Zdzisław MALCZEWSKI SChr
W niniejszym
tekście przedstawiamy zarys historii obecności polskiego
duchowieństwa w Brazylii. Na jej tle ukazane zostaną także
warunki życia i pracy pionierów, jak i też współczesnych
misjonarzy polskich w tym kraju. Autor postarał się o to, by – pod
koniec tego rozdziału - zaprezentować, przynajmniej w sposób ogólny,
dorobek misjonarzy i misjonarek przybyłych z Polski do Brazylii.
1. Posługa
duchowieństwa polskiego w Brazylii
Nawet przy
ogólnikowym spojrzeniu na historię emigracji polskiej w Brazylii, nie
można nie dostrzec polskiego duchowieństwa. Przede wszystkim z powodu
imigrantów polskich zaczęli również przybywać do tego kraju polscy księża i siostry zakonne,
aby zapewnić im nie tylko duchową opieką.
Ks. Wojciech Sojka
CM, pisze: „...o pionierach duszpasterstwa polskiego w Brazylii czyta
się rzadko i mało, a poza Brazylią chyba nic” [1].
Warto więc poświęcić te strony - niniejszej monografii -
tym właśnie pionierom i ich następcom, aby Czytelnik polski, a
także i brazylijski, mógł zapoznać się z pracą
polskich misjonarzy w tym kraju.
Polscy duchowni,
którzy dotarli do Brazylii w pierwszym okresie należeli do kleru
diecezjalnego. Większość z nich stanowili byli zakonnicy [2].
Nie zapominajmy o tym, że w okresie ich przybywania do Brazylii,
właśnie zaborcy likwidowali zakony na terenach polskich. Po 1863 r.
zniesiono zakony w zaborze rosyjskim, a po 1875 r. w zaborze pruskim. Tak
więc w pierwszym okresie przybywali do Brazylii nie tyle księża
diecezjalni ile sekularyzowani [3].
Za jednego z
pierwszych polskich duchownych, który znalazł się w tym kraju
należy uważać księdza Wojciecha Męcińskiego,
jezuitę-misjonarza. W Brazylii znalazł się przypadkowo w 1631 r.
W późniejszym czasie ks. Męciński, w wieku 42 lat,
zginął w Japonii jako męczennik [4].
Wśród
imigrantów polskich, którzy po upadku Powstania Styczniowego przybyli do
Brazylii, spotykamy także duchownych katolickich. Tak więc w 1865 r.
przybył ks. Karol Mikoszewski, a w 1869 r. ks. Józef Juszkiewicz [5].
Jak zostało
już wyżej zaznaczone, przyjazd polskiego kleru do tego kraju
związany jest, przede wszystkim, z początkiem naszej imigracji do
Brazylii. Księża, zakonnicy i zakonnice przybywali z Polski, aby
poświęcać się – nie tylko – pracy duszpasterskiej
wśród polskiego wychodźstwa. Za jednego z pierwszych spośród
księży, którzy przybyli z Polski do tego kraju i posługiwali
naszym imigrantom, uważa się ks. Antoniego Zielińskiego,
uczestnika Powstania Styczniowego[6].
W 1875 r. przybyli
do Brazylii kolejni polscy księża: Marian Giżyński, Ludwik
Przytarski, Franciszek Soja, Władysław Grabowski, Jan Nepomucen
Adamowski, a następnie Jan Kominek, Bolesław Bayer, Jan Rzymełko,
Józef Anusz. Ks. Jan Pitoń CM., wieloletni rektor Polskiej Misji
Katolickiej w Brazylii opracował relację księży diecezjalnych,
którzy przybyli do tego kraju w latach
1865-1914. Z opracowania tego wynika, że w: 1865 r. przybył
ks. Karol Mokoszewski, w 1867 r. - ks. Antoni Zieliński, 1869 r. - ks.
Marian Giżyński, ks. Józef Juskiewicz, 1875 r. - ks. Ludwik Józef
Przytarski, 1878 r. - ks. Władysław Grabowski, ks. Franciszek
Gurowski (jego nazwisko podawane różnie: Guranowski, Górowski,
Guroński), 1883 r. - ks. Jan Adamowski, 1885 r. - ks. Wojciech Solek
(niektórzy podają jego nazwisko: Sułek), 1887 r. – ks.
Franciszek Józef Soja, 1889 r. - ks. Paulin Domainski, ks. Andrzej Dziadkowiec, ks. Jan Peters, 1890 r. - ks. Kazimierz Andrzejewski, 1891 r. - ks. Franciszek
Chyliński, ks. Zygmunt Chełmicki, ks. Marcin Modrzejewski (niektórzy
autorzy podają: Możejewski), ks. Władysław Smoluch,
1895 r. - ks. Antoni Cuber, ks. Aleksy Iwanów, ks. Michał Słupek,
ks. Jakub Wróbel, 1896 r. - ks. Wincenty Bronikowski, ks. Stanisław Fróg,
ks. Józef Fuliński, ks. Gabriel Kraus, ks. Wojciech
Młynarczyk, ks. Leon Niebieszczański, ks. Maciej Pięch, ks.
Antoni Rymar, 1897 r. - ks. Wojciech Dynia, 1898 r. - ks. Jan Miętus,
ks. Jan Rokosz, 1899 r. - ks.
Cezary Wyszyński, ks. Jan Wołyncewicz, 1901 r. - ks. Tadeusz Stankiewicz, 1903 r. - ks. Józef
Anusz, 1905 r. - ks. Adolf Kruszewski, ks. Jan Marek, 1908 r. - ks. Leonard
Starzyński, ks. Stefan Stawianowski, 1914 r. - ks. Wincenty Hypnarowski.
Natomiast spośród księży werbistów, pierwszy przybył ks.
Karol Dworaczek (1900 r.). Z kolei spośród księży misjonarzy
św. Wincentego a Paulo - ks. Bolesław Bayer, ks. Hugo Dylla, Ks.
Franciszek Chylaszek (1903 r.) [7].
Godnym odnotowania w tym miejscu wydaje
się być apel imigrantów wołających o polskiego
kapłana. Przegląd Emigracyjny, wychodzący we Lwowie,
zamieścił list wysłany 15 marca 1893 r. z Săo Mateus do Sul (PR)
przez Antoniego Z. Bodziaka. Zachowujemy oryginalną pisownię wspomnianego
listu.
„W imieniu kolonistów w kolonii S. Matheus
i tuż przyległych, liczących przeszło 10.000 dusz, upraszam
Wgo Pana Dobrodzieja, jako zajmującego się losem wychodźctwa,
abyś raczył nas zawiadomić, jakoteż nawet wystarać
się o księdza, któryby z prawdziwem poświęceniem dla swych
rodaków zechciał przybyć. Z powodu polityki brazylijskiej a nawet
zdaje się jakoby polityka noskiewska i niemiecka miałą w tem
swój palec, władza kościelna brazylijska robi różne
trudności, niechcąc dać posad księżom Polakom na
polskich koloniach, daje im inne posady, a raczej niechcieliby wcale
księży Polaków. Już byłby osiadł jeden z nowo
przybyłych księży; lecz nadzieja ta znika, z powodu, że nie
miał polecenia od władzy, czy też nie chciał się
starać o to miejsce, czekając aby koloniści najpierw
złożyli pewną sumę, celem utrzymania jego, i to sumę
dość znaczną, na co koloniści nie mogli się zdecydować,
bo chcą płacić księdzu stałemu, a nie temu, który
tylko na tydzień lub dwa przyjedzie i odjeżdża, jak się
już działo. Dochód roczny czyli stała pensya tylko w S. Matheus
oprócz kolonii przyległych jest 2 500 milrejsów, do tego ma dochody
kościelne, co razem może z góry liczyć na 8.000 milr. Utrzymanie
jest piękne, a do tego plebania z dużym ogrodem. Ksiądz, który
zechce przybyć, to aby nie miał dalszych trudności, niech
postara się od swej włądzy kościelnej najwyższej o
polecenie osiedlenia się w S. Matheus; a jeżeli inaczej nie, to
przynajmniej jako misyonarz. Natenczas tutejsza władza nie będzie
mogła żadnego oporu stawiać. Jeżeli ksiądz nie
będzie miał własnych funduszów do podróży, koloniści natychmiast
zaślą na ręce Wgo Pana kwotę wymagalną. Dodaję,
że tu trzeba księdza z
powołąnia, dobrego patryotę, a natenczas da się bardzo
wiele z naszem ludem zrobić. Gdy jednak ksiądz się tu nie zjawi
i nie osiądzie, to nie ma i co liczyć więcej na Polaków w S.
Matheus; w krótkim czasie na tej wolności brazylijskiej zdziczeją i
przyjmą, jako już poczynają przyjmować, ducha
brazylijskiego, a dzieci ich wkrótce zaprą się, iż są
Polakami. Jest to wielkim obowiązkiem każdego Polaka starać
się, aby nie pozbyć się raz na zawsze tyle sił polskich...”
[8].
W
kolejnym liście, z 20 czerwca 1893 r., Antoni Z. Bodziak pisał:
„...
O wysłanie księdza tak w imieniu kolonistów jak i w własnem
usilnie proszę Wgo Pana się postarać; gdyż ksiądz
dobry, jest prawdziwym fundamentem, i murem dla naszego ludu wiejskiego. W S.
Matheus koloniści jeszcze się tryzmają łącznie bo,
przynajmniej jest nas 3 kupców Polaków, co jeszcze podtrzymujemy ich
jakokolwiek. Ale inne kolonie cierpią bardzo wiele, bo są
zupełnie same sobie pozostawione bez wszelkiej inteligencyi tak
świeckiej jak i duchownej” [9].
Wobec sytuacji przedstawionej przez jednego z imigrantów, Przegląd
Emigracyjny - w cytowanym przez autora numerze - przedrukował z Gazety
polskiej w Brazylii fragment artykułu pt.: „Nasze stanowisko”,
publikowanego 22 lipca 1893 r. Warto zacytować wyjątki tego
wspomnianego artykułu. Zachowujemy oryginalną pisownię.
„Na
ziemi brazylijskiej osiadło kilkadziesiąt tysięcy Polaków,
którzy bez wyjątku należą do kościoła katolickiego, a
jednak w Brazylii wśród katolików po macoszemu bywają traktowani.
Ludność polska na wskroś katolicka, do kościoła i
obrządków jego przyzwyczajona, dzisiaj pozbawiona tego, co człowieka
zewnętrznym sposobem pociąga do Boga, pozbawiona środków
łaski prowadzących do zbawienia, pozostaje w niebezpieczeństwie
utracenia wiary, a przezto i narodowości swojej. – Wiemy dobrze, że
Polak wyzuwszy się z wiary wyzuwa się i z poczucia swej
narodowości, a takich wypadków mamy tu wiele. – Kilku kapłanów
polskich znajdujących się tutaj do obsługi duchowej nie
wystarczą na kraj cały. (...) W kapłanach polskich i w rytuale kościelnym
polskim tylko obrona ludności naszej obecnie, bo szkoły polskie,
których tu mała liczba, nie wystarczają”
[10].
Pierwszym
zgromadzeniem zakonnym, które rozpoczęło swą
działalność na terenie Brazylii u schyłku XIX wieku i w
początkach XX wieku było zgromadzenie Słowa Bożego
(werbiści) [11].
Werbiści przybyli do Brazylii w 1895 r. Rozpoczęli pracę w
stanie Espírito Santo. Do Parany przybyli na prośbę biskupa z Kurytyby
– José de Camargo Barros. Pierwszą ich placówką była parafia Săo
José dos Pinhais, która wówczas posiadała 100 km długości
(sięgała aż do granicy ze stanem Santa Catarina) i 50 km
szerokości. To była pierwsza parafia w Brazylii, gdzie werbiści
zetknęli się z Polakami. W listopadzie 1900 r. przyjechał do tej
parafii ks. Karol Dworaczek, zmarły w opinii świętości [12].
Prawie
równocześnie z werbistami przybyli misjonarze św. Wincentego a
Paulo (w środowisku polonijnym w
Brazylii znani jako wincentyni). 19 maja 1903 r., na zaproszenie biskupa José
de Camargo Barros oraz prośby polskich imigrantów, wyjechała z
Krakowa pierwsza grupa misyjna (ks. Bolesław Bajer, ks. Hugo Dylla, ks.
Franciszek Chylaszek i br. Aleksander Węgrzyn). 29 czerwca 1903 r. dotarli
do portu w Paranaguá. Następnego dnia przybyli do Kurytyby [13].
Trzeba jeszcze
podkreślić i tę mało
znaną rzeczywistość. Otóż w początkach polskiej
kolonizacji w Brazylii polskich księży było stanowczo za
mało! Ks. Wojciech Sojka CM. wyraźnie zaznacza:
„...Za mało na liczbę samych
emigrantów, za mało na tereny, po których się rozproszyli. Nigdy nie
naliczymy tu więcej niż 20 księży polskich
równocześnie. W wielu ‘koloniach’ na pierwszych księży czekano
od 10 do 15 lat, na innych po odjeździe jednego czekano latami, aż
przyszedł następca”[14].
Warto w tym miejscu
odnotować następujący fakt. Otóż pierwszy biskup diecezji
Kurytyby, José de Camargo Barros we wzruszającym piśmie do biskupa
przemyskiego, prosił – na Boga – o przynajmniej dziesięciu
księży, gdyż „tylko polski duszpasterz może
zapewnić należytą opiekę polskiemu wychodźcy”[15].
Z upływem
czasu zaczęły docierać do Brazylii również inne zgromadzenia
męskie, do których dołączyli już po II wojnie światowej
członkowie Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej (popularnie
nazywani chrystusowcami) [16].
Aktualnie spotykamy w Brazylii przedstawicieli następujących rodzin
zakonnych, przybyłych z Polski: salezjanie (od 1896 r.), misjonarze
św. Rodziny (od 1935 r.), pallotyni (od 1930 r.), marianie (od 1967 r.),
kapucyni (pierwszy polski kapucyn przybył w 1901 r.), franciszkanie (od
1894 r. Początkowo przedstawiciele tego zakonu przybyli do Brazylii w
celu otoczenia opieką duchową imigrantów niemieckich. Wśród
nich wielu pochodziło ze Śląska), franciszkanie z Niepokalanowa
(od 1977 r.). Spotykamy w Brazylii przedstawicieli następujących
zakonów i zgromadzeń z Polski (jak również zakonników już
urodzonych w tym kraju): dominikanie, filipini, jezuici, kombonianie,
misjonarze Ducha Św., orioniści, dominikanie, salwatorianie,
passioniści, paulini, redemptoryści, saletyni, szensztaccy, Tow. Św. Pawła,
zmartwychwstańcy [17].
Natomiast, ze
zgromadzeń żeńskich, pierwszymi, które przybyły do Brazylii były siostry
miłosierdzia św. Wincentego a
Paulo (1904 r.), a następnie rodziny Maryi - znane tutaj jako: siostry
Świętej Rodziny - (1906 r.). W późniejszym czasie dotarły
służebniczki Ducha Św., bernardynki misjonarki. Po drugiej
wojnie światowej dotarły: elżbietanki, felicjanki, franciszkanki
misjonarki Maryi, józefitki, misjonarki Najczystszego Serca, salezjanki,
służebniczki wielkopolskie, urszulanki Serca Jezusa Konającego
(powszechnie nazywane szarymi urszulankami)[18].
Najmłodszym zgromadzeniem żeńskim pracującym wśród
Polonii brazylijskiej są misjonarki Chrystusa Króla przebywające
w tym kraju od 1988 r. [19].
Trzeba zaznaczyć,
że księża z Polski pełnili nie tylko zadania
wypływające z ich powołania religijnego, ale także
wspierali imigrantów różnorodnymi poradami, nieśli duchowe
pocieszenie, jak również przyczyniali się do powstawania - oprócz obiektów sakralnych
także - pierwszych szkół, bibliotek. W razie potrzeby polski duchowny
niósł naszym osadnikom pomoc lekarską, gospodarską, prawną.
Według Marii Paradowskiej "szeroki
zakres działalności przede wszystkim duszpasterskiej, ale
także oświatowej i w wielu innych dziedzinach, miał ogromne znaczenie
dla osadników polskich i dla całego społeczeństwa kraju ich zamieszkania" [20].
Jest faktem niezaprzeczalnym, że duchowieństwo polskie odegrało
dosyć dużą rolę w podtrzymywaniu polskości
wśród naszych imigrantów w Brazylii.
Rola polskiego księdza nie ograniczała się więc
tylko do zadań czysto duszpasterskich [21].
Taka rzeczywistość ma miejsce i w dzisiejszej
działalności polskich duchownych i sióstr zakonnych wśród Brazylijczyków
polskiego pochodzenia, osiadłych
szczególnie w głębi kraju, w tzw. interiorze.
Należy
też stwierdzić jeszcze raz, że pierwsi polscy księża
przybywający do Brazylii podejmowali pracę duszpasterską
wśród polskich kolonistów. Ruy Christovam Wachowicz – znany i ceniony
historyk parański i polonijny - zauważa: „Parafia i polski ksiądz
byli nieodzowni dla [polskiego] chłopa. Kościół był centrum
duchowym, ale także ośrodkiem, gdzie kolonista zaspakajał swoje
potrzeby komunikacji z bliźnim. W Brazylii te potrzeby zaznaczały
się jeszcze bardziej ze względu na odosobnienie, w jakim
przychodziło im żyć. Kościół, parafia i ksiądz
będą przez długi czas w wielu koloniach w Brazylii jedyną
podstawą jedności wśród kolonistów” [22].
Podobnie było ze zgromadzeniami żeńskimi. Początkowo
siostry zakonne przybywały do Brazylii, aby pracować wśród
polskich imigrantów. Dopiero z upływem czasu zaczęli docierać
polscy misjonarze i misjonarki, aby poświęcać się działalności
duszpasterskiej, charytatywnej (a także o innym charakterze, ale zawsze
mającym związek z posługą ewangeliczną), wśród
Brazylijczyków. Jeśli chodzi o działalność polskiego kleru
w Brazylii, to - jak stwierdziliśmy wyżej - w początkach prowadzona
ona była wśród polskich imigrantów. Duchowieństwo polskie
rozwijało nie tylko działalność czysto religijną, ale
także utrwalało wśród wychodźców poczucie tożsamości
narodowej oraz pamięci o swych korzeniach. Obecnie działalność
ta jest ciągle aktualna, aczkolwiek prowadzona jest - w dużej mierze
- na rzecz kolejnego już pokolenia potomków polskich imigrantów. Warto
może przypomnieć, że dopływ polskiej emigracji do Brazylii
zakończył się praktycznie po II wojnie światowej. Wszechstronna działalność
duszpasterska polskich księży diecezjalnych, zakonnych, jak
również sióstr należących do różnych zgromadzeń,
przyczynia się do podnoszenia potomków naszych wychodźców, jak
również miejscowego społeczeństwa na wyższy poziom duchowy,
moralny, kulturalny, cywilizacyjny [23].
Aktualnie
większość polskich misjonarzy (księży diecezjalnych,
zakonnych i sióstr reprezentujących różne zgromadzenia) prowadzi
działalność religijną wśród Brazylijczyków. Natomiast
jeśli chodzi o duszpasterstwo specyficzne, jakim jest właśnie
duszpasterstwo polonijne, to prowadzone jest ono w następującym
wymiarze. W dużych miastach, gdzie mieszkają Polacy urodzeni w
Polsce lub ich potomkowie będący mocno związani z kulturą i
językiem polskim - istnieją parafie personalne lub kapelanie polskie.
Polskie parafie personalne zostały erygowane kilkadziesiąt lat temu
i istnieją po dzień dzisiejszy w: Kurytybie (Parafia pod wezwaniem
św. Stanisława Biskupa i Męczennika - werbiści), Rio de
Janeiro (Parafia pod wezwaniem Matki Boskiej Jasnogórskiej -
chrystusowcy). Oprócz wymienionych parafii osobowych, istnieją kapelanie
polskie w: Săo Paulo (od początku prowadzona przez salezjanów, a od
grudnia 1996 r. przez chrystusowców), Porto Alegre (wincentyni). Ponadto w Kurytybie
wincentyni odprawiają w swoim kościele parafialnym pod wezwaniem
św. Wincentego każdej niedzieli Mszę św. po polsku.
Również w Kurytybie chrystusowcy raz w miesiącu odprawiają
Mszę św. dla grupy Polaków w
kościele parafialnym pod wezwaniem św. Józefa w dzielnicy Capăo Raso.
Natomiast w rejonach, gdzie żyją potomkowie polskich imigrantów
prowadzone są parafie terytorialne. We wspólnotach tych duszpasterstwo
polonijne uzależnione jest w dużym stopniu od zapotrzebowania samych
Brazylijczyków polskiego pochodzenia, a także od inwencji i
zaangażowania samego duchownego polskiego. Trzeba jeszcze dodać,
że w wielu parafiach prowadzone są lekcje języka polskiego, programy
radiowe o charakterze polonijnym, jak również istnieją zespoły
folkloru polskiego [24].
Warto w tym miejscu
zacytować obserwację Prymasa Polski, kard. Józefa Glempa, który
odwiedzał ośrodki polonijne w Brazylii i Argentynie w 1984 r.
„Ogólnie
można stwierdzić, że w obu wizytowanych krajach duszpasterstwo
polonijne wykazuje tendencje do słabnięcia. (...) Jest to
zrozumiałe, gdy się zważy, że zatrzymał się
dopływ świeżej emigracji, a pokolenia emigracji starej w sposób
naturalny integrują się. Przypomnieć jednak wypada, że
język nie jest ostatecznym kryterium narodowości. Można w
Brazylii spotkać ‘polskie ośrodki’, gdzie cała liturgia odbywa
się w języku danego kraju, a jednak jest to duszpasterstwo polskie.
Decyduje o tym obyczajowość polska, ‘poczucie’ wyrobionej tradycji
cechujące kolonistów, a nade wszystko kult Matki Boskiej
Częstochowskiej. Drugim elementem słabnięcia duszpasterstwa
polskiego jest brak inspiratorów-kapłanów. Każdy kapłan
polonijny, za wyjątkiem kilku, musi jednocześnie pracować na
rzecz duszpasterstwa krajowego. Pracy jest dużo. Trzeba
objeżdżać wiele ośrodków. Niejedna parafia ma do
obsłużenia czterdzieści kaplic. (...)
(...) Integracja społeczności
religijnych ma to do siebie, że wnosi dobro każdej nacji w dobro
wspólne kraju. Zaniedbywanie wychowania katolickiego dzieci i
młodzieży na sposób polski jest zgodą na
przeciętność, na obniżenie poziomu duchowości. W kontekście
brazylijsko-argentyńskim nie da się zaprzeczyć, że polska
katechizacja i polski program duszpasterski, wynikający z zaplecza
tysiącletniej kultury, dają rękojmię osiągnięcia
większej dojrzałości chrześcijańskiej. A to stanowi o
pozytywnym wkładzie na rzecz Kościoła powszechnego. (...).
(...) Sens duszpasterstwa polonijnego nie
polega na tym, aby za wszelką cenę utrzymać język i
obyczaje polskie, ale by jak najpełniej rozwinąć łaskę
wiary opierając się na religijnej kulturze polskiej, i w ten sposób
dać świadectwo życia Kościoła – w sposób godny
naśladowania i przyjęcia” [25].
Według danych
otrzymanych z Komisji Episkopatu Polski do spraw Misji, w marcu 2001 r.
pełniło posługę w strukturach duszpasterskich
Kościoła w Brazylii 312 polskich misjonarzy (4 biskupów, 64
księży diecezjalnych, 184 księży zakonnych, 5 braci zakonnych,
53 siostry zakonne i 2 osoby świeckie) [26].
Aktualnie
wśród 419 biskupów brazylijskich spotykamy 8 pochodzenia polskiego
(Walmor Battú Wichrowski - rezydent w Porto Alegre (RS), Domingos Wiśniewski
- ordynariusz diecezji w Apucarana (PR), Ladislau Biernaski - biskup pomocniczy
w Kurytybie (PR), Isidoro Kosiński - ordynariusz diecezji Tręs Lagoas
(MS), oraz urodzeni w Polsce, mianowani przez papieża Jana Pawła II
(w 1989 r.): Czesław Stanula – ordynariusz diecezji Itabuna (BA) i Augustyn
Stefan Januszewicz - ordynariusz diecezji Luziânia (GO), (w 1998 r.) biskup
Jan Wilk – ordynariusz diecezji Formosa (GO), (w 2000 r.) biskup Edward Zielski
– ordynariusz diecezji Campo Maior (PI) [27].
