kierunek roz­woju miasta wybudowano tam ko­ściół, utworzono piękną parafię Mat­ki Bożej Częstochowskiej. Dziś to jest przepiękna, nowa dzielnica. W ko­ściele w weekend odprawianych jest 6 Mszy świętych po polsku, przycho­dzi ponad 2 tysiące osób.

Warto jeszcze wspomnieć o jed­nej ważnej rzeczy. Ludzie na emigra­cji są często wyobcowani, przeżywają różne stresy, niejako na nowo szuka­ją sensu życia. Bywa tak, że gdy coś nas w życiu przyciśnie, dopiero wów­czas pojawiają się głębsze pytania. Stąd w parafiach Ameryki Północnej mamy ludzi, którzy z Polski wyjechali bez głębszej wiary, a odnaleźli ją i po­głębili na emigracji.

Drugim motywem pogłębienia wiary jest często los dzieci. Niestety, zdarza się tak, że one odejdą od Boga. Ta trudna sytuacja zmusza ro­dziców, by na nowo zawierzyć Bogu. Nie ma innego ratunku, jak tylko prosić Boga o pomoc w tych drama­tycznych sytuacjach. Stąd tak rosną w siłę różne grupy modlitewne.

W wielu krajach obserwuje się zanik języka polskiego. W Stanach Zjednoczonych zauważalny jest inny proces: nieustanny dopływ nowych emigrantów. Parafie wciąż odżywają nowymi ludźmi. Oczywiście, niektó­re się starzeją, z czasem stają się więc parafiami dwujęzycznymi. Ale to sta­rzenie się środowisk widać również w Polsce. Natomiast ciekawe jest też to, że nowi emigranci potrafią się zespolić ze starszymi. Najnowsza emigracja to często ludzie wykształ­ceni, na poziomie, szybko zdobywają pozycję w Ameryce i nie • zaczynają od zera, liczą się  i są szanowani.

 

 

Ks. Tadeusz  Przybylak SChr

Przełożony Prowincji Świętej Rodziny

w Australii i Nowej Zelandii

Narrabundah, ACT, Australia

 

W krainie kangurów

 

Polonia australijska, najogól­niej mówiąc, to dwie generacje. Pierwszą stanowili żołnierze i inni młodzi ludzie, wywiezieni z terenów polskich i ze Wschodu do Niemiec na przymusowe roboty. Ta część na­szych rodaków przybyła do Australii po II wojnie światowej, w latach 1947-1952. Natomiast druga gene­racja - to pokolenie tzw. „solidarno­ściowców”, które zaczęło pojawiać się na kontynencie australijskim w la­tach 1980-1989. Lata między 1952 a 1980 to - można powiedzieć -„emigracyjna pustka”. Przyjeżdżali tylko nieliczni, w ramach programu łączenia rodzin. Podobnie dzieje się po roku 1989. Nowi emigranci przy­jeżdżają rzadko, mają oficjalne po­zwolenia z ambasady na wyjazd w ramach programu imigracyjnego Australii. Planowo przyjmuje ona rocznie około 150.000 imigrantów.

Obie generacje imigrantów róż­niły i różnią się między sobą diame­tralnie, choć obie uznawane są za emigracje polityczne, l choć w obydwu było i jest dużo ludzi wykształ­conych, światłych i mądrych, to ist­niało między nimi wiele animozji, nawet czasem wrogości i niezrozu­mienia. Sytuacja ta miała wpływ rów­nież na nasze duszpasterstwo. Trze­ba było wiele wyrozumiałości i dy­plomacji, by nie pogłębiać istnieją­cych antagonizmów. Należy jednak zaznaczyć, że generacja powojen­nych emigrantów była i jest mocno związana z Kościołem i polskim kapłanem, cze­go, niestety, nie obserwu­jemy u młodszej. Dusz­pasterstwo jest więc dość skomplikowane.

Księża chrystusowcy przyjechali do Au­stralii w 1959 roku. Pierwsi duszpasterze (ks. E. Gagajek i ks. J. Gula) wylądowali w Sydney. Tam rozpoczęli pracę obok księży, którzy przybyli po woj­nie z obozów niemieckich. Po kilku latach z Sydney ruszyli do innych sta­nów Australii. Episkopat tego kraju nigdy nie pozwolił na tworzenie pa­rafii personalnych czy etnicznych. Księża zatem byli i są jedynie kape­lanami Polaków, choć posiadają fak­tycznie prawa proboszcza. Od po­czątku korzystano z kościołów lokal­nych i współpracowano z lokalnym duszpasterstwem. Nie było nigdy izo­lacji ani tworzenia polskich gett, jak na przykład w USA. Obecnie uwa­runkowania naszego duszpasterstwa wyglądają tak, że próbujemy połączyć polskie duszpasterstwo z lokalnym. Powoli przejmujemy parafie w Australii; podobne propozycje poja­wiają się i w Nowej Zelandii. Z dumą mogę powiedzieć, że biskupi mają do nas duże zaufanie i szacunek.

Jesteśmy coraz bardziej zna­ni i uznawani jako zgromadzenie w Australii. Pamiętam, gdy w 1986 roku mieszkałem w domu Arcybisku­pa w Canberze, podczas spotkania biskupów przy stole wywiązała się dyskusja nad duszpasterstwem pol­skim w Perth, w Zachodniej Austra­lii. Istniał wtedy problem wielkiej nie­zgody Polaków przy budowie kościo­ła. Arcybiskup Joungz Hobart powie­dział wprost: „Weźcie chrystusowców do Perth, a nie będziecie mieć problemów". Nawiasem mówiąc nasi księża pracują w Hobart na Ta­smanii już ponad trzydzieści lat. Dziś biskupi chętnie zapraszają nas na swoje parafie, chcą nas mieć w swo­ich diecezjach. W czasie wizytacji Przełożonego Generalnego w bieżą­cym roku wszyscy wypowiadali bar­dzo miłe słowa pod naszym adresem. Nasi księża prowadzą ponad 60% duszpasterstwa polskiego w kraju kangurów i są znani w całej Australii. Wszystkie większe zjazdy polonijne na szczeblu centralnym odbywają się zwykle w Domu Prowincjalnym To­warzystwa - domu im. Jana Pawła II w Canberze. Bywa czasem, iż nasi Rodacy nawet wszystkich księży pra­cujących w tym kraju wśród polonii utożsamiają z chrystusowcami.

 

 

Ks. Zygmunt Stefański SChr

Przełożony Prowincji Matki Bożej Częstochowskiej

Hesdigneul-les-Bethune, Francja

 

Wokół wielkich miast Francji

 

Prowincja Matki Bożej Częstochow­skiej obejmuje swym zasięgiem Fran­cję i Hiszpanię. Bardzo trudno jest nakreślić liczbę mieszkających na tych terenach Polaków, ponieważ w obu krajach wielu przebywa nie­legalnie. Spora część też ma już fran­cuskie obywatelstwo, a przecież czu­ją się i są Polakami. Szacunkowe dane mówią nawet o liczbie przekracza­jącej milion Polaków i Francuzów polskiego pochodzenia.

Po wojnie Polacy emigrowali głównie w poszukiwaniu pracy i osie­dlali się w przemysłowych regionach północnej Francji, pracując w kopal­niach oraz na rolniczych terenach Burgundii. Stan wojenny w Polsce wywołał nową falę emigracji - emi­grację „solidarnościową”. Polacy przybywający w tym okresie skorzy­stali z przychylności władz francu­skich, otrzymując stały pobyt oraz pomoc socjalną. Szacuje się, że gru­pa ta liczyła około 50 tysięcy osób.

Po roku 1989 obserwowany jest znów napływ dość licznej emigracji zarobkowej, zarówno stałej, jak i se­zonowej. Są to młodzi Polacy, naj­częściej przebywający i pracujący we Francji nielegalnie. Podobnie jak emi­granci z okresu stanu wojennego, mieszkają oni w dużych ośrodkach przemysłowych rejonu paryskiego, także w Lyonie czy Marsylii. Mniejsze grupy można spotkać właściwie w każdym z większych miast Francji.

Na podstawie obserwacji postaw Polaków we Francji socjologowie mówią o „fenomenie transformacji z emigracji polskiej we wspólnotę Polaków we Francji oraz wspólnotę Francuzów polskiego pochodzenia.  Wspólnota ta łatwo integruje się ze społeczeństwem francuskim”. Inte­grację przyspiesza prawo francuskie, które mówi, że „nikt nie może za­chować obcego obywatelstwa poza drugie pokolenie”.

Cechą charakterystyczną polskiej grupy emigracyjnej, zauważaną przez Francuzów, jest przywiązanie do re­ligii katolickiej i Kościoła. Jest to rze­czywiście fenomen w zlaicyzowanym społeczeństwie francuskim.

Ciekawe, że w ostatnich latach następuje zmiana profilu pracy księ­ży posługujących w polskich ośrod­kach duszpasterskich, jest to związa­ne ze zmniejszaniem się liczby tak zwanej „starej emigracji” w rejonie północnej i wschodniej Francji. Te coraz mniejsze grupy polonii nie mogą jednak pozostać bez opieki polskiego kapłana. Dlatego tam, gdzie to możliwe, następuje łącze­nie małych ośrodków lub angażowa­nie księży polskich do pracy w para­fiach francuskich, gdzie jednocześnie posługują wśród polonii, i tak aż szes­nastu księży w naszej Prowincji pełni posługę w duszpasterstwie miesza­nym we Francji i Hiszpanii.

Następuje też zmiana w geogra­ficznym układzie naszych ośrodków duszpasterskich. Młodzi polscy emigranci zamieszkują w zdecydowanej większości na terenach okręgu pary­skiego, południowo-środkowego i w dużych miastach Francji. Największe skupisko młodej emigracji znajduje się w rejonie Paryża. Na przedmieściach francuskiej stolicy chrystusowcy prowadzą 4 ośrodki polonij­ne. Największy z nich znajduje się w Aulnay sous Bois, gdzie w Mszach św. niedzielnych uczestniczy około tysiąca osób, a liczba ta rośnie.

Polonia hiszpańska jest również bardzo zróżnicowana. Według ofi­cjalnych danych, aktualnie w Hisz­panii mieszka 12-15 tysięcy Polaków. Konsulat Polski przypuszcza jednak, że wraz z nielegalnie pracującymi można mówić o płynnej liczbie 70-100 tysięcy. W Madrycie jest niewiel­ka grupa emigracji przedwojennej i wojennej. Po zakończeniu II wojny światowej grupa młodych Polaków otrzymała od Hiszpanii zaproszenia i stypendia na studia. Po zakończeniu studiów część z nich pozostała w Hiszpanii. Od końca lat osiemdzie­siątych systematycznie powiększa się fala migracji zarobkowej. Po kilku latach pobytu duża grupa polskich emigrantów otrzymała legalizację pobytu i pozwolenie na pracę. Wśród nich jest dość duża grupa młodych małżeństw z dziećmi uro­dzonymi już w Hiszpanii. W ostat­nich latach wielu Polaków przyjeżdża także na kontrakty sezonowe. W Hiszpanii pracuje czterech chystusowców: po dwóch w rejonie Ma­drytu i na południu kraju. Ich praca jest podobna, jak w regionie Paryża.

Polonia francuska i hiszpańska, choć wchodzi szybko w miejscowe społeczeństwo, to pod względem religijnym i kulturowym zachowuje swoją odrębność. Poza tym integra­cja Polski z Unią zapewne wpłynie na sposób przemieszczania się Pola­ków po całej Europie. Więc obecność polskiego księdza i duszpaster­stwo w duchu polskim, choć już czę­sto w języku francuskim czy hiszpań­skim, będą tu stale potrzebne.

 


Ks. Ryszard Głowacki SChr

Przełożony Prowincji św. Józefa

w Niemczech, Holandii i Włoszech

Essen, Niemcy

 

W Niemczech jak w  Polsce

 

Prowincja niemiecko-holendersko-włoska pw. Św. Józefa obejmuje trzy kraje o różnej specyfice duszpaster­skiej. Jest rzeczą oczywistą, choćby ze względu na ilość emigrantów, że główny ciężar naszej pracy skupia się jednak w Niemczech.

Historia naszej pracy zaczęła się już podczas II wojny światowej, kie­dy czterech naszych współbraci wy­jechało do Niemiec jako robotnicy przymusowi, by w podziemiu pro­wadzić duszpasterstwo wśród Pola­ków, którzy, podobnie jak oni, zosta­li wywiezieni do Niemiec. Powojen­na zawierucha sprawiła, że praca polskich duszpasterzy stała się bar­dzo potrzebna, gdyż wielu Polaków zostało poza Ojczyzną. Lata siedem­dziesiąte i osiemdziesiąte dwudzie­stego wieku to kolejny skok ilościo­wy emigrantów z Polski. Za nim przy­szedł rozwój duszpasterstwa polsko­języcznego w Niemczech, a tym samym i rozwój naszej Prowincji. Wte­dy też wyodrębnił się główny teren naszego działania: Zagłębie Rury, któ­re, jako duże zagłębie przemysłowe, zawsze przyciągało emigrantów z Polski.

Później jeszcze nastały lata dzie­więćdziesiąte. Przyniosły one stabili­zację i umocnienie się struktur pol­skiego duszpasterstwa w Niemczech. Dziś w tym kraju pracuje ponad trzy­dziestu chrystusowców w kilkunastu polskich parafiach. Kilku z nas pra­cuje także bezpośrednio w duszpa­sterstwie niemieckim, głównie jako kapelani szpitali.

Praca duszpasterska, jaką tu wy­konujemy, jest podobna w charak­terze do duszpasterstwa w Polsce, której fizyczna bliskość zresztą tę sy­tuację warunkuje. Nasze parafie, oprócz tak oczywistych spraw, jak Msza św. czy inne sakramenty spra­wowane w języku polskim, czy in­nych form przyjętych w polskiej tra­dycji religijnej, proponują także ka­techezę we wszystkich grupach wiekowych. Są one często ośrodkiem spotkań bardzo różnych grup, nawet niekoniecznie ściśle związanych z posługą duszpasterską. Wymienić tu należy np. zespoły folklorystyczne czy inne grupy zainteresowań. Często w parafii można wypożyczyć książ­kę lub kasetę z polskim filmem.

Parafia polska w Niemczech jest nie tylko miejscem modlitwy, ale tak­że ośrodkiem, w którym i wokół któ­rego toczy się szeroko pojęte życie polskiej wspólnoty emigracyjnej.

Włochy i Holandia to już nieco inne problemy, choćby ze względu na kształt emigracji w tych krajach. W większości, zwłaszcza w ostatnich latach, wyjechali tam Polacy szuka­jący pracy, których przyciągnęły ta­kie ośrodki, jak we Włoszech Rzym, Neapol, Mediolan czy w Holandii Amsterdam i Rotterdam. Za nimi idą również polscy duszpasterze, także chrystusowcy.

A na horyzoncie rysuje się już kolejne zadanie - ewentualne wejście Polski w struktury Unii Europejskiej musi jakoś zgrać się z przygotowaniem polskiego duszpasterstwa na emigracji. Pracy więc raczej nie zabraknie...

 

Ks. Krzysztof Tyliszczak SChr

Przełożony Prowincji Najświętszego Serca Pana Jezusa

W Wielkiej Brytanii,  RPA i Islandii

Manchester, Anglia

 

 

Stara i nowa Polonia w Anglii

 

Prowincja pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Wielkiej Brytanii, Re­publice Południowej Afryki i Islandii została erygowana 2 lutego 1978 roku dekretem Przełożonego Gene­ralnego Zgromadzenia, ks. Czesława Kamińskiego. Składa się, jak więk­szość Prowincji Towarzystwa Chry­stusowego, z trzech odrębnych czę­ści, które mają swoją specyfikę.

Wielka Brytania jest niejako cen­tralnym krajem Prowincji. Tutaj znaj­duje się 19 ośrodków duszpasterskich, niektóre z kilkoma punktami dojazdowymi, oraz 2 domy opieki nad starszymi Polakami w Manche­ster i Huddersfield. W Anglii pracuje w tej chwili 23 kapłanów chrystusowców. Duszpasterstwo w tym kraju polega głównie na pracy ze starszym pokoleniem. W Anglii trzon Polaków stanowi pokolenie Niezłomnych, któ­rych zawierucha II wojny światowej przywiodła właśnie tutaj. Jest to emi­gracja niepodległościowa, z silnie rozwiniętym zmysłem polskości, wolności i niepodległości. Są to głów­nie żołnierze II Korpusu, ale także wszystkich bez mała formacji wojsko­wych, które brały udział w II wojnie światowej. Pokolenie to zbudowało w Anglii od podstaw kościoły polskie, sale parafialne, kluby. Dało solidne podstawy życiu organizacyjnemu Polaków. Powstały chóry, zespoły wokalno-taneczne, schole, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej, Zrzeszenie Studentów i Absolwen­tów Polskich w Wielkiej Brytanii, związek o nazwie „II Pokolenie”, ZHR Kombatanci - SPK. Życie Pola­ków skupia się w większości przy parafiach, które są ośrodkami nie tylko wiary, ale także ośrodkami społeczno-kulturalnymi.

Czas lat osiemdziesiątych przy­niósł nową falę emigracji „posolidarnościowej”. Są to ludzie młodzi, ener­giczni, którzy jednak nie pojawiają się przy kościele w takiej liczbie, w ja­kiej by się można spodziewać. Więk­szą wagę przywiązują do pracy i zdo­bycia wykształcenia oraz pieniędzy, a na kolejnym miejscu stawiają do­piero wiarę i polskość. Można więc zaobserwować dość powszechny brak zaangażowania w życie społecz­ne.

Istnieje także duża grupa Pola­ków, która zasymilowała się ze spo­łeczeństwem angielskim. To jednak nie zawsze są ludzie wierzący. Jest natomiast dość spora grupa, która w oparciu o swoją wiarę i doświad­czenia w ruchach charyzmatycznych w Polsce zasiliła w znacznym stop­niu tutejsze życie religijne. Także dru­gie i trzecie pokolenie, urodzone już w Anglii działa przy kościele i w róż­nych organizacjach, które założyli ich dziadkowie czy rodzice. W dużych miastach, takich jak Londyn, Birming­ham, Nottingham, Manchester, jest spora grupa młodzieży przebywają­cej w Anglii tylko okresowo. Młodzi skupiają się wokół wielkich miast, bo tu najłatwiej o pracę, niestety, naj­częściej na czarno. Przebywają oni tu przez pół roku czy rok i wyjeżdża­ją. Jeszcze inną grupę stanowią stu­denci na kursach językowych czy innych studiach stacjonarnych. Ci są bardzo dobrzy, ale podkreślam, że jest to grupa elitarna.

Nasze największe ośrodki to ta­kie miasta, jak Londyn, Manchester i Southampton, gdzie jest naprawdę dużo pracy, i to bardzo różnorodnej. Trzeba być uniwersalnym kapłanem, aby oprócz zajęć duszpasterskich prowadzić także i animować zajęcia kulturalne i społeczne. Nadal bardzo silny jest związek Polaków ze swoją parafią i głównie tam kwitnie cała działalność i życie. Mamy nadzieję, że nowy napływ Polaków pomoże i nam w ożywieniu wiary, kultury i polskości.


JASNOGÓRSKIE CZUWANIE
W INTENCJI POLONII I JEJ DUSZPASTERZY
15/16 listopada 2002 r.

„… by braciom naszym za granicą
nie zabrakło dobrych pasterzy…”

Od siedemnastu już lat na tydzień przed niedzielą Chrystusa Króla przed Ikoną Jasnogórską gromadzą się księża, bracia, klerycy i nowicjusze Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej oraz Siostry Misjonarki Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej, aby modlić się w intencji Polaków na wychodźstwie i ich duszpasterzy. Co roku noc czuwania jest związana z jakimś wydarzeniem, co wyraża się w jej haśle. W roku, kiedy Towarzystwo Chrystusowe przeżywa jubileusz 70-lecia istnienia, w czasie tego modlitewnego skupienia z Maryją dziękowaliśmy Bogu za wszystkie łaski, które otrzymaliśmy i otrzymujemy jako wspólnoty zakonne w ciągu swego istnienia i posługiwania. W modlitwie u stóp Czarnej Madonny prosiliśmy o dalsze Jej orędownictwo, by wspierała nasze Zgromadzenia, udoskonalała, zachowywała w przyszłości oraz obdarzała nowymi, świętymi powołaniami, aby braciom naszym za granicą nie zabrakło dobrych pasterzy, gotowych nieustannie szukać zaginionych owiec. I właśnie te słowa z modlitwy w intencji Polonii, którą odmawiamy każdego dnia, przyświecały nam jako przewodnie hasło tegorocznemu czuwaniu.

Ta noc modlitwy oprócz naszych Zgromadzeń gromadzi przedstawicieli różnych parafii. Cieszy fakt, iż na Jasną Górę przybywa coraz więcej grup polonijnych, by modlić się za siebie i za tych wszystkich, którzy dzielą ten sam los emigranta. Najliczniej była reprezentowana Polonia niemiecka, która przybywa do Matki Najświętszej już od kilku lat wraz ze swoimi duszpasterzami (s. Janina Koszyk MChr, ks. Tadeusz Kozieński TChr, ks. Leszek Kryża TChr, ks. Janusz Kusek TChr, ks. Bogdan Renusz TChr, ks. Ryszard Sadecki TChr, ks. Jan Urbanek TChr, ks. Leszek Wedziuk TChr, ks. Jerzy Wieczorek TChr). Niemal pięćdziesięcioosobową reprezentację wystawili nasi Rodacy z Białorusi, którzy przybyli razem z s. Nataszą Bukowską MChr i s. Weroniką Jaworską MChr . Na Jasnej Górze nie zabrakło grupy z Polskiej Parafii Personalnej pw. NMP Wspomożycielki Wiernych w Budapeszcie wraz z ks. Zbiegniewem Czerniakiem TChr i pracującymi tam Siostrami Misjonarkami. Przybyli także przedstawiciele Polonii angielskiej ze swoimi duszpasterzami: ks. Krzysztofem Tyliszczakiem TChr, ks. Marianem Jachymem TChr, ks. Grzegorzem Januszewskim TChr i ks. Krzysztofem Kościółkiem TChr. W końcu należy wymienić przedstawicieli parafii w Polsce, w których pracują Księża Chrystusowcy i Siostry Misjonarki, którzy również prowadzili poszczególne części nocy czuwania. Spośród grup przybyłych z Polski trzeba zauważyć grupę z parafii pw. Brata Alberta w Szczytnie z ks. prałatem Lechem Lachowiczem, co świadczy, że Jasnogórskie czuwanie i modlitwa za Polonię odbija się coraz większym echem w naszej Ojczyźnie oraz że coraz więcej Polaków modli się za siostry i braci na wychodźstwie.

Czuwanie rozpoczęło się w auli Ojca Augustyna Kordeckiego koncertem seminaryjnego zespołu Gaudeamus. Po nim rozpoczęła się dyskusja panelowa, w której uczestniczyli p. Adam Bujak i p. prof. Andrzej Stelmachowski, przezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska. P. A. Bujak podzielił się z nami refleksją o tym, jak jego życie zostało ubogacone dzięki pielgrzymowaniu z Ojcem Świętym. Wspominał zwłaszcza pielgrzymkę papieską w Ziemi Świętej. Natomiast p. A. Stelmachowski - refleksją ze swoich spotkań z Polonią na całym świecie. Podziękował za ofiarną, duszpasterską pracę polskich kapłanów i sióstr wśród polskiej rzeszy emigracyjnej. Tę część spotkania zakończył koncert Magdy Anioł.

O godz. 20:00 w Kaplicy Cudownego Obrazu wszystkich obecnych i radiosłuchaczy powitał ks. Zbigniew Rakiej, Wikariusz Generalny. Następnie odmówiliśmy Różaniec, którego poszczególne dziesiątki prowadzili przedstawiciele Polonii Wschodu i Zachodu, a rozważania i śpiewy przygotowały parafie z Płot i Szczecina.

O godz. 21:00 ks. Tadeusz Winnicki, Przełożony Generalny poprowadził modlitwę apelową, w której zawierzał Matce Bożej cały Kościół, wszystkie jego stany a zwłaszcza radości i nadzieje, bóle i troski naszych Rodaków na wychodźstwie oraz  ich duszpasterzy, spośród których wskazał szczególnie nasze Zgromadzenia zakonne. Rozważanie ks. Generała było osnute na modlitwie - akcie zawierzenia Maryi, Matce Miłosierdzia z papieskiej homilii wygłoszonej w Kalwarii Zebrzydowskiej w czasie tegorocznej pielgrzymki do Ojczyzny. Na zakończenie modlitwy apelowej przeor Jasnej Góry wręczył ks. Tadeuszowi Winnickiemu, Przełozonemu Generalnemu Towarzystwa Chrystusowego i s. Edycie Rychel, Przełożonej Generalnej Sióstr Misjonarek kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.

Po Apelu wprowadzono flagi państw, w których nasi Rodacy znaleźli „drugie Ojczyzny” i w których pracują nasi współbracia. Tym aktem rozpoczęło się nabożeństwo modlitwy za Polonię i jej Duszpasterzy. W czasie nabożeństwa występowali przełożeni prowincji i przedstawiali charakterystykę Polonii w swoich krajach oraz charakterystykę pracy kapłanów i sióstr. Wystąpienia księży prowincjałów były przeplatane modlitwą i śpiewem przygotowanym wspólnie przez kleryków naszego Seminarium i Siostry Misjonarki.

Kolejnym punktem nocy czuwania było nabożeństwo o powołania poprowadzone przez parafie w Stargardzie Szczecińskim i Dobrzanach. W czasie tego nabożeństwa odczytano depesze i intencje naszych Rodaków, którzy w ten sposób duchowo połączyli się z nami. Warto dodać, że nasi Rodacy od kilku już lat łączą się ze zgromadzonymi na Jasnej Górze pielgrzymami, dzięki transmisjom radiowym Radia Maryja, Radia Polonia i Radia Jasna Góra. Dodatkowo w tym roku patronat medialny nad czuwaniem objęła TV Polonia, która przygotowała reportaż. Dzięki temu idea modlitwy w intencji Polonii dociera do wielu zakątków świata. Nabożeństwo modlitwy o powołania zakończyli najmłodsi Chrystusowcy - nowicjusze, którzy przez rozważania i śpiewy przygotowali nas do kulminacyjnego momentu tej nocy - do Mszy Świętej.

O północy rozpoczęła się uroczysta Eucharystia, którą koncelebrowało niemal 60 kapłanów, a przewodniczył jej i homilię wygłosił Przełożony Generalny ks. Tadeusz Winnicki. W czasie homilii ks. Generał dziękował Bogu za 70 lat Towarzystwa Chrystusowego, za wszelkie dzieła, których dokonuje. Zawierzył Jasnogórskiej Królowej przeszłość, teraźniejszość, przyszłość Towarzystwa, jak i Sióstr Misjonarek oraz wszelkie agendy naszego Zgromadzenia. Celebrację Mszy Świętej śpiewem ubogacała ośmioosobowa schola seminaryjna pod kierunkiem ks. Roberta Nalepki TChr w składzie: kl. Michał Woźny, kl. Roman Behrendt, kl. Jan Dziwir, kl. Oleg Szpieć, kl. Mateusz Gardziński, kl. Michał Skiba, kl. Rafał Sorkowicz, kl. Maciej Ścibor.

Po zakończeniu Eucharystii nabożeństwo Koronki do Miłosierdzia Bożego poprowadziła grupa z parafii Władysławowo a następnie przez modlitewne rozważania i śpiewy medytacyjne młodzieży z Goleniowa adorowaliśmy Ikonę Jasnogórską. W tym też czasie przez fale eteru połączyliśmy się z Rodakami na kontynencie północno-amerykańskim. O godz. 3:00 parafia Pyrzyce poprowadziła Drogę Krzyżową. Czuwanie zakończyło się nabożeństwem ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa poprowadzonym przez grupy z Chociwla i Szczecina-Podjuch i zasłonięciem obrazu o godz. 4:30.

Do domu powracaliśmy z nadzieją, że w przyszłym roku znów (już po raz osiemnasty) spotkamy się na wspólnej modlitwie za Polonię u stóp Czarnej Madonny. Choć jesteśmy świadomi o ciągłej aktualności wołania naszego Założyciela, że na wychodźstwie polskie dusze giną, to jednocześnie ufamy, że Bóg będzie wspomagał naszą posługę na emigracji swoim błogosławieństwem, że będzie posyłał w nasze szeregi kolejne pokolenia duszpasterzy, by nasi Rodacy na obczyźnie mieli zawsze duchowych przewodników na drodze wiary do Domu Ojca.

kl. Tomasz Mikulak TChr

OBCHODY 70-lecia
TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO
DLA POLONII ZAGRANICZNEJ

Świętowanie siedemdziesiątej rocznicy powstania Towarzystwa Chrystusowego rozpoczęliśmy już w niedzielę 17 listopada 2002 r., która jest dniem modlitw za emigrantów, toteż szczególną modlitwą otoczyliśmy dzisiaj wszystkich naszych Rodaków na wychodźstwie oraz ich duszpasterzy. Uroczystej Eucharystii, którą koncelebrowało 29 kapłanów, przewodniczył Przełożony Generalny, a homilię wygłosił Wikariusz Generalny. Wśród koncelebransów byli obecni przełożeni prowincji naszego Zgromadzenia, którzy przybyli na spotkanie z Zarządem Generalnym Towarzystwa Chrystusowego. Oprawę muzyczną tej celebracji stanowił seminaryjny chór pod batutą ks. Roberta Nalepki; na organach grał kl. Mateusz Gardziński. Dzięki transmisji telewizyjnej TV Polonia łączyliśmy się duchowo w czasie Mszy Świętej z Polonią rozsianą po całym świecie.

W czwartek 21 listopada, we wspomnienie Ofiarowania NMP wieczorną Eucharystią pod przewodnictwem ks. Superiora Krzysztofa Grzelaka rozpoczęliśmy Triduum przygotowujące do obchodów Święta Tytularnego - Uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. W konferencji ks. Superior wskazał na to, jak ważne jest przygotowanie, które przybiera postać rekapitulacji duchowego dziedzictwa, jakie pozostawili nam nasi Założyciele. Kaznodzieja mówił nam o odwiecznym i wiekuistym królestwie Jezusa: królestwie prawdy, miłości, świętości, pokoju i zbawienia, podkreślając, że ono jest inne od ziemskich królestw i inna jest także władza królewska Chrystusa Króla. Na koniec zostały nam udzielone pewne wskazówki dotyczące tego, jak mamy głosić i realizować królestwo Chrystusa już tu na tym świecie, a zwłaszcza naszym Rodakom na emigracji.

W piątek 22 listopada, w dzień wspomnienia św. Cecylii, dziewicy i męczennicy, w drugi dzień Triduum przygotowującego do obchodów tytularnego święta i jubileuszu  70-lecia Towarzystwa Chrystusowego konferencję podczas nieszporów wygłosił ks. dr Stanisław Ormanty TChr. Oparł ją na Janowej perykopie przesłuchania Pana Jezusa przez Piłata. Przedstawił w niej sposób królowania Chrystusa, który zakłada wolność, prawdę i autorytet i przez to jest twórczy. Ten sposób jest zupełnie różny od panowania ziemskiego reprezentowanego przez Piłata panicznie bojącego się, że utraci władzę i opierającego się na względach ludzkich a nawet zniewolonego nimi. My mamy swoje życie układać na tych samych zasadach, które Jezus stosuje w swoim rządzeniu światem. Orygenes w dziele O modlitwie pisał: Jeżeli zatem chcemy, aby Bóg w nas królował, „niechaj grzech nie króluje w naszym śmiertelnym ciele”, ale raczej zadajmy śmierć „temu, co jest przyziemne w naszych członkach”, by wydać owoce Ducha, toteż aby jeszcze lepiej przygotować się do uroczystości Chrystusa Króla w godzinach wieczornych podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu, była okazja do spowiedzi świętej – do pojednania się z Bogiem i bliźnimi.

Nie tylko wewnętrznie się przygotowaliśmy, czyniliśmy także przygotowania zewnętrzne. Na tę okazję br. Piotr Szafranek TChr, niezłomny dekorator, wykonał dekoracje w kaplicy, auli, refektarzu – w miejscach, gdzie odbywały się jubileuszowe uroczystości. W kaplicy zostały umieszczone słowa TE DEUM LAUDAMUS, w które wpleciono liczbę lat naszego Zgromadzenia. Słowa te wyrażają nasze uwielbienie i dziękczynienie Bogu za łaski, którymi obdarza Towarzystwo od początku jego istnienia. Na krzyżu zaś zawieszono czerwoną stułę. W dekoracji ustawionej w auli centrum stanowiła cyfra 70 (wiek Towarzystwa), wokół której zgromadzono pamiątki związane z naszą wspólnotą zakonną: fotografia Domu Macierzystego w Potulicach, portret Założyciela Augusta kard. Hlonda, słowa In nomine Domini, z którymi pierwsi Chrystusowcy w 1932 r. rozpoczęli budowanie nowego zgromadzenia zakonnego. Na potrzeby przygotowanej z racji tych celebracji akademii klerycy ubogacili dekorację obrazem św. Brata Alberta Adama Chmielowskiego Ecce Homo oraz wymowną figurą Chrystusa Ukrzyżowanego z Małej Kaplicy Domu Głównego dla pełniejszego ukazania sposobu królowania Jezusa Chrystusa, które nie ma nic wspólnego z ziemskim panoweniem. Natomiast w refektarzu pod krzyżem ozdobionym czerwoną stułą umieszczono emblemat, by jeszcze raz uświadomić, które urodziny obchodzi Towarzystwo. Obok krzyża ustawiono dwa bukiety czerwonych goździków.

Królestwo Chrystusowe raz jeszcze odnowi świat i potężnieć będzie jako panowanie prawdy i życia, świętości i łaski, sprawiedliwości, miłości i pokoju (Sługa Boży August kard. Hlond). Powyższe słowa towarzyszyły nam w celebrowaniu wigilii uroczystości tytularnej naszego Zgromadzenia jak i centralnym obchodom jego 70-lecia istnienia. W tych celebracjach uczestniczyli pracownicy Domu Głównego, Biblioteki i Księgarni, wydawnictwa Hlondianum, redakcji Mszy Świętej i Miłujcie się. Z Mórkowa przybyli nasi najmłodsi współbracia – nowicjusze ze swymi moderatorami. Zauważyć można było liczny zastęp sióstr zakonnych, wśród których należy podkreślić obecność Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej (dla których jutrzejsza uroczystość Chrystusa Króla również będzie uroczystością tytularną) z Przełożoną Generalną s. Edytą Rychel na czele. Świętowanie rozpoczęliśmy uroczystą Mszą Świętą pod przewodnictwem arcybiskupa-metropolity poznańskiego Stanisława Gądeckiego, a koncelebrowało razem z nim niemal 70 kapłanów diecezjalnych i zakonnych. Ks. Arcybiskup wygłosił również Słowo Boże, w którym po mistrzowsku powiązał czytania mszalne z celebracjami jubileuszu Towarzystwa. Przedstawił naszą pracę jako trud pasterza z Ezechielowej wizji poszukującego owiec, którymi są polscy emigranci; nasza praca wśród Polonii – to oddanie przysługi jednemu z najmniejszych braci Jezusowych, co usłyszeliśmy w odczytanej perykopie ewangelicznej. Nasze jubileuszowe dziękczynienie wyraziliśmy po Komunii Świętej przez śpiew hymnu Te Deum laudamus

Po Mszy Świętej wszyscy przeszliśmy do auli na akademię przygotowaną przez kleryków. Jej przedmiotem była historia polskiej emigracji i troska o nią naszego Założyciela oraz pokazanie na czym polega królewska władza Chrystusa. Na koniec przedstawienia wystąpił ks. Witold Stańczak, który podzielił się wspomnieniem ze swoich lat młodości, gdy wstępował w szeregi rodzącego się wówczas Towarzystwa Chrystusowego. Swoje wystąpienie zakończył recytacją fragmentu z Quo vadis Henryka Sienkiewicza, za co został nagrodzony gromkimi i długimi brawami. Po akademii zeszliśmy do refektarza na uroczysty obiad.

Uroczystość Jezusa Chrystusa – Króla Wszechświata jest momentem do złożenia Bogu Ojcu hołdu uwielbienia i dziękczynienia za przyjście nowego królestwa, które objawia się w Jezusie Chrystusie Synu Bożym. Dla nas Chrystusowców ten dzień jest szczególny, albowiem przeżywamy swoją uroczystość tytularną, dlatego modlimy się dziś za siebie wzajemnie, za całe Zgromadzenie, by Chrystus - Pan całego wszechświata miał je w swojej opiece i nieustannie udzielał swoich łask i darów w dalszym jego rozwoju. W tym roku ponadto dziękujemy za 70 lat istnienia i posługiwania, wyśpiewując Bogu Te Deum laudamus.

Chociaż centralne obchody odbywały się wczoraj - w wigilię uroczystości, to i dzisiejszy dzień był bardzo uroczyście przeżywany. Rozpoczęliśmy go wspólnym oficjum Godziny Czytań i Jutrzni, któremu przewodniczył ks. Marian Jachym TChr - Wiceprowincjał Prowincji pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Wielkiej Brytanii, RPA i Islandii.

O godz. 10:30 rozpoczęła się Msza Święta, której przewodniczył ks. Zbigniew Rakiej, Wikariusz Generalny, a koncelebrowało wraz z nim 15 kapłanów. Okolicznościowe kazanie wygłosił ks. Ryszard Głowacki TChr. Nawiązał w nim do jubileuszu naszego Zgromadzenia i do wczorajszych celebracji. Czynił wiele odniesień do kazania ks. Arcybiskupa, a zwłaszcza do jego pierwszych słów: Drodzy Jubilaci. One to właśnie skłoniły kaznodzieję do refleksji. Powinniśmy czuć się jubilatami i być dumni z tego, że jesteśmy Chrystusowcami, mówił kaznodzieja. Ks. Ryszard wskazywał na to, abyśmy wiernie wypełniali zobowiązania wynikające ze złożonych ślubów zakonnych i Ustaw Towarzystwa oraz powierzone zadania w Kościele. Wszystko dla Boga i Polonii Zagranicznej - nasze zawołanie, którym zakończył kazanie, winno zawsze przyświecać naszej pracy i formacji, bo Towarzystwo będzie mocne na tyle, na ile mocnym i wiernym będzie każdy z jego członków.

Uroczyste nieszpory pod przewodnictwem ks. Rektora Ryszarda Szymanika, które odśpiewaliśmy wraz z pracującymi w naszym domu Siostrami Misjonarkami, zakończyły obchód uroczystości tytularnej naszych Zgromadzeń.

 

kl. Tomasz Mikulak TChr


List z Białorusi

Czcigodny Ojcze Dyrektorze !

Serdecznie dziękuję za "Głos z Poznania". To była dla mnie niespodzianka. Myślałam skoro ks. Staszewski odjechał, to już więcej nie otrzymam. Serdeczne "Bóg zapłać".

Dziękuję serdecznie za życzenia Bożonarodzeniowe.                                                                                        
A teraz co do naszego miejscowego wydawnictwa w języku polskim. W każdy trzeci wtorek miesiąca wychodzi w świat gazetka "Słowo polskie" przy miastowej gazecie "Łatgałes łaiks" co w tłumaczeniu znaczy "Czas Łatgalii". Przez pewien czas posyłałam tę gazetkę do waszej biblioteki, ale teraz w rezultacie zaistniałego w Polskim Domu takiego niedużego konfliktu nie posyłam, bo nie wiem czy nie posyła ją ktoś inny z polskiego domu. Gdybyście nie otrzymywali jej a jest potrzeba to proszę mnie zawiadomić. Prześlę każdego miesiąca brakujące­ numery.

A teraz chciałabym napisać o naszym teraźniejszym ż