Edyta Stein - praca magisterska

Uwaga! Pracę magisterską publikuję bez wykazu skrótów, bibliografii i przypisów!


ROZDZIAŁ III

PRÓBA INTERPRETACJI ŻYCIA I ŚMIERCI EDYTY STEIN W ASPEKCIE EKSPIACJI

§ 2. Pojednawcza ofiara ekspiacyjna za naród niemiecki i żydowski

B. Ofiara za naród żydowski

Edyta Stein, będąc obywatelem narodu niemieckiego, nigdy nie przestała podkreślać, że jest jednocześnie córką narodu żydowskiego, z którym czuła się mocno związana przede wszystkim więzami krwi, wychowaniem rodzinnym oraz tradycją. Bycie członkiem narodu żydowskiego, to przynależność religijno narodowa do tegoż narodu. Jak twierdzi Brat Efraim, znawca problematyki judaizmu, Żydem nie jest się tak jak Niemcem, przez samą tylko przynależność do narodu czy państwa. Raczej Żydem jest się tak jak chrześcijaninem, dzięki łasce powołania przez Boga, który wybiera i ustanawia lud kapłański przez całą historię zbawienia.

Edyta Stein powoli, wraz z rozwojem swej narodowej i religijnej przynależności rozumiała to rozróżnienie. Wychowana została w tradycyjnym żydowskim domu, gdzie jej matka za punkt honoru uważała bycie w pełni Żydówką. Cała rodzina Steinów była zawsze dumna ze swego żydowskiego pochodzenia i dlatego z wielką odpowiedzialnością wypełniała przykazania swojej wiary. Niektórzy twierdzą, że zbyt wiele w domu Steinów było liberalno-burżuazyjnego nastawienia do życia, co powodowało, że nie u wszystkich członków rodziny religia odgrywała istotną rolę. Jednocześnie w domu dzieciństwa Edyty Stein panowała atmosfera tolerancji. Szanowano każdą religię i nie pozwalano krytykować innych wyznań. Może dlatego nikt nie zwalczał poglądów młodej Edyty, gdy już w wieku 13 lat zaczęła przeżywać kryzys swojej wiary. Jej problemy wiązały się z kryzysem rozumienia sensu żydowskiej religijności. Już w czasach szkolnych czuła się wyobcowana z tradycji i religii swych przodków. Trudno się temu dziwić, gdyż większość Żydów w Europie bardzo szybko w tamtych czasach asymilowała się w państwach swego zamieszkania. Stein większość swego czasu spędzała ze swymi rówieśnikami niemieckimi. Lecz nie środowisko miało najsilniejszy wpływ na jej problemy religijne. Raczej jej cechy osobowe i pragnienie niezależności w każdym względzie czyniły się silniejsze od tego, iż z własnej woli zaprzestała się modlić w piętnastym roku życia. Wiele lat później napisała, iż odpychały ją bardzo drobiazgowe przepisy Talmudu.

W czasie swojego ateizmu Stein nie interesowała się zupełnie judaizmem ani inną religią. Zmianę w jej myśleniu przyniosło dopiero nawrócenie i przyjęcie chrztu w Kościele katolickim. Sama wyznała, że wraz z powrotem do Boga poczuła się znowu Żydówką. Od tego momentu zaczęła ponownie chodzić z matką do synagogi oraz odmawiać wspólnie psalmy. Bardzo boleśnie odczuwała, iż jej chrzest był dla matki osobistym dramatem. Pomimo tolerancyjnego nastawienia w domu rodzinnym, nikt bowiem nie spodziewał się aż tak daleko idących konsekwencji. Nikt nie przypuszczał, że może dojść do zerwania więzów z wiarą przodków. Edyta wiedziała o tym bólu matki, dlatego niewątpliwie cierpiała idąc za głosem wzywającego ją Chrystusa, a jednocześnie wbrew głosowi krwi. Zupełnie świadomie wystawiła się na nieuchronne potępienie środowiska, z którego wyszła i z którym była wciąż tak związana. Ze swej strony nie chciała i nie zerwała swym chrztem rodzinnej przeszłości i przywiązania do tradycji żydowskich. Od tej chwili jeszcze bardziej dostrzegała i pogłębiała w sobie więzy pomiędzy Starym i Nowym Testamentem.