Natomiast,
według danych statystycznych Kościoła w Brazylii, w 2000 r.
wśród brazylijskiego kleru było 309 księży mających
polskie nazwisko. W liczbę tę nie wliczamy spotkanych
księży z polskimi nazwiskami, którzy przyjęli tutejsze obywatelstwo
i figurują jako Brazylijczycy.
Również nie ujmujemy w tę liczbę duchownych z polskimi
nazwiskami, a będących
obywatelami: Anglii, Austrii, Kanady, Niemiec, Stanów Zjednoczonych [28].
2. Specyfika pracy polskich misjonarzy
Na wstępie
należy poczynić następujące wyjaśnienie. Jeśli
autor zamierza pokrótce omówić charakterystykę pracy polskich misjonarzy
w Brazylii, to dokonuje pewnego rozgraniczenia. Specyfika ta polega na aktywnym
włączeniu się w struktury Kościoła lokalnego i
prowadzeniu duszpasterstwa w poszczególnych parafiach terytorialnych (miejskich,
a także tych położonych w głębi kraju w tzw.
interiorze). Charakterystyka wyraża się również na pewnej inności,
jeśli chodzi o posługę duszpasterską realizowaną na
rzecz wiernych polskiego pochodzenia. Jeśli autor pisze o inności,
to ma na względzie pracę duszpasterską prowadzoną przez
polskich duchownych wśród Polonii zamieszkałej w innych częściach
świata.
Praca duszpasterska
polskich księży w Brazylii, odbiega
od stylu pracy duchownych z Polski pełniących posługę w innych
rejonach świata. Zresztą każdy
kraj jest inny, stąd warunki, charakter i styl pracy wyrażają
się inną specyfiką.
Godnym
podkreślenia jest następujący fakt. Dla misjonarza polskiego
praca w brazylijskiej parafii miejskiej ukazuje wiele elementów pozytywnych,
których wcześniej nie spotykał w pracy duszpasterskiej w Polsce. Ks.
Józef Poszwa TChr., zauważa:
„We wspólnocie miejskiej zawsze znajdą
się rodziny bardzo zaangażowane w życiu parafii i
żyjące na wysokim poziomie duchowym. Są pomocą,
przykładem dla innych, a także ciągłą motywacją
do wzrostu duchowego kapłana. Istnieje dużo nowych inicjatyw. Jednym
słowem ‘materiał ludzki’ w parafiach miejskich jest bogatszy. Nie
brakuje w nich liderów. Stąd też duszpasterstwo katechetyczne,
liturgiczne i inne, rozwija się lepiej. Ciągle powstają nowe
tzw. sektory pastoralne – jak obecnie: duszpasterstwo trzeźwości, czy
duszpasterstwo dla starszych (tzw. trzeci wiek). Dziecięctwo Misyjne
stało się nową siłą wspólnoty. Jest to piękna
praca ewangelizacyjna wśród dzieci i przez dzieci. Dzięki temu następuje
powrót wielu rodzin do Kościoła. W mieście występuje
większy odzew na apele, zwłaszcza społeczno-charytatywne
Kościoła” [29].
Największym
trudem w pracy duszpasterskiej w brazylijskich parafiach miejskich jest z
pewnością duża liczba wiernych, jak również
postępujące coraz bardziej zeświecczenie tutejszego
społeczeństwa. Swoiste utrudnienie stanowią także
różnorodne sekty czy też występujący wśród wiernych
synkretyzm religijny. Oto świadectwo kapłana diecezjalnego, ks.
Mariana Kuleszy, który od 1980 r. pracuje w stołecznej parafii:
„Jak w całej Brazylii, trudności
w pracy duszpasterskiej są duże. Sekty psują ludzi;
spłycają religię widząc w niej środek magiczny do
polepszenia życia i konsekwentnie nie wymagają nawrócenia –
porzucenia grzechu. W zamian zaś wymagają płacenia danin, ofiar,
nazwanych dízimo (dziesiąta część zarobków). Co gorsze – w
taki sposób kształtują też sumienia młodego pokolenia, w
czym wydatnie pomagają – niestety – niektóre szkoły katolickie. Misja
nasza: przekazać wiarę – w tych warunkach jest więc trudna” [30].
Z kolei
świadectwo innego polskiego kapłana (już wyżej cytowanego),
ks. Józefa Poszwy TChr., który od 12 lat jest proboszczem miejskiej parafii pod
wezwaniem św. Piotra i Pawła w Kurytybie:
„1. W tak zwanych kondominiach zamkniętych
utrudniony jest dostęp do setek rodzin. Całkowita izolacja rodzin od
życia społecznego, zwłaszcza w parafii. Ludzi żyją w
zupełnej anonimowości; 2. Praca duszpasterska ogranicza się do
godzin wieczorowych i pod koniec tygodnia. Celebracje wspólnotowe mogą
się odbywać tylko wieczorami, jak również wszelkie zebrania, spotkania,
kursy odbywają się na ogół w soboty i niedziele. To z kolei jest
utrudniane przez często przypadające dni wolne, mające miejsce
pod koniec tygodnia. W ciągu dnia możliwe są tylko odwiedziny
starszych i chorych; 3. Dzieci i młodzież: Jest dużo
zajęć w szkołach i poza nimi. Większość
młodzieży uczy się i jednocześnie pracuje. Nie
znajdują czasu na udział w życiu wspólnoty. Mały procent
dzieci i jeszcze mniejszy młodzieży, uczestniczy w życiu parafii.
Nawet z rodzin bardzo katolickich. Na terenie parafii spotyka się
duży procent młodzieży zażywającej narkotyki,
istnieją też gangi młodzieżowe; 4. Migracja rodzin: Dużo
nowych osiedli mieszkaniowych. W ogóle sporo rodzin opuszcza parafię i na
ich miejsce pojawiają się nowe. Problemy ekonomiczne, związane z
pracą, a także inne powodują ciągłą
migrację. Rodziny, które przybywają z innych dzielnic miasta, czy
regionów kraju najpierw „urządzają się” i kościół
zostaje na ostatnim miejscu; 5. Sekty: Trudne problemy finansowe, zdrowotne,
bezrobocie – powodują szukanie rozwiązań natychmiastowych i w
części sekty w tym pomagają. Po czasie, dużo rodzin wraca
do Kościoła” [31].
Z kolei, innym
rodzajem trudności, na jakie napotykają polscy misjonarze w parafiach
terytorialnych położonych w głębi kraju (w tzw.
interiorze) są: odległości, duża ilość
kościołów filialnych, czy też szkół, do których - przynajmniej
raz w miesiącu - docierają oni z posługą religijną.
Można zaryzykować stwierdzenie, że misjonarz-duszpasterz jest
ciągle w drodze. Należy jeszcze dodać takie trudności jak:
słaby (a może lepiej powiedzieć: beznadziejny) stan dróg w tzw.
interiorze (z pewnością trudno sobie wyobrazić tę
rzeczywistość, kiedy się mieszka w Polsce czy innym kraju. Po
prostu to trzeba samemu przeżyć, aby lepiej zrozumieć
sytuację polskich misjonarzy),
kwestie klimatyczne, językowe (szczególnie mocno odczuwane przez
początkujących misjonarzy), problem zrozumienia i zaakceptowania mentalności
tutejszej ludności, itp. Oto spostrzeżenia ks. Zachariasza Kruży
MSF.:
„Tu
trzeba przekroczyć parę barier, które niechętnie otwierają
się przed przybyszem z Europy. Pierwsza bariera – to aklimatyzacja.
Słabe natury, ludzie z wadą serca – odpadają. (...)Drugą
barierą to język. Uczenie się tego języka w kraju daje
mało korzyści. Są takie same trudności z wymową, jak w
języku angielskim. Zaczynam się powoli wgryzać w arkana tej
trudnej i pięknej mowy o przewadze samogłosek i z częstymi nosówkami.
(...) Poza tymi barierami trzeba zachować ostrożność we
wszystkim, a przede wszystkim w jedzeniu, w pracy, w towarzystwie, aby nie
stracić zaufania. Nadużycie dobroci tutejszych ludzi już dwóch
duchownych gorzko odpokutowało” [32].
W sumie, cała
ta wyżej zasygnalizowana rzeczywistość (poprzez wymienienie
przynajmniej niektórych trudności) dotyczyć będzie całej
problematyki związanej z integracją naszych misjonarzy. Z
pewnością integracja misjonarza jest procesem koniecznym i nieuniknionym.
Autor jest przekonany, że misjonarz, oprócz wkładanego wysiłku
duszpasterskiego w Kościół lokalny, powinien zachować
wierność wobec polskiej tradycji, kultury, w których przecież
ukształtowało się jego człowieczeństwo i
powołanie.
„O integracji
jednostki lub grupy mówić można wówczas, gdy jest ona aktywnym
podmiotem w środowisku, w którym żyje, uczestniczy w różnych
formach działania i dostrzega swoje dobro w ogólnym dobru danej
społeczności, ale jednocześnie korzysta z wartości swojej
pierwotnej kultury” [33].
Autor ma
świadomość, że stwierdzenie ks. R. Dzwonkowskiego znajduje
swoje odzwierciedlenie w życiu polskiego misjonarza, który nie odcinając
się od kulturowego bogactwa swojego narodu (zakotwiczonego przecież
w kulturze chrześcijańskiej), potrafi także przyjmować
wartości Brazylii, w której pełni posługę
duszpasterską. Z pewnością proces integracji u poszczególnych
misjonarzy przebiegać będzie w różnym stopniu. Nie należy
do kompetencji autora omawianie tej – na pewno złożonej i bardzo
trudnej – problematyki [34].
Warto w tym miejscu
zacytować wypowiedź ks. Francisco de Assis Pereira, który
witając - w imieniu duchowieństwa brazylijskiego - Ojca św. Jana
Pawła II w Natal (RN) 13 października
1991 r. powiedział o misjonarzach zagranicznych:
„...
Wobec wielkich potrzeb duchowych naszego ludu jest nas tak mało. Liczymy
jednak na współpracę tylu braci, którzy opuścili swoje kraje i
odpowiadając na apel misji ‘ad gentes’, przypomniany z mocą w
ostatniej Encyklice ‘Redemptoris missio’, w chwalebnym sposobie inkulturacji
tak dobrze przyswoili sobie brazylijski sposób bycia”[35].
O tym, jak proces
integracyjny jest trudnym okresem dla świeżo przybyłego misjonarza,
niech świadczy niniejsza wypowiedź ks. mgr Zdzisława
Nabiałczyka TChr.:
„...Największą
trudnością, oczywiście był brak znajomości języka
portugalskiego, a poza tym różnice kulturowe. Kosztowało mnie też dużo
przyzwyczajenie się do tutejszej kuchni, co na początku
spowodowało pewne kłopoty zdrowotne. Z biegiem jednak czasu tego
typu trudności zostały przezwyciężone i myślę,
że stało się to pod wpływem naszych współbraci, którzy
w dużym stopniu poprzez swoją obecność i pomoc w ramach załatwiania
formalności prawnych, oraz serdeczność w przyjęciu nas w
tej prowincji, sprawili, że się nie spakowałem i nie
poprosiłem o powrót do kraju. W tej
chwili, oczywiście po pobycie kilkuletnim w Brazylii, jestem dobrej
myśli i sam nawet zauważyłem, że staję się w
pewien sposób podobny do tych, co się tu urodzili. Nie wiem czy to jest
powód do dumy, ale lubię Brazylię, choć czasami człowiek
jest zmęczony, a nawet lekko podenerwowany pewnymi absurdami, z którymi
myślę każdy z nas się spotyka w pracy, czy we
współżyciu z innymi na parafiach” [36]. Inny
z naszych misjonarzy, ks. mgr Zbigniew Minta TChr. zauważa: „Człowiek ze swej natury zdolny jest do
przekraczania granic, w szerokim tego słowa znaczeniu. O ileż
więc bardziej misjonarz Kościoła niosącego Dobrą
Nowinę na krańce świata. Po przekroczeniu granic terytorialnych
i kulturowych rzeczą nieodzowną jest inkulturacja, integracja, swoista
adaptacja misjonarza ze społecznością lokalną. Proces
adaptacji zawiera element poznawczy pozwalający misjonarzowi na ‘odkrycie’
nowej sytuacji, uczenia się nowych wzorców i sposobów zachowania. Proces
może się okazuje się także bolesny, zwłaszcza w
początkach, gdzie wszystko wydaje się inne i obce”.
Ks. mgr Zbigniew Minta TChr. wymienia takie trudności, na jakie
napotykał w swoich początkach:
„przystosowanie
się do wilgotnego, gorącego klimatu, kwestia opanowania języka
portugalskiego (tutaj naprzeciw tej trudności wyszła Konferencja
Biskupów Brazylii [CNBB], organizując w stolicy kraju kurs językowy
dla misjonarzy), problem zrozumienia mentalności miejscowej ludności,
zwłaszcza pochodzenia polskiego, która stwarza wiele problemu na drodze
zjednoczenia ideałów i działań”[37].
Oto wypowiedź najmłodszego naszego misjonarza, ks. mgr
Grzegorza Kozieńskiego TChr., przybyłego do Brazylii w 2000 r.:
„Nie
trzeba nikogo uświadamiać, ani przekonywać, że wszelkie
początki, zawsze wydają się być bardzo trudne. Po raz
kolejny przymierzam się do ‘nowego’, innego miejsca, po pięciu
miesiącach pobytu w Brazylii. Po doświadczeniach pracy w wielkich
metropoliach (Kurytyba, Săo Paulo, Rio de Janeiro) nadszedł czas, by
doświadczyć rzeczywistości brazylijskiego interioru. Mam
więc od początku wejść w całkowicie nową i
nieznaną mi rzeczywistość parafii terytorialnej. Ostatnie 46 km
drogi, do celu mego przeznaczenia, nie ma asfaltu. Nie ukrywam, że w
czasie ostatnich kilometrów podróży pojawiało się pytanie:
‘Boże, gdzie ja jestem?’ Kolejnym trudnym doświadczeniem we
wchodzeniu w nową rzeczywistość wydaje się być problem
znajomości kultury i tradycji mieszkańców tego miejsca. Po
doświadczeniu pracy w parafiach wielkomiejskich zauważam, że
kwestia nieznajomości języka, kultury i tradycji w placówkach
wielkomiejskich nie była, aż tak przygnębiająca w
początkach mej pracy. To ‘musieć’ nie było, aż tak
naglące. Przez pięć miesięcy pobytu w cytowanych
metropoliach, problemy te stawały się normalne. Postawa parafian, czy
innych osób spotkanych przypadkowo, potwierdzały, że rozumieją
mój trudny start w nowej rzeczywