SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA
Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę. Z Jego woli mają oni
tworzyć wspólnotę, być Jego współpracownikami w dziele stwarzania człowieka.
Fundamentem tej wspólnoty ma być miłość wzajemna. Chrystus podniósł
małżeństwo do godności sakramentu, swoją łaską uświęca miłość mężczyzny
i kobiety, umacnia ją i doskonali. Sakramentalny związek małżeński jest
nierozerwalny, dlatego też osoby pragnące żyć ze sobą razem przez całe
życie powinny dobrze przygotować się do małżeństwa.
To przygotowanie dokonuje się przez całe życie. Bezpośrednim okresem
przygotowania jest narzeczeństwo.
W opracowaniu zawarto główne myśli adhortacji Jana Pawła II Familiaris
consortio. Zamieszczona bibliografia odsyła do wydań pomagających zgłębić
dane zagadnienie.
PRZYGOTOWANIE DO ŻYCIA MAŁŻEŃSKIEGO - NARZECZEŃSTWO
Przede wszystkim od rodziny, w której wychowali się przyszli małżonkowie,
zależy ich przygotowanie do życia wspólnego. Ona to bowiem kształtuje różne
postawy życiowe, mające wpływ na życie przyszłego małżeństwa i nowej rodziny.
Nie tylko inni jednak nas formują. Człowiek sam też posiada zdolność
kształtowania siebie, swojego charakteru, postaw życiowych przez pracę
nad sobą, stanowiącą współdziałanie z łaską daną nam przez Boga.
Dlatego też każdy jest odpowiedzialny za właściwe przygotowanie się
do małżeństwa.
1. Na czym polega przygotowanie się do małżeństwa? Łk 6,31-33; Rz 15,3; 12,15-16
W małżeństwo każdy wnosi swoją osobowość, wychowanie, a przede wszystkim to,
kim jest dzięki współdziałaniu z łaską Bożą i pracy nad sobą. Dobrze przygotuje
się do życia małżeńskiego i rodzinnego ten, kto ciągle troszczy się o wzrost
swojej miłości, kto ustawicznie uwrażliwia się na potrzeby drugiego człowieka,
stara się mu służyć i uszczęśliwiać go. "Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili,
podobnie wy im czyńcie" (Łk 6,31) - to jedna z tych zasad podanych przez Chrystusa,
których stosowanie w życiu umożliwi prawidłowe przygotowanie się do wspólnotowego
życia małżeńskiego. Cenną wskazówkę daje św. Paweł mówiąc: "Niech każdy z nas stara
się o to, co dla bliźniego dogodne - dla jego dobra, dla zbudowania.
Przecież i Chrystus nie szukał tego, co było dogodne dla Niego" (Rz 15,2-3).
Tak więc przygotowuje się do małżeństwa ten, kto otwiera się ustawicznie na innych,
wyzbywa się egoizmu, bierze odpowiedzialność za los drugiego człowieka, jego
szczęście i zbawienie.
W życiu codziennym, a w szczególności w małżeństwie, ważna jest też umiejętność
odczytywania przeżyć drugiej osoby, jej uczuć, współodczuwanie z innymi,
o czym wspomina św. Paweł: "Weselcie się tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi,
którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach" (Rz 12,15-16).
Tę umiejętność trzeba w sobie ciągle rozwijać przez zastanawianie się nad tym,
co inni przeżywają, jakie mają radości i kłopoty oraz jakie uczucia my sami w nich
wywołujemy przez nasz sposób traktowania ich, mówienia, bycia, ton mówienia itp.
Rodzice powinni rozwijać w swoich dzieciach umiejętność wczuwania się w innych,
czyli tzw. zdolność empatii.
Małżeństwo jest związkiem miłości osób równych sobie, jest związkiem partnerskim,
w który każdy winien coś wnieść. Przygotowanie do tak pojętego małżeństwa wymaga
wyrobienia w sobie poczucia wartości dla płci przeciwnej, wyzbycia się poczucia
wyższości i różnych form niedoceniania drugiego. Zagraża trwałości przyszłej rodziny
wniesienie w nią mentalności "pana", który wymaga obsługiwania ze strony innych.
Przeciwnie, wyrabianie w sobie od dzieciństwa postawy zaradności życiowej,
troskliwości o innych sprzyjać będzie szczęściu przyszłego małżeństwa.
Prawidłowe, wyrażające miłość, seksualne współżycie małżeńskie wymaga umiejętności
koncentrowania się na drugiej osobie, odczytywania jej przeżyć.
Zagrożeniem w wyrabianiu podobnej umiejętności może być uprawianie samogwałtu
oraz innych form autoerotyzmu, w którym cała uwaga człowieka skoncentrowana
jest na sobie, na swoi przeżywaniu, na szukaniu samozadowolenia, np. poprzez myśli
i spojrzenia o charakterze erotycznym, pożądliwym.
Miłość wymaga dawania i dzielenia się. Nie rozwija jej zadowalanie siebie samego
"przy pomocy drugiego", nawet jeśli dzieje się to tylko w sferze wyobrażeń.
Rozwija natomiast miłość modlitwa za osoby płci przeciwnej, myślenie z szacunkiem
o funkcji macierzyństwa i ojcostwa, uwielbianie Boga za piękno człowieka
i jego ciała, np. za piękno osób spotykanych na ulicy, które nam się podobają.
Taka modlitwa jest formą dawania, czyli miłości, i chroni przed konsumpcyjnym
podejściem do drugiej osoby, zwłaszcza do jej ciała.
Los przyszłego małżeństwa
w dużej mierze zależeć będzie od wychowania, jakie przyszli małżonkowie otrzymali
w swoim domu rodzinnym, od wzorów zachowań, jakie zaobserwowali u swoich rodziców.
Dlatego też oni to właśnie powinni tak wychowywać swoje dzieci, aby formował się
w nich duch miłości, odpowiedzialności za innych, umiejętność ponoszenia ofiar,
a także zdolność współodczuwania z innymi. W ten sposób dobrze przygotują
swe dzieci do życia w małżeństwie.
Oprócz postaw wyrabianych przez wychowanie
i pracę nad sobą bardzo pomocne dla życia przyszłej rodziny może być zdobycie
odpowiedniej wiedzy teoretycznej o małżeństwie. Z tego względu korzystne będzie
zapoznanie się z literaturą dotyczącą zagadnień rodzinnych, a także z pracami
z dziedziny pedagogiki i psychologii.
2. Jaką formę powinna przyjąć miłość narzeczeńska? Kol 3,12-17
Okres narzeczeński ma być nie tylko czasem poznania przyszłego współmałżonka,
jego charakteru, wychowania, światopoglądu, ale również - okresem formowania
się i doskonalenia miłości, która musi się przez całe życie w dalszym ciągu rozwijać.
Miłość między mężczyzną i kobietą zawiera na ogół - szczególnie w okresie
narzeczeństwa - element silnego oczarowania sobą. Temu uczuciu towarzyszy pragnienie
uszczęśliwiania drugiego, obdarowywania go swymi uczuciami, samym sobą.
Drugim składnikiem tej miłości jest pragnienie ukochanej osoby, jej uczuć,
sympatii, jej obecności, bliskości fizycznej i duchowej.
Człowiek jest istotą cielesno-duchową, dlatego i jego miłość przyjmuje taką samą
formę: duchowe nastawienie musi ujawniać się w pewnych cielesnych, odbieranych
przez drugiego formach, np. w czułych, życzliwych słowach, spojrzeniu, gestach,
dotyku itp. Przez cielesne gesty miłość nie tylko się wyraża, ale również się
pogłębia. W małżeństwie jednym ze sposobów wyrażania i pogłębiania miłości jest
stosunek seksualny. Powstaje pytanie, jaki duchowo-cielesny kształt powinna
przyjąć miłość narzeczeńska, aby doskonaliła się i przygotowywała narzeczonych
do przyszłego życia małżeńskiego? Kościół zdecydowanie odrzuca przedmałżeńskie
stosunki seksualne, jako nieodpowiedni z wielu względów sposób wyrażania miłości
narzeczeńskiej, co zostanie omówione później. Nie godząc się na stosunki
pozamałżeńskie, Kościół nie potępia jednak wszelkich w ogóle sposobów cielesnego
ujawniania swej miłości do drugiego człowieka. Kościół nie gardzi ludzkim ciałem,
dlatego że pochodzi ono od Boga, jest takie, jakiego On .chciał, i pozwala
człowiekowi wyrażać swoją miłość, a także ją umacniać. Tylko przez ciało można
drugiej osobie zakomunikować swoją miłość. Cielesny wymiar posiadają przecież
wypowiadane życzliwe słowa, gesty, uśmiech, uścisk, wyświadczanie komuś jakiejś
przysługi, okazanie pomocy itp. Bez tych widzialnych i cielesnych form ujawniania
miłości nie wiedzielibyśmy, że inni nas kochają. Gdy brak tych zewnętrznych objawów
miłości, może się pojawić w nas wątpliwość, czy inni faktycznie nas kochają.
Okres narzeczeński wymaga takich form miłości, które przygotowują najlepiej
do życia małżeńskiego. Istotą miłości jest służba drugiemu, chęć uszczęśliwiania go,
ubogacania, rozwijania. Narzeczeństwo powinno doprowadzić ten wymiar miłości do
najpełniejszego rozkwitu. Potrzebne są zatem takie widzialne formy miłości, które
tę służbę ukazują, które ujawniają szczerą chęć obdarowywania drugiego. Konkretne
działanie ubogacające drugiego człowieka, każda pożyteczna rozmowa są wyrazem tej
miłości i zatroskania o kogoś.
Składnikiem miłości jest również życzliwość, zachwyt drugim człowiekiem, czułość.
Słusznie zauważa Wanda Półtawska, że okres narzeczeński powinien być uczeniem się
wyrażania w widzialnych formach wzajemnej czułości, gdyż to uczucie będzie
potrzebne także w przyszłym życiu małżeńskim. Czułość bowiem odnosi się do drugiej
osoby, stawia ją w centrum uwagi. W okazywaniu czułości ujawnia się podziw dla
kochanego człowieka, uznanie jego wartości. Czułość nie zagarnia dla siebie drugiego
człowieka, jest bowiem klimatem serdecznej troski o niego. Czułość może się wyrazić
na różne sposoby, w spojrzeniu, w serdecznych słowach, w tonie mówienia, w używanych
sformułowaniach, zdrobnieniach, słowach uznania, podziwu, dowartościowania,
doceniania, w czułych gestach.
"Czułe gesty mogą być przeróżne: od prostego gestu
dotknięcia ręki - pogłaskał jej włosy, od trzymania się za rękę, do różnych wyrazów.
Czułość tak jak i pożądanie może objąć całe ciało. Można czule traktować całego
człowieka całym sobą. Intuicja miłości powinna podszepnąć, jakie mogą być
te gesty"
[1].
Prawdziwa miłość nie spieszy się jednak do gestów, bo jest radością bycia obok
ukochanej osoby. To milczące trwanie przy drugim może być bardzo wymownym i pełnym
treści wyrazem miłości.
Podkreślając wagę rozwoju czułości i szukania odpowiednich form jej wyrazu,
Wanda Półtawska zwraca równocześnie uwagę na konieczność uczenia się opanowywania
pożądliwości, pragnącej w egoistyczny sposób zawładnąć drugim, zagarnąć go dla
siebie. Najwyższą formą tej pożądliwości byłby przedmałżeński stosunek seksualny.
"Pożądanie sobie chce przynieść radość, zmierza ku własnemu zadowoleniu i dla siebie
chce ekstazy przeżycia, natomiast czułość wyraża troskę o kochanego człowieka.
Czułość jest zarazem i doznaniem i obdarowaniem drugiego, czułość odnosi się do
drugiej osoby i tę drugą stawia w centrum uwagi - pożądanie siebie stawia w centrum,
a czułość drugiego. Czułość jest dowartościowaniem człowieka i dlatego tak bardzo
jest potrzebą człowieka w ogóle, a w XX wieku właśnie młodego człowieka, który jest
niepewny jeszcze swej wartości"
[2]. Ciągle doskonaląca się miłość wymaga
ustawicznego przezwyciężania skłonności do egoistycznego zaspokajania swoich potrzeb
seksualnych bez liczenia się z drugim człowiekiem. Problem ten jest aktualny nie
tylko w okresie narzeczeńskim, ale również i w małżeństwie. Wzrastanie w miłości
ma się też ujawniać w rozwijaniu czułości, a przede wszystkim w umiejętności
ofiarnego służenia drugiemu w różnych sytuacjach życiowych.
3. Na czym polega doskonalenie miłości narzeczeńskiej? 1 Kor 13,4-8
Bóg powołał człowieka do miłości. Przez całe życie powinien on ją doskonalić.
Miłość jest troską o drugiego człowieka, o jego rozwój, pomyślność, jest służbą
zmierzającą do ubogacenia drugiej osoby i uszczęśliwienia jej. Ten sam rys miłości
można odnaleźć także w miłości narzeczeńskiej: młodzi chcą się wzajemnie
uszczęśliwiać, obdarowywać. Doskonalić miłość - to ciągle na nowo uczyć się ofiarnej
służby, zdobywać się na coraz to nowe formy udzielania drugiemu pomocy w jego
powodzeniach i niepowodzeniach, w radościach i smutkach. Do takiej miłości wzywa
Chrystus wszystkich bez wyjątku ludzi, w tym również małżonków i narzeczonych.
Charakterystyczną cechą miłości narzeczeńskiej jest mniejsze lub większe oczarowanie
drugim człowiekiem, uczuciowe zafascynowanie nim. Jest to pewien stan, który może
w przyszłości zaniknąć lub przemienić się w inne uczucie, w głębokie przywiązanie
do drugiej osoby połączone z wielką troską o nią. Oczarowanie uczuciowe zanika tym
szybciej, im bardziej powierzchowny był powód owej fascynacji, np. czyjś wygląd,
zgrabna figura itp. Trwalsze może być oczarowanie czyimś charakterem, dobrocią,
zaletami, ale i ono może ulec osłabieniu wskutek przyzwyczajenia się do kogoś,
ciągłego przebywania z wybranym towarzyszem życia, którego słabości, wady i przykre
nawyki dobrze się poznało. Prawdziwa miłość potrafi jednak przetrwać pomimo
"rozczarowania się" drugim człowiekiem. Przetrwa zaś, o ile człowiek zrozumie,
że jego towarzysz życia, pełen wad i niedoskonałości, jest osobą "poranioną",
potrzebującą pomocnej dłoni i wsparcia. Choć uczuciowa fascynacja drugim słabnie,
może być pielęgnowane i stale rozwijane inne "oczarowanie" drugim, wypływające z
głębokiej wiary w jego godność i w jego łączność z Bogiem. Spojrzenie wiary zapewnia
stałe fascynowanie się drugą osobą, nawet jeśli mija stan "zakochania się".
To spojrzenie wiary polega na zauważaniu w drugim istoty powołanej do życia przez
Boga, umiłowanej przez Niego, noszącej w sobie Jego obraz i podobieństwo, pomimo
słabości i grzeszności, na doszukiwaniu się w nim łaski Chrystusa. Zafascynowanie
człowiekiem, choć bardzo różne od "zakochania się", przetrwa, jeśli będziemy w nim
zauważać kogoś, w kim Chrystus chce być bez reszty obecny, kim chce całkowicie
zawładnąć.
Literatura na temat przekształcania się i rozwoju uczuć w życiu małżeńskim:
- E. Sujak, Życie jako zadanie. Warszawa 1978, s.76-90.
- Miłość, małżeństwo, rodzina. Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.221-276. E. Sujak, Klimat uczuciowy życia rodziny, w: Spojrzenia na współczesną rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa. Warszawa 1981, s.80-90.
Oprócz pragnienia uszczęśliwiania, zafascynowania drugim człowiekiem, w miłości
narzeczeńskiej obecne jest również pragnienie "posiadania" go, bliskości duchowej
i fizycznej: zakochani chcą być razem, blisko siebie, odczuwać obecność drugiego.
To pragnienie bliskości może przyjąć mniej lub bardziej wyraźną formę pożądania
drugiej osoby dla zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych. Tak więc pragnienie,
by kochać, uszczęśliwiać kogoś, łączy się z drugim: być kochanym, uszczęśliwianym
i zaspokajanym przez umiłowaną osobę. W niedojrzałej, rozwijającej się dopiero
miłości ten drugi element przeważa nad pierwszym: człowiek pomaga drugiemu, chce
go uszczęśliwiać, aby w zamian za to być kochanym, uszczęśliwianym i zaspokajanym.
Doskonalenie miłości polega na dążeniu do coraz większej bezinteresowności,
na szanowaniu wolności drugiego, jego decyzji, nawet jeśli będzie się to wiązać
z wielkimi ofiarami z naszej strony. Przykład takiej bezinteresownej miłości daje
nam Bóg, który szuka tylko naszego szczęścia, ciągle nam pomaga, chce też naszej
wzajemności, choć nie wymaga jej brutalnie, pozostawiając naszej wolnej woli
ostateczną decyzję.
Miłość mężczyzny i kobiety, oprócz uczuciowego zafascynowania sobą, pragnienia uszczęśliwiania się nawzajem, zawiera także - mniejsze lub większe - pragnienie oddania się i posiadania drugiego przez stosunek seksualny. Ze względu jednak na wielkie zło, jakie można spowodować przez współżycie przedmałżeńskie, to pragnienie powinno być opanowywane i kontrolowane. Warto zaznaczyć, że może nieraz dojść do stosunku seksualnego między chłopcem a dziewczyną wskutek pewnego nieporozumienia i nieznajomości prawdziwych pragnień drugiej osoby. Otóż - nie zdając sobie sprawy z odmienności psychiki kobiecej - chłopiec sądzi nieraz, że dziewczyna prowokuje go do stosunku seksualnego, gdy tymczasem w rzeczywistości jest to tylko mylne tłumaczenie sobie jej zachowania. Dziewczyna pragnie zainteresować go sobą, pozyskać jego uczucia i nic więcej, a chłopak sądzi, że szuka ona współżycia seksualnego, czy nawet wręcz go do tego prowokuje. Niewłaściwie odczytując zamiary dziewczyny, chłopak może faktycznie doprowadzić do stosunku, mając przy tym wewnętrzne przekonanie, że spełnia tylko jej wyraźne życzenia. Aby uniknąć tego rodzaju sytuacji, dziewczęta powinny dać chłopcu wyraźnie do zrozumienia, że nie chcą stosunków seksualnych, że pragną tylko jego uczucia, serdeczności, czułości. Nie tylko nie zniszczą przez to miłości chłopca, ale uświadomią mu różnicę zachowań seksualnych mężczyzny i kobiety, o której może on nic nie wiedzieć, i właściwie pokierują rozwojem miłości. Chłopcy powinni sobie uświadomić, że dziewczęta na ogół nie pragną współżycia seksualnego, szukają natomiast ich odzewu uczuciowego, życzliwości, serca. Jeśli chłopak prawdziwie kocha dziewczynę, potrafi na tyle panować nad sobą, aby nie doprowadzać do stosunku, i nie przestanie jej kochać za to, że nie godzi się zdecydowanie na przedmałżeńskie współżycie seksualne. Jeśliby zaś ją z tego powodu porzucił, znaczyłoby to, że wcale jej nie kochał, lecz szukał tylko jej ciała dla samozadowolenia. Prawdziwe uczucie do dziewczyny ułatwia chłopcu opanowanie dążenia do stosunku i nigdy nie zezwoli, by wymagać od niej "dowodów miłości" przez zupełne oddanie się mu. Tylko tam, gdzie miłość jest słaba lub nieobecna, pożądanie natomiast-silne, pojawia się domaganie się współżycia seksualnego.
Literatura na temat odmienności popędu seksualnego mężczyzny i kobiety:
- Miłość, małżeństwo, rodzina. Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.21-71.
- E. Sujak, Życie jako zadanie. Warszawa 1978, s.63-71.
- Spojrzenia na współczesną rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa.
Warszawa 1981, s.91-111.
4. Dlaczego Kościół sprzeciwia się stosunkom przedmałżeńskim i wszelkim małżeństwom "na próbę"? 1 Kor 6,19-20
Coś jest złem nie dlatego, że zostało zakazane przez Kościół, ale odwrotnie - Kościół zakazuje tego, co faktycznie jest złem. W sensie moralnym złem, czyli grzechem, jest świadoma i dobrowolna decyzja, opowiedzenie się za czymś, co zaprzecza miłości. Jeśli Kościół sprzeciwia się stosunkom przedmałżeńskim i pozamałżeńskim, to czyni tak dlatego, że nie służą one rozwojowi autentycznej miłości. Kościół odrzuca wszelkie stosunki i małżeństwa "na próbę" dlatego, że krzywdzą one człowieka. Wskutek współżycia przedmałżeńskiego, nawet w celu "lepszego poznania się", szkodę ponosi kobieta, mężczyzna i ewentualnie dziecko.
Współżycie przedmałżeńskie "na próbę" jest niemoralne dlatego, że zaprzecza miłości.
Jej natura bowiem wymaga trwałości, stałego zaangażowania się, odpowiedzialności
za drugiego. Czymś sprzecznym z miłością byłoby małżeństwo "czasowe", "na próbę",
by przekonać się "czy sobie odpowiadamy pod względem erotycznym". Drugi człowiek,
będący największą wartością na ziemi, nie może być traktowany jak przedmiot, rzecz,
zabawka, jak towar kupowany w sklepie, który w każdej chwili można "wymienić",
zastąpić innym, bardziej "odpowiednim".
Zwolennicy małżeństwa "na próbę" zapominają o tym, że człowiek jest istotą ciągle
się formującą. Wszelkie kontakty z innymi, porażki i zwycięstwa kształtują jego
psychikę, wpływają na postawy zajmowane wobec innych, utrwalają zaufanie lub
nieufność do bliźnich. Bóg chce, aby ludzie zakładający rodzinę współpracowali
w formowaniu wspólnoty, korzystając ze wszystkich łask i pomocy, jakie On sam im
ofiaruje, aby przezwyciężali różne kryzysy życia wspólnego. Nastawienie, że jakiś
związek jest tymczasowy, "na próbę", nie dopingowałby nikogo do dania z siebie
wszystkiego, by wzajemne więzy się ciągle pogłębiały.
Rozpoczęcie współżycia seksualnego przed ślubem powoduje różnorodne szkody,
dlatego Kościół nie godzi się na nie. Zło jest szczególnie duże, gdy "próbny związek"
rozpada się. Nieudane doświadczenie zapisuje się w psychice ludzkiej głównie
w postaci nieufności do innych. Prawdziwą tragedią dla kobiety może być to, że po
zgodzie na stosunek została porzucona przez mężczyznę. Poczucie doznanej krzywdy,
żalu, zawodu uczuciowego może się utrwalić na całe życie i ujawniać w braku zaufania
do każdego mężczyzny, w tym również do przyszłego męża, o ile wyjdzie jeszcze za mąż.
Wytworzona postawa nieufności nie będzie sprzyjać wytwarzaniu więzów duchowych,
tak potrzebnych w małżeństwie. Rozpadający się "próbny związek" pozostawi zawsze
ślady w psychice partnerów. Takim śladem może być utrwalone, podświadome przekonanie,
że nikomu nie warto wierzyć, ufać, nikogo nie warto prawdziwie pokochać, bo to zbyt
bolesne i nieopłacalne. Rozpad związku "na próbę" może pogłębić także poczucie małej
wartości, przekonanie, że jest się niegodnym czyjejś miłości, niezdolnym do niej.
Jeśli dziewczyna, pod wpływem uczucia, "nawiąże po raz pierwszy intymny stosunek,
a po pewnym czasie zauważy z przestrachem, że coś w nim nieuchronnie się psuje,
to szczęście pierwszej fazy zostanie zniszczone przez gorycz rozstania i ostateczna
refleksja będzie wyraźnie negatywna: "Jakże byłam naiwna tak ufając miłości".
Przy następnym przeżyciu ta młoda osoba będzie już "mądrzejsza",jej poglądy ulegną
swoistej ewolucji, aż wreszcie łatwo dojść może do całkiem już cynicznego
kolekcjonowania erotycznych przygód - trudno to jednak nazwać czymś pięknym
i wzbogacającym"
[3].
Z pewnością nie wzbogaci ewentualnego, przyszłego małżeństwa wniesienie w nie takiej
mentalności lub też postawy nieufności i wrogości wobec innych, utrwalone przez
nieudane stosunki przedmałżeńskie i doznane zawody.
Szczególnie niekorzystny wpływ na psychikę mogą mieć stosunki seksualne podjęte
w zbyt młodym wieku. Rozpoczęcie życia seksualnego z partnerami niezdolnymi do
miłości uczuciowej z powodu niepełnej dojrzałości może spowodować uraz psychiczny
u dziewcząt. Dojrzewający bowiem chłopiec o wiele wcześniej zdolny jest do życia
seksualnego niż do miłości uczuciowej, na którą czekała dziewczyna. Powodem
płytkości przeżywania stosunku może być również młody wiek dziewczyny.
Podobne współżycie może zaciążyć na całym przyszłym życiu mężczyzny i kobiety.
Współżycie to bowiem staje się źródłem "nieuniknionych konfliktów, a nawet tragedii,
zwłaszcza dla dziewczyny, która poświęcając się dla chłopca i godząc się na
współżycie, jeszcze niezdolna do pozytywnych przeżyć seksualnych, oczekuje odzewu
uczuciowego i szczęścia duchowego". To poczucie zawodu i żalu, utrwali się
w psychice i będzie kształtować dalsze poglądy i przyszłe postępowanie.
Pierwsze przeżycia bowiem są najsilniejsze. Wskutek "próbnych" stosunków oraz
współżycia w zbyt młodym wieku "rodzą się cyniczni podrywacze, zimne kokietki
i różnego rodzaju łowcy orgazmów, którzy swój prymitywny i wulgarny erotyzm wnoszą
później w swoje małżeństwo". Wszystkie "próbne", przygodne i nietrwałe związki
seksualne wytwarzają przekonanie, że prawdziwa miłość nie istnieje, że nie można
z nikim nawiązać prawdziwej więzi emocjonalnej, że nie warto nikogo prawdziwie
pokochać.
Rozpoczęcie współżycia seksualnego przed małżeństwem może wywrzeć niekorzystne
skutki psychiczne nawet w tym wypadku, gdy znajomość zakończy się ślubem.
Samo podejście do współżycia jako do "próbnego", "w celu przekonania się, czy drugi
mi odpowiada", wywołuje złe skutki psychiczne, gdyż uczy konsumpcyjnego,
egoistycznego podejścia do drugiej osoby, degraduje ją do roli przedmiotu,
przy pomocy którego można doznać satysfakcji seksualnej. Takie podejście jest
niemoralne, sprzeczne z miłością. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że taka egoistyczna
postawa może zostać wniesiona również w przyszłe małżeństwo. Samo nastawienie,
że można kogoś porzucić, o ile nie będzie mi odpowiadał pod względem erotycznym,
przeczy autentycznej miłości, będącej pragnieniem uszczęśliwiania drugiego
i służenia mu.
Innym niekorzystnym skutkiem, spowodowanym przez przedmałżeńskie stosunki seksualne,
może być przyszła niechęć do życia seksualnego, niepokój i lęk przed ciążą.
Psychologia poucza, że pierwsze wrażenia są najtrwalsze i mocno się zapisują
w psychice. Stosunki przedmałżeńskie mogą na trwałe zapisać w psychice to, co im
towarzyszyło: lęk przed zajściem w ciążę, niepokój, poczucie poniżenia,
wykorzystania przez partnera, winy, wstydu. Te przykre wrażenia związane z
pierwszymi stosunkami seksualnymi mogą się odradzać w późniejszych przeżyciach
seksualnych, w których będzie się wracać do "złych" wspomnień. "Nie ma sposobu
wymazania z pamięci kobiety wrażenia pierwszego stosunku seksualnego. Powstaje jakby
impregnacja, uraz, który może pozostać w psychice na całe życie i spowodować
niewłaściwą urazową postawę wobec przeżyć seksualnych w ogóle, a zdarza się tak,
gdy ten moment jest przeżyty w sposób negatywny, z poczuciem winy, poczuciem krzywdy,
wstydu, żalu lub choćby niepokoju". Przykre przeżycia towarzyszące współżyciu
seksualnemu nie wpłyną korzystnie na tworzenie się jedności duchowej w małżeństwie,
nawet jeśli narzeczeni pobiorą się.
Przedmałżeńskie stosunki seksualne mogą doprowadzić do jeszcze jednego obciążenia
psychicznego, którym będzie negatywne nastawienie do ciąży. Ma to swoje uzasadnienie
psychologiczne we wspomnianym już wyżej prawie pierwszych skojarzeń, które zapisują
się na trwałe w psychice. Z pierwszymi zaś przedmałżeńskimi stosunkami seksualnymi
zazwyczaj łączy się lęk przed poczęciem dziecka. Ta obawa przed ciążą i dzieckiem
może się utrwalić tak u mężczyzny, jak i u kobiety, pojawiając się przy każdym
przyszłym, nawet małżeńskim współżyciu. Tragedia pogłębia się, gdy dziecko
faktycznie zostanie poczęte i przyjęte jako "ciężar" lub też zabite przez przerwanie
ciąży. Ten ostatni czyn mocno obciąża psychikę kobiety, która zamiast matką, czuje
się dzieciobójczynią.
Nie można przyjąć ani współżycia przedmałżeńskiego, ani małżeństw "na próbę" także
ze względu na dobro dzieci, które mogą się narodzić. Żadne dziecko nie może być
rezultatem "próbowania się" partnerów seksualnych. Dziecko jest wartością, która ma
być świadomie przyjęta, ma być kochane i nigdy nie może być traktowane jako
"zło konieczne".
Dla wierzącego człowieka istnieje jeszcze jeden argument, natury teologicznej,
przemawiający za współżyciem seksualnym wyłącznie w małżeństwie. Otóż zjednoczenie
fizyczne wymaga nie tylko zjednoczenia serc przez ludzką miłość,
ale również -wyjątkowej więzi nadprzyrodzonej, wytwarzanej przez sakrament
małżeństwa. Więzią tą jest udział małżonków w nadprzyrodzonej jedności, istniejącej
między Jezusem i Jego Kościołem. Mężczyzna i kobieta mogą współżyć ze sobą
seksualnie, gdy ich ludzka miłość zostanie umocniona miłością Chrystusa, co dokonuje
się w sakramencie małżeństwa.
Tak więc Kościół, choć akceptuje wartość ciała i cielesnych form wyrażania wzajemnej
miłości, przeciwstawia się stosunkom pozamałżeńskim nie dlatego, by przeszkadzać
człowiekowi w osiągnięciu szczęścia, ale dlatego, że stosunki te, wbrew
rozpowszechnionemu mniemaniu, nie tylko trwałego szczęścia nie zapewniają, ale każą
płacić różnymi bolesnymi komplikacjami, mogącymi się ujawnić dopiero po wielu latach.
Nieraz trudno się dopatrzeć zła w stosunkach przedmałżeńskich dlatego, że ich
bolesne następstwa pojawiają się dopiero po jakimś czasie, jak gdyby bez powodu,
"nie wiadomo skąd". Za stosunki seksualne przedmałżeńskie zbyt wiele się płaci,
gdyż pozostawiają one trwałe ślady w psychice. Szczególnie płaci za nie kobieta,
a nierzadko także i dziecko. Odbijają się one w jakiś sposób na przyszłym życiu
rodzinnym, na głębi więzów i na trwałości małżeństwa.
Literatura na temat szkodliwości stosunków pozamałżeńskich:
- K. Wiśniewska-Roszkowska, Problemy etyki seksualnej, w. Spojrzenia na współczesną rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa. Warszawa 1981, s.91-112.
- W. Półtawska, Prawidłowy start, w: Miłość, małżeństwo, rodzina, Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.21-71.
- E. Sujak, Życie jako zadanie. Warszawa 1978, s.63-71.
5. Co sądzić o tworzeniu się "par" wśród młodzieży?
Człowiek rozwija się przez kontakt z drugą osobą, tak z mężczyzną, jak i z kobietą. Każde spotkanie może być ubogacające, przyczyniać się do wszechstronnego rozwoju człowieka. Istnieją jednak takie formy spotkań, które zamykają na innych ludzi lub też wszystko zawężają tylko do spraw seksualnych. I jedne, i drugie mogą zubożyć osobowość człowieka. Zwłaszcza młodej, rozwijającej się osobie - tak chłopcu, jak i dziewczynie - potrzebny jest szeroki kontakt z wieloma rówieśnikami, potrzebne są kontakty z kolegami i koleżankami, przyjaźnie. Rozmowy, spotkania z różnymi ludźmi mogą ubogacać duchowo. Jeśli natomiast dorastający chłopak zawęża swoje kontakty z innymi do dziewczyny, z którą "chodzi" na sposób narzeczeński, lub dziewczyna spotyka się tylko "ze swoim" chłopakiem, dokonuje się ich wewnętrzne zubożenie. Traktując swoje spotkania na sposób narzeczeński, izolują się od ludzi, chcą być sami. Nawet gdy nie dochodzi między nimi do współżycia seksualnego, samo to odizolowanie zubaża ich. "Nie widzieć świata" poza jedną osobą staje się zagrożeniem dla pełnego rozwoju dorastającego człowieka, który powinien się ubogacać przez kontakt z wieloma kolegami i koleżankami. Jeżeli młodzież rozpoczyna wczesne współżycie seksualne, zubożenie duchowe może być jeszcze większe. W takim bowiem wypadku kontakt między chłopakiem a dziewczyną nie tylko izoluje ich od innych ludzi, od których sami się oddalają, ale ponadto wszystko w ich życiu sprowadza się do spraw erotycznych, spychających na dalszy plan inne formy ubogacania się duchowego, jakie stwarza każde spotkanie z drugą osobą. Rozpoczęcie przez młodzież współżycia seksualnego naraża je ponadto na omówione już uprzednio ujemne konsekwencje stosunków przedmałżeńskich, takie jak: zwątpienie w prawdziwą miłość, utrata zaufania do drugiego człowieka, przeżywanie stanów lękowych przy późniejszych stosunkach, patologiczny lęk przed zajściem w ciążę nawet w małżeństwie, zabicie poczętego dziecka.
6. Na czym polega konflikt i w jaki sposób można go rozwiązać? Łk 2,41-50
Konflikt to zderzenie się różnych pragnień, dążeń, potrzeb życiowych, ocen, działań
itp., np. jeden chce pójść do teatru, a drugi - do kina. Ponieważ ludzie są bardzo
zróżnicowani, dlatego konflikty są nieuniknione. Właściwe rozwiązanie sytuacji
konfliktowej może bardzo ubogacić osobowość człowieka i pogłębić jego miłość do
drugiej osoby. Konflikt nierozwiązany rodzi niechęć do drugiego, ciche żale,
pretensje, wzmaga agresywne zachowanie, rodzi napięcia. Oto kilka zasad pomocnych
w rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych.
Przede wszystkim trzeba dużo rozmawiać z osobą, z którą popadło się w konflikt.
Nie odkładać spraw drażliwych "na potem", gdyż będą się nawarstwiać, rodzić wzajemną
niechęć i doprowadzą do wybuchów gniewu i kłótni. W trakcie rozmowy trzeba przede
wszystkim starać się zrozumieć, o co chodzi drugiej osobie, trzeba wczuć się w jej
sytuację, np. dlaczego chce iść do kina, a nie do teatru, dlaczego chce odwiedzić
koleżankę, zamiast słuchać ze mną płyt, dlaczego nie chce przyjść na umówione
spotkanie, którego ja bardzo pragnę itp. Ta próba zrozumienia drugiego, wczuwania
się w jego sytuację, zobaczenie świata "jego oczyma" jest podstawą rozwiązania
sytuacji konfliktowej. Najczęściej jednak w wypadku konfliktu gorączkowo
przedstawiamy argumenty uzasadniające nasze stanowisko, nasze potrzeby i pragnienia,
usiłując skłonić drugiego do ustępstwa, do przyznania nam racji.
Przy rozwiązywaniu sytuacji konfliktowej ważna jest troska o drugą osobę, gdyż taka
postawa wypływa z miłości i ją umacnia. Zamiast gorączkowo przekonywać drugiego o
swojej racji, zamiast zmuszać go do ustąpienia ze swego stanowiska, należy się
zastanowić, co będzie dla niego korzystniejsze: przeforsowanie jego, czy też mojego
stanowiska, np. co będzie dla niego korzystniejsze, czy pójście na dyskotekę - o co
się ubiega - czy też spacer po parku, na czym mnie zależy. W sytuacji konfliktowej
nie mogę poprzestać na rozważaniu własnego tylko interesu i własnych praw, np. że
mam prawo wypocząć i głośno puszczać magnetofon, inni bowiem też mają prawo do ciszy
i wypoczynku, np. przemęczona i nerwowa sąsiadka, uskarżająca się na hałas.
Zrezygnowanie ze swoich słusznych praw dla dobra innych wyraża miłość, dlatego nie
jest stratą ani zubożeniem rezygnacja z oglądania wartościowej sztuki w telewizji
dlatego, że to przeszkadzałoby w zaśnięciu chorej siostrze.
Jeśli z bardzo ważnych powodów nie mogę ustąpić z mojego stanowiska w sytuacji
konfliktowej, bo np. takie ustępstwo zaprzeczałoby wierze, moralności, byłoby
sprzeczne z moim sumieniem, powodowałoby poważną szkodę, itp., wskazane jest jak
najlepiej uzasadnić swoje stanowisko, swoją nieustępliwość, np. wyjaśnić,
dlaczego nie pojadę na wycieczkę w niedzielę tam, gdzie nie ma możliwości
uczestniczenia we Mszy św.; uzasadnić dziecku, dlaczego zabrania się mu korzystania
z rozrywki w jakimś momencie itp.
Literatura na temat rozwiązywania sytuacji konfliktowych:
- E. Sujak, Życie jako zadanie. Warszawa 1978, s. 127-139.
- E. Sujak, Konflikty i kryzysy w życiu rodzinnym. Sposoby ich rozwiązywania, w: Miłość, małżeństwo, rodzina, Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.463-491. J. Strojnowski, Rozwiązywanie konfliktów w rodzinie w relacji rodzice - dzieci, w: Spojrzenia na współczesną rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa. Warszawa 1981, s.204-210.
Dokumenty potrzebne do zawarcia małżeństwa
Metryka urodzenia i chrztu
W pierwszym rzędzie wymaga się metryki urodzenia i chrztu. Konieczna jest ona
przede wszystkim do stwierdzenia faktu chrztu; pośrednio może też ona wskazywać na
wolny stan osoby, której ten dokument dotyczy. Fakt chrztu stwierdza każda metryka,
niezależnie od czasu jej wystawienia, jeżeli nie ma uzasadnionych wątpliwości co do
jej autentyczności. Natomiast na stan wolny kandydata do małżeństwa wskazuje tylko
ta metryka, którą wystawiono nie wcześniej niż na sześć miesięcy przed jej okazaniem
w kancelarii parafialnej. Jeśli chrzest miał miejsce w tej parafii, duszpasterz
powinien sprawdzić jego fakt w księdze metrycznej oraz stwierdzić, czy nie ma na
marginesie księgi poczynionych adnotacji, które wskazywałyby na niemożliwość
zawarcia związku małżeńskiego (święcenia, śluby zakonne, poprzednio zawarte
małżeństwo). Metrykę chrztu winna przedstawić również strona niekatolicka. Jeżeli
narzeczeni nie mogliby przedstawić żadnej metryki chrztu, wówczas wystarczającym
dowodem przyjęcia tego sakramentu byłoby zeznanie przynajmniej jednego wiarygodnego
świadka (np. matki, ojca, chrzestnego lub chrzestnej, kogoś z rodziny, sąsiedztwa,
szafarza chrztu).
Świadectwo bierzmowania
Wśród dokumentów przedślubnych winno znaleźć się także świadectwo bierzmowania
obydwu stron. Zwykle będzie to adnotacja poczyniona w metryce chrzcielnej.
Jak już powiedziano, w braku bierzmowania, należy zobowiązać strony lub stronę do
jego przyjęcia jeszcze przed ślubem. Gdyby to było niemożliwe, bierzmowanie
należałoby przyjąć po zawarciu związku małżeńskiego. Wymóg bierzmowania tłumaczy
się tym, że małżeństwo wymaga pewnej dojrzałości duchowej, którą uzyskuje się przez
przyjęcie drugiego z kolei sakramentu inicjacji chrześcijańskiej.
Świadectwo zgonu współmałżonka
W przypadku zawierania małżeństwa przez wdowę lub wdowca zobowiązani są oni
do przedłożenia autentycznego dokumentu śmierci współmałżonka.
Takim dokumentem jest z zasady metryka śmierci wystawiona przez proboszcza
na podstawie aktu zgonu znajdującego się w parafialnej księdze zmarłych.
Zezwolenie ordynariusza miejsca
Kodeks Prawa Kanonicznego Jana Pawła II (kan. 1071 § 1) uregulował sprawę zezwoleń
na asystowanie (tzn. błogosławienie) pewnych osób. Dlatego też ordynariusz, na
prośbę proboszcza, może zezwolić na pobłogosławienie:
- małżeństwa tułaczy;
- małżeństwa, które nie może być uznane lub zawarte według prawa państwowego;
- małżeństwa osoby, którą wiążą naturalne obowiązki wobec innej osoby lub dzieci,
powstałe z poprzedniego związku (względy humanitarne);
- małżeństwa osoby, która notorycznie porzuciła wiarę katolicką;
- małżeństwa osoby związanej cenzurą (kara ekskomuniki lub interdyktu);
- małżeństwa małoletnich bez wiedzy ich rodziców albo wobec ich uzasadnionego
sprzeciwu;
- małżeństwa zawieranego przez pełnomocnika (zob. kan. 1105).
Zapowiedzi przedślubne
Są one publicznym ogłoszeniem zamiaru zawarcia związku małżeńskiego wobec miejscowej
wspólnoty parafialnej. Konferencja Episkopatu Polski, zgodnie z Kodeksem Prawa
Kanonicznego, postanowiła w roku 1986, że każde zamierzone małżeństwo musi być
podane do publicznej zapowiedzi nawet wówczas, gdy duszpasterz jest moralnie
przekonany o stanie wolnym narzeczonych. Zapowiedzi mają być głoszone w parafiach
stałego i tymczasowego miejsca zamieszkania każdej ze stron. Wygłasza się dwie
zapowiedzi. Episkopat pozwala na wygłoszenie zapowiedzi przez ich umieszczenie
na tablicy ogłoszeń (szczególnie w dużych, miejskich parafiach). Mają tam być
widoczne przez osiem dni, w czasie których przypadają dwa dni świąteczne.
W mniejszych parafiach, szczególnie wiejskich, pozostaje aktualna dawna forma,
mianowicie ustnego wygłaszania zapowiedzi przez dwa dni świąteczne
(niedziela lub uroczystość obowiązująca). Gdyby narzeczeni w ciągu sześciu miesięcy
od daty wygłoszenia zapowiedzi nie zawarli związku małżeńskiego, należałoby
je powtórzyć przy ponownym przygotowywaniu się do tego sakramentu. Jedna ze stron
(jeśli jest z innej parafii) ma dostarczyć do kancelarii parafialnej, gdzie ma być
ślub, zaświadczenie o wygłoszeniu zapowiedzi.
Dla słusznej racji można otrzymać dyspensę od jednej lub dwóch zapowiedzi.
Ks. proboszcz składa prośbę o dyspensę do ordynariusza miejsca.
Miejsce zawierania związku małżeńskiego
Odnowione obrzędy liturgii sakramentu małżeństwa (1966) podają, że małżeństwo
należy zawierać w parafii narzeczonego lub narzeczonej, a za pozwoleniem
ordynariusza miejsca lub własnego proboszcza również w innym miejscu. Stąd więc
małżeństwo strony katolickiej ze stroną katolicką winno być celebrowane w świątyni
parafialnej jednej ze stron. Nupturienci mogliby poprosić proboszcza o zawarcie
małżeństwa, z ważnej racji, w innym kościele lub kaplicy na terenie tej samej
parafii. Gdyby jednak prosili o to w kościele lub kaplicy leżącej na terenie innej
parafii, proboszcz godząc się na ich prośbę musiałby wystawić licencję na ślub dla
proboszcza innej parafii.
Małżeństwo strony katolickiej ze stroną niekatolicką ochrzczoną (np. prawosławną,
protestancką, anglikańską) winno również mieć miejsce w kościele parafialnym
(katolickim).
Natomiast małżeństwo strony katolickiej ze stroną nieochrzczoną może być zawarte
w kościele lub w innym odpowiednim miejscu. Prawodawca szanuje daną osobę
nieochrzczoną i nie chce jej zmuszać do wyrażenia zgody na małżeństwo w świątyni
chrześcijańskiej, katolickiej. Takim miejscem mogłaby być jakaś kaplica lub nawet
dom prywatny.
Czas sprawowania liturgii małżeństwa
Obecnie katolicki ślub kościelny może odbyć się każdego dnia, z wyjątkiem jednak
Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. Jeżeli jednak miałby on miejsce w okresie
Adwentu lub Wielkiego Postu albo w dni o charakterze pokutnym (np. piątek)
proboszcz lub inny duszpasterz powinien pouczyć wiernych, aby mieli na uwadze
szczególny charakter tego dnia lub okresu roku liturgicznego.
Według wskazań Episkopatu Polski tylko w wyjątkowych wypadkach można błogosławić
katolicki związek małżeński w Adwencie lub w Wielkim Poście. Zgodnie z powyższymi
wskazaniami duszpasterze powinni zachęcać wiernych do zawierania małżeństwa
w niedziele i święta obowiązujące, w drugi dzień Narodzenia Pańskiego i Wielkanocy
lub w inne dni wolne od pracy.
Przeszkody małżeńskie (Według Kodeksu Prawa Kanonicznego)
Przeszkodą małżeńską w znaczeniu szerokim może być każda okoliczność, która mocą
prawa Bożego lub ludzkiego nie pozwala na ważne lub godziwe zawarcie umowy
małżeńskiej, czyli "wzięcia" ślubu. Przeszkodą małżeńską w znaczeniu ścisłym może
być wspomniana okoliczność, która dotyczy bezpośrednio osoby zawierającej małżeństwo.
Pragnę tu przedstawić przeszkody w sensie ścisłym i tylko te, które powodują
nieważność związku małżeńskiego w momencie jego zawierania. Te przeszkody w Kodeksie
Prawa Kanonicznego (KPK) z 1917 r. nazwano zrywającymi. Kodeks Jana Pawła II z 1983
r. wymienia 12 takich przeszkód (zrywających). Przeszkody małżeńskie podzielono na
publiczne i tajne. Za publiczną uważa się taką przeszkodę, która może być
udowodniona w zakresie zewnętrznym (np. przeszkoda wieku); poza tym przeszkoda jest
tajna (np. przeszkoda występku) . Z uwagi na pochodzenie wyróżnia się przeszkody
z prawa Bożego (impotencja, pokrewieństwo w pierwszym stopniu linii prostej,
istniejący węzeł małżeński) i z prawa kościelnego - będą nimi pozostałe przeszkody
wymienione przez KPK. Dzieli się też miedzy innymi przeszkody na absolutne
(zabraniają małżeństwa w sposób absolutny z kimkolwiek - istniejący węzeł małżeński
lub święcenia) i względne (nie pozwalają na małżeństwo jedynie z określonymi osobami
- np. pokrewieństwo lub powinowactwo).
1. Przeszkoda wieku
KPK w kan. 1083 § 1 postanawia, że nie może zawrzeć ważnego małżeństwa mężczyzna
przed ukończeniem szesnastego roku życia i kobieta przed ukończeniem czternastego
roku. Konferencja Episkopatu Polski, zgodnie z pozwoleniem KPK (kan. 1083 § 2),
ustaliła wiek dla mężczyzny na 21 rok życia, a dla kobiety - 18 rok życia.
Podobnie też postanawia polskie prawo państwowe. Z ważnej przyczyny można uzyskać
pozwolenie na wcześniejsze zawarcie związku małżeńskiego zarówno dla kobiety, jak
i mężczyzny.
2. Przeszkoda niemocy płciowej
Małżeństwo z natury rzeczy jest nastawione na zrodzenie i wychowanie potomstwa,
dlatego też mówiąc o zdolności do zawarcia związku małżeńskiego ma się na uwadze
między innymi zdolność do podejmowania aktów skierowanych do przedłużenia życia
ludzkiego. KPK (kan. 1084 § 1) postanawia, że "niezdolność dokonania stosunku
małżeńskiego, uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety, czy to
absolutna czy względna, czyni małżeństwo nieważnym z samej jego natury".
Należy tu rozumieć niezdolność do współżycia małżeńskiego przynajmniej jednej
ze stron, nie zaś o niezdolność do zrodzenia potomstwa. Niemoc płciowa, aby była
przeszkodą, nie musi być absolutna (niezdolność całkowita mężczyzny lub kobiety
do współżycia); wystarczy, gdy jest względna (mężczyzna nie może współżyć z kobietą,
z którą zawarł małżeństwo lub kobieta z poślubionym przez siebie małżonkiem).
Przeszkoda niemocy płciowej pochodzi z prawa Bożego naturalnego
(prawo wpisane w naturę ludzką) i wyklucza możliwość uzyskania dyspensy,
czyli pozwolenia na małżeństwo.
3. Przeszkoda węzła małżeńskiego
W KPK (kan. 1085 § 1) czytamy, że nieważnie usiłuje zawrzeć małżeństwo ta osoba,
która jest związana węzłem poprzedniego małżeństwa, nawet niedopełnionego.
Przeszkodę małżeńską stanowi tylko węzeł małżeński rzeczywiście istniejący,
co zakłada jego powstanie i brak rozwiązania go.
Przeszkoda węzła małżeńskiego pochodzi z prawa Bożego pozytywnego
(prawo objawione w Piśmie Świętym i Tradycji) i nie ma możliwości otrzymania
dyspensy. Według prawa węzeł małżeński ustaje w sposób następujący: przez śmierć
współmałżonka, dyspensę papieską (od niedopełnionego małżeństwa), przywilej
Pawłowy (zachodzi on wówczas, gdy jedna ze stron przyjmuje chrzest w Kościele
katolickim, a druga strona - nie ochrzczona - ją opuszcza lub szykanuje tak,
że dalsze wspólne życie staje się niemożliwe; w takim wypadku strona ochrzczona może
zawrzeć nowy związek małżeński), stwierdzenie nieważności małżeństwa.
4. Przeszkoda różnej religii
"Nieważne jest małżeństwo między dwiema osobami, z których jedna została ochrzczona
w Kościele katolickim lub została do niego przyjęta i nie odłączyła się od niego
formalnym aktem, a druga nie jest ochrzczona" (kan. 1086 § 1). Przeszkoda ta
istnieje więc między osobą ochrzczoną w Kościele katolickim albo do niego nawróconą
a osobą nie ochrzczoną. Nie wiąże ona chrześcijan akatolików, wiąże natomiast tych
katolików, którzy wprawdzie oddalili się od swojego Kościoła, ale formalnie z niego
nie wystąpili.
Przeszkoda różnej religii jest pochodzenia kościelnego, ale pośrednio wiąże się
z prawem Bożym związanym z obowiązkiem wyznawania wiary katolickiej. Można od tej
przeszkody uzyskać dyspensę (kan. 1125 i 1126) pod warunkiem, że strona katolicka
złoży oświadczenie (rękojmię), że gotowa jest usunąć niebezpieczeństwo utraty wiary
i szczerze przyrzeknie, że uczyni co w jej mocy, aby wszystkie dzieci zostały
ochrzczone w Kościele katolickim i po katolicku wychowane. Druga strona, nie
ochrzczona, winna być powiadomiona o zobowiązaniach strony katolickiej. Należy też
pouczyć strony o przymiotach i celach małżeństwa, co przez nie powinno być przyjęte
i respektowane.
5. Przeszkoda święceń
KPK (kan. 1087) stanowi, ze "nieważnie usiłują zawrzeć małżeństwo ci, którzy
otrzymali święcenia". Od roku 1972 obowiązek celibatu, podejmowany podczas święceń
diakonatu, obejmuje trzy stopnie: diakonat, prezbiterat i episkopat. Tylko one są
święceniami. Trzeba też wyjaśnić, że tą przeszkodą objęty jest także diakon żonaty,
tzn. nie może on wstąpić ważnie w nowy związek małżeński po śmierci swojej małżonki.
Celibat wprowadzony najpierw przez prawo zwyczajowe, później partykularne, w końcu
powszechne - jako obowiązek dla przyjmujących wyższe święcenia - jest przeszkodą
zrywającą przy ewentualnym usiłowania zawarcia małżeństwa.
Przeszkoda święceń (jest pochodzenia kościelnego, ale swoją podstawę ma
w ewangelicznej radzie czystości) ustaje na mocy dyspensy, zastrzeżonej
Stolicy Apostolskiej lub prawomocnego wyroku stwierdzającego nieważność świeceń
albo przyjęcie ich pod przymusem.
6. Przeszkoda ślubu
KPK (kan. 1088) postanawia, że "nieważnie usiłują zawrzeć małżeństwo ci, którzy są
związani wieczystym ślubem publicznym czystości w instytucie zakonnym". Chodzi więc
tu o ślub, czyli o świadomie i dobrowolnie uczynioną Bogu obietnicę. Przedmiotem
ślubu, który stanowi przeszkodę, jest dozgonna czystość. Z tego wniosek, że ślub
złożony na pewien czas, nie wywołuje przeszkody małżeńskiej. Ma to być też ślub
publiczny, czyli ważnie złożony wobec prawowitego przełożonego kościelnego
i w instytucie zakonnym. Ślub prywatnie złożony nie stanowi przeszkody.
Przeszkoda pochodzi z prawa kościelnego, ale zakaz zawierania związku małżeńskiego
wypływa z prawa naturalnego wymagającego dotrzymania wierności złożonemu Bogu
przyrzeczeniu. Dyspensa jest możliwa i jest zastrzeżona Stolicy Apostolskiej,
jeśli ślub został złożony w instytucie zakonnym na prawie papieskim. W przypadku
ślubu złożonego w instytucie zakonnym na prawie diecezjalnym dyspensy może udzielić
ordynariusz miejsca.
7. Przeszkoda uprowadzenia
Według KPK (kan. 1089) "nie może być ważnie zawarte małżeństwo pomiędzy mężczyzną
i kobietą uprowadzoną lub choćby przetrzymywaną z zamiarem zawarcia z nią małżeństwa,
chyba że później kobieta uwolniona od porywającego mężczyzny oraz znajdując się
w miejscu bezpiecznym i wolnym sama swobodnie wybierze to małżeństwo". Przeszkoda
powstaje nie tylko w przypadku porwania kobiety przemocą i zatrzymania w celu
zawarcia małżeństwa, ale także wtedy, gdy zostanie ona zatrzymana przez mężczyznę
z takim samym zamierzeniem. Nie jest ważne, gdzie miało miejsce wspomniane
zatrzymanie czy to w jej własnym mieszkaniu, czy też w miejscu, do którego
dobrowolnie przybyła. Według prawa kościelnego jak długo kobieta uprowadzona jest
pod władzą mężczyzny, tak długo nie może ona w sposób wolny wyrazić zgody na
małżeństwo. Powinna być uwolniona od porywającego mężczyzny oraz znaleźć się
w miejscu wolnym i bezpiecznym. Wówczas może wyrazić prawdziwą zgodę na małżeństwo
i przeszkoda uprowadzenia przestaje mieć miejsce.
Przeszkoda uprowadzenia pochodzi z prawa kościelnego. Jest możliwa dyspensa od tej
przeszkody, jeśli zasadnie można przekonać się, że decyzja na małżeństwo kobiety
uprowadzonej została podjęta w sposób wolny i niezależny do mężczyzny, który ją
uprowadził.
Przeszkodą małżeńską w znaczeniu szerokim może być każda okoliczność, która mocą
prawa Bożego lub ludzkiego nie pozwala na ważne lub godziwe zawarcie umowy
małżeńskiej, czyli "wzięcia" ślubu. Przeszkodą małżeńską w znaczeniu ścisłym może
być wspomniana okoliczność, która dotyczy bezpośrednio osoby zawierającej małżeństwo.
Pragnę tu przedstawić przeszkody w sensie ścisłym i tylko te, które powodują
nieważność związku małżeńskiego w momencie jego zawierania. Te przeszkody w Kodeksie
Prawa Kanonicznego (KPK) z 1917 r. nazwano zrywającymi.
Kodeks Jana Pawła II z 1983 r. wymienia 12 takich przeszkód (zrywających).
8. Przeszkoda występku
KPK w kan. 1090 § l postanawia, że "kto ze względu na zawarcie małżeństwa
z określoną osobą zadaje śmierć jej współmałżonkowi lub własnemu, nieważnie usiłuje
zawrzeć to małżeństwo". W drugim paragrafie tegoż kanonu czytamy: "Nieważnie również
usiłują zawrzeć małżeństwo ci, którzy poprzez fizyczny lub moralny współudział
spowodowali śmierć współmałżonka" (kan. 1090 § 2). Chodzi więc tu (§ l) o zabójstwo
współmałżonka osoby, z którą ktoś pragnie zawrzeć małżeństwo lub zabójstwo własnego
współmałżonka w celu poślubienia określonej osoby. Momentem istotnym w tej
przeszkodzie oprócz faktycznego zabójstwa jest intencja związana z tym przestępstwem,
mianowicie chęć zawarcia małżeństwa z określoną osobą. W drugim przypadku,
niezależnie od intencji matrymonialnych, bierze się pod uwagę dwie osoby, które
przez współudział fizyczny lub moralny spowodowały śmierć współmałżonka.
Przestępstwo, o którym mówi kan. 1090, wymaga świadomego działania strony lub stron
i musi być ono dokonane osobiście lub przy pomocy kogoś innego (zlecone zabójstwo).
Nie będzie przeszkodą samo usiłowanie dokonania zabójstwa lub zabójstwo chybione.
Powyższa przeszkoda jest pochodzenia kościelnego i nie odnosi się do osób nie
ochrzczonych. Dyspensa od przeszkody występku zastrzeżona jest Stolicy Apostolskiej.
9. Przeszkoda pokrewieństwa
Przez pokrewieństwo należy rozumieć bliski związek zachodzący pomiędzy osobami,
oparty na wspólnocie krwi, na skutek pochodzenia od siebie lub od wspólnych przodków.
Powstaje on wtedy, gdy ktoś przychodzi na świat z rodziców będących w związku
małżeńskim lub poza nim.
W KPK (kan. 1091 § l - 4) czytamy: "W linii prostej pokrewieństwa nieważne jest
małżeństwo między wszystkimi wstępnymi i zstępnymi, zarówno prawego pochodzenia,
jak i naturalnymi. W linii bocznej nieważne jest aż do czwartego stopnia włącznie.
Przeszkoda pokrewieństwa nie zwielokrotnia się. Nigdy nie zezwala się na małżeństwo,
jeśli istnieje wątpliwość, czy strony są spokrewnione w jakimś stopniu linii prostej
lub w drugim stopniu bocznej".
Należy wyjaśnić przy ustalaniu stopnia pokrewieństwa, że wspólny przodek oznacza
parę ludzką lub tylko jedną osobę, od której krewni bezpośrednio pochodzą. Przez
"linię" należy rozumieć szereg osób, które pochodzą od jednego przodka. Według KPK
linia może być prosta lub boczna. W linii prostej osoby pochodzą bezpośrednio od
siebie, np. ojciec, syn, wnuk, natomiast w linii bocznej osoby krewne nie pochodzą
wprost od siebie przez urodzenie, ale mają wspólnego przodka - chodzi tu o
rodzeństwo. Biorąc pod uwagę "linię" można mówić o krewnych wstępnych przy ustalaniu
dla kogoś przodków oraz zstępnych przy ustalaniu osób pochodzących od przodków.
Przez stopień pokrewieństwa trzeba rozumieć miarę, przy pomocy której określa się
odległość osób krewnych od wspólnego przodka, zarówno w linii prostej, jak i bocznej.
Przeszkoda pokrewieństwa w pierwszym stopniu linii prostej pochodzi z prawa Bożego
naturalnego. W nauce Kościoła przyjmuje się powszechnie, że niemożliwe jest
otrzymanie dyspensy od tej przeszkody we wszystkich stopniach linii prostej.
Również Kościół nie udziela dyspensy na ślub, biorąc pod uwagę drugi stopień
pokrewieństwa linii bocznej - rodzeństwo. Warto też przypomnieć, że polski Kodeks
rodzinny i opiekuńczy nie zezwala na małżeństwo między krewnymi w linii prostej
oraz między rodzeństwem rodzonym i przyrodnim.
10. Przeszkoda powinowactwa
Powinowactwo jest to bliskość osób, której źródłem nie jest wspólnota krwi, ale
ważnie zawarty związek małżeński, nawet jeszcze niedopełniony. Bliskość ta istnieje
między mężem i krewnymi żony oraz między żoną i krewnymi męża (kan. 109 § l).
Oblicza się tak, że krewni męża w tej samej linii i w tym samym stopniu są
powinowatymi żony i odwrotnie (kan. 109 § 2). Obecnie jedynie powinowactwo w linii
prostej powoduje nieważność małżeństwa we wszystkich stopniach (kan. 1092).
Najczęściej chodzi tu o relacje: ojczym - pasierbica, macocha - pasierb oraz teść -
synowa, teściowa - zięć (po śmierci współmałżonka).
Przeszkoda powinowactwa jest pochodzenia kościelnego, więc możliwa jest dyspensa.
11. Przeszkoda przyzwoitości publicznej
Przeszkoda ta powstaje z nieważnego małżeństwa po rozpoczęciu życia wspólnego lub
z notorycznego albo publicznego konkubinatu. Powoduje ona nieważność małżeństwa
w pierwszym stopniu linii prostej między mężczyzną i krewnymi kobiety, i odwrotnie
(kan. 1093).
Podstawą przeszkody jest więc albo nieważne małżeństwo, po rozpoczęciu życia
wspólnego, albo notoryczny lub publiczny konkubinat. Nieważność małżeństwa może
wynikać z różnych przyczyn, bez względu na to, czy zawarto je w dobrej lub złej
wierze, byleby miało zewnętrzną postać prawdziwego związku małżeńskiego. Przez
notoryczny lub publiczny konkubinat należy rozumieć pozamałżeńskie pożycie dwojga
osób na wzór małżonków i jeśli jest powszechnie znane, nazywa się go właśnie
publicznym i jeżeli nie da się tego faktu ukryć, nosi miano - notorycznego.
Nie wymaga się, aby strony mieszkały razem lub by kobieta była utrzymywana przez
mężczyznę. Jest też rzeczą obojętną, czy osoby są wolne, czy też związane
małżeństwem.
Jest to przeszkoda pochodzenia kościelnego i możliwa jest dyspensa.
12. Przeszkoda pokrewieństwa prawnego
Pokrewieństwo prawne powstaje z adopcji. W KPK (kan. 1094) czytamy:
"Nie mogą ważnie zawrzeć małżeństwa ze sobą ci, którzy są związani pokrewieństwem
prawnym powstałym z adopcji, w linii prostej lub w drugim stopniu linii bocznej".
Według prawa kościelnego tą przeszkodą są związani: adoptujący i osoba adoptowana
oraz osoba adoptowana i dzieci osoby adoptującej.
Należy podkreślić, że przeszkoda pokrewieństwa prawnego powstaje z ważnie dokonanej
adopcji. Pochodzi ona z prawa kościelnego i racją jej utrzymania jest fakt, że osoba
adoptowana wchodzi do danej rodziny jako jeden z jej członków i powinna być
traktowana jako jedno z dzieci.
Literatura na temat rozwiązywania sytuacji konfliktowych:
- E. Sujak, Życie jako zadanie. Warszawa 1978, s. 127-139.
- E. Sujak, Konflikty i kryzysy w życiu rodzinnym. Sposoby ich rozwiązywania, w: Miłość, małżeństwo, rodzina, Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.463-491. J. Strojnowski, Rozwiązywanie konfliktów w rodzinie w relacji rodzice - dzieci, w: Spojrzenia na współczesną rodzinę w Polsce, Praca zbiorowa. Warszawa 1981, s.204-210.
[1] W. Półtawska, Prawidłowy start, w: Miłość, małżeństwo, rodzina,
Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.70.
[2] W. Półtawska, Prawidłowy start, w: Miłość, małżeństwo, rodzina,
Praca zbiorowa, Kraków 1978, s.67-68.
[3] K. Wiśniewska-Roszkowska,
Problemy etyki seksualnej, w. Spojrzenia na współczesną rodzinę w Polsce,
Praca zbiorowa. Warszawa 1981, s.104.
Powrót