Z chwilą wejścia poprzez chrzest do Kościoła katolickiego coraz bardziej i pełniej dostrzegała w chrześcijaństwie nowe treści wiary swego narodu i wracała do nich na nowo. Od tego więc momentu Stein – „katolicka Żydówka” połączyła się ze swym narodem nie tylko przez pochodzenie oraz ofiarę z życia, ale nade wszystko przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus bowiem stał się dla niej wypełnieniem obietnic Starego Przymierza i kontynuacją wiary Abrahama, Izaaka i Jakuba. Po chrzcie Stein zawsze gdy mówi lub pisze o narodzie żydowskim, podkreśla jednocześnie swój świadomy ofiarniczy związek z nim. Po raz pierwszy odczuła ten nowy związek w 1933 roku, pracując jako wykładowczyni w Niemieckim Instytucie Pedagogiki Naukowej w Monastyrze. Tam usłyszała, że amerykańskie gazety pisały o okrucieństwach dokonywanych na Żydach. Wówczas po raz pierwszy stało się dla niej jasne, że Bóg ponownie kładzie ciężką rękę na swym wybranym narodzie i że los tego narodu jest również jej losem.

Po tym wydarzeniu Stein zastanawiała się nad koniecznością podjęcia konkretnych kroków, aby pomóc swemu narodowi. Postanowiła udać się na prywatną audiencję do papieża Piusa XI, aby porozmawiać z nim na temat niebezpieczeństwa grożącego Żydom i poprosić o ogłoszenie encykliki w tej sprawie. Niestety do audiencji nie doszło. Stein przesłała tylko na ręce papieża list ze swą prośbą. W odpowiedzi otrzymała papieskie błogosławieństwo. Nigdy nie dowiedziała się jednak o tym, że list jej mógł mieć znaczący wpływ na to, że papież zlecił przygotowanie projektu takiej encykliki. Projekt ten nosił tytuł „Humani generis unitas”. Z wielu względów nie ujrzał on światła dziennego. Został zdeponowany w sejfie papieskim i dopiero po wielu latach publicznie zaczęto o nim mówić.

Tymczasem Stein powoli zaczęła rozumieć, że Bóg chce od niej czegoś więcej. W 1933 roku, podczas jednodniowego pobytu w Karmelu kolońskim, w czasie modlitwy odczytała plan Boży. Zrozumiała, że Krzyż Chrystusa zostaje włożony na naród żydowski. Słusznie uważała, że nie wszyscy to rozumieją, dlatego w imieniu wszystkich wziąć go muszą na siebie ci, którym dane jest zrozumienie. Zrozumiała wówczas, że ona jest tą, której dano zrozumienie i złożono na niej właśnie ten ciężar. Postanowiła więc świadomie wziąć na siebie ten ciężar w imieniu wszystkich. Wciąż jednak nie wiedziała jak będzie wyglądało praktycznie owo dźwiganie krzyża. Kilka miesięcy później wstąpiła do Karmelu w Kolonii, co było niewątpliwie elementem całopalnej ofiary, którą już wtedy świadomie wybrała. Celowo też prosi przełożonych o nadanie jej zakonnego imienia Teresa Benedykta od Krzyża, które wyrażało jej duchowy program. Pisała potem o swoim imieniu, że słowa „od Krzyża” są dla niej bardzo istotne, gdyż przez Krzyż zrozumiała cierpienie całego ludu Bożego. A teraz, otrzymując to imię wiedziała już o wiele lepiej, co znaczy być poślubioną Bogu w znaku Krzyża. Jej wypowiedzi w pierwszym okresie życia zakonnego bardzo często łączą cierpienie narodu Izraela z cierpieniami Chrystusa. To połączenie Starego i Nowego Przymierza było widoczne w postawie Stein przyrównującej się często do starotestamentalnej królowej Estery. Estera została zabrana ze swego narodu, ze swej społeczności i rodziny, aby się wstawiać za nimi przed obcym królem. Dla Stein Królem, który może okazać miłosierdzie narodowi wybranemu stał się Chrystus. Swoje wstawiennictwo rozumiała jako modlitwę i ofiarę ekspiacyjną, która miała Bogu przypominać Jego obietnice i przyrzeczenia. Odczuwała konieczność złożenia ofiary stanowiącej cząstkę krzyżowej ofiary Jezusa Chrystusa. Stein zaczęła także wówczas głębiej odczytywać swoje powołanie do ekspiacji za naród żydowski w kontekście swego dnia narodzin. Żydowskie święto Jom Kippur stawało się dla niej „znakiem czasu”, który nie przypadkowo zaistniał już na początku w jej życiu, jako wielki symbol. Jej chrześcijaństwo pomagało w odczytywaniu żydowskich korzeni, a bycie Żydówką ubogacało z kolei chrześcijańską wizję jej życia i późniejszej śmierci. Stein od początku do końca swego chrześcijańskiego życia umiała łączyć te dwie dopełniające się rzeczywistości.

Pragnienie złożenia całkowitej ekspiacyjnej ofiary także za swój ukochany naród żydowski widać w jej testamencie. Głównie miała to być ofiara za tych spośród narodu wybranego, którzy odrzucili Chrystusa. Stein pragnęła głęboko, aby był on przyjęty przez jej braci. Mówiła przecież z perspektywy swego nawrócenia. Ona przeszła drogę wiary staro i nowotestamentalnej. Pragnęła więc teraz, aby wszyscy Żydzi mogli przejść tą samą drogą. Swego cierpienia i śmierci – swej ofiary nie chciała składać w sposób bierny. Jako głęboko wierząca chrześcijanka łączyła swą ofiarę zawsze z przebłagalną ofiarą Jezusa Chrystusa. Bardzo szybko, bo już po trzech latach testament ten znalazł swe wypełnienie w komorze gazowej obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Drugiego sierpnia 1942 roku, w odpowiedzi na protest holenderskich biskupów przeciw prześladowaniu Żydów, okupanci niemieccy postanowili aresztować w Holandii wszystkie osoby zakonne niearyjskiego pochodzenia. Ten los dosięgnął Edytę Stein oraz jej rodzoną siostrę – oblatkę karmelitańską. Znamienne jest to, że opuszczając klasztor w Echt Edyta Stein zachęcała Różę słowami: „Chodź, idziemy za nasz naród”.

Taki był początek dramatycznej drogi krzyżowej Edyty Stein, która miała swój udział w Krzyżu, na którym Stein widziała rozpięty swój naród. Jej krzyż stanowił dobrowolną, niewinną ofiarę całopalną, a więc można go z pewnością nazwać Krzyżem Chrystusa. Odkąd bowiem Stein zaczęła coraz bardziej rozumieć swe życie i ofiarę w kontekście tajemnicy chrystusowego odkupienia, odtąd w duchowej jedności z Nim pragnęła pomagać dźwigać wielorakie cierpienie ludzi i wynagradzać za krzywdzącą niesprawiedliwość w świecie. Ginąc w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu 9 sierpnia 1942 roku świadomie wybrała „zgorszenie i głupstwo” Krzyża. Niosła swój krzyż wraz z Krzyżem Chrystusa, za zbawienie jej narodu, jej Kościoła i całego świata. Ofiarowała swą męczeńską śmierć przede wszystkim za zagrożony i upokorzony naród żydowski. Los tego narodu przez tą śmierć najpełniej stał się jej losem. Złożyła swą ofiarę jako Żydówka pośród Żydów, jednocześnie oddając się całkowicie i na zawsze Chrystusowi. Swój holokaust wypełniła całkowicie w komorze gazowej jako ekspiacyjna ofiara pojednania. W ten sposób niewątpliwie pomogła przyszłym pokoleniom zrozumieć mądrość cierpienia w historii zbiorowości ludzkich. Ofiary, która jest autentycznie przebłagalna, jeśli konkretyzuje się na płaszczyźnie, którą dla wyznawcy Chrystusa określa teologia Krzyża. Ofiara Edyty Stein jest wciąż aktualnym wołaniem o pokój i służbą temu pokojowi. Niestety Żydzi nie uznają jej ofiary. Twierdzą, że Stein nie została zabita przez faszystów dlatego, że była Żydówką. Doskonale jednak wiadomo, że aresztowanie Edyty Stein nastąpiło w odwecie za list biskupów holenderskich sprzeciwiających się właśnie aresztowaniom Żydów będących katolikami. Tak więc Stein została przez swoich braci Żydów wypędzona poza naród i odrzucona z powodu swej katolickości. W ten sposób stała się podobna do kozła ofiarnego z Dnia Pojednania. Symbol dnia narodzin teraz został dopełniony w symbolu śmierci poza narodem. Podobnie jak kozioł ofiarny z Jom Kippur – Stein wzięła świadomie na siebie grzechy swego narodu. Zaznaczyła to już w swym testamencie.

Stein jako męczennica nosi w sobie jakąś dramatyczną syntezę naszego wieku. Jest to synteza historii nabrzmiałej od głębokich ran, wciąż jeszcze bolących i niezabliźnionych, dla których zasklepienia Stein nie szczędziła wysiłków. To wszystko doprowadziło ją do oddania życia.

Pierwszego maja 1987 roku Edyta Stein, siostra Teresa Benedykta od Krzyża została ogłoszona błogosławioną Kościoła katolickiego. Beatyfikacji tej dokonał papież Jan Paweł II w Kolonii. W ten sposób Kościół katolicki uznał heroiczność i wielkość tej ofiary. Uznał więc także, że była ona włączona w ofiarę Jezusa Chrystusa. Pozwalając czcić błogosławioną Edytę Stein, Kościół dał ją za wzór wszystkim wierzącym. Ma to być wzór ukazujący współczesnemu światu, że można nawet w czasach nieludzkiej ideologii oraz nienawiści do człowieka, oddać własne życie za wrogów i przyjaciół, aby w ten wyjątkowy sposób pojednać ludzi i narody.

Edyta Stein godna była tego tytułu, gdyż przeżyła swoją wiarę w sposób heroiczny i umarła jako męczennica. Zabita przez ludzi, którzy znienawidzili jej ojczysty naród oraz jej katolicką wiarę. Przedstawiona w tym rozdziale ofiara Edyty Stein posiadała najistotniejsze dla całej pracy elementy. Była bowiem świadomym i wolnym czynem pomimo fizycznego przymusu oprawców. Była także ofiarą ekspiacyjną, łącząc w swych intencjach prośbę za dwa narody – niemiecki i żydowski. Z tego właśnie powodu określana może być jako ofiara ekspiacyjno – pojednawcza. Wciąż ofiara ta jest wielkim wyzwaniem i szansą dla narodów współczesnego świata.

W niej bowiem dokonało się swoiste włączenie starotestamentalnych, pokutno – liturgicznych symboli kozła ofiarnego oraz obarczenie winami. Były to najistotniejsze nieodzowne elementy liturgiczne obchodów starotestamentalnych Dni Przebłagania. W bardzo symboliczny sposób elementy te zaistniały w ofierze Edyty Stein. Jednocześnie jej działanie ofiarnicze było zanurzone w jedynej, najdoskonalszej ofierze Jezusa Chrystusa, która zawierała w sobie pełnię ekspiacji za cały świat.


Jesteś na stronie 9.
Przejdź do strony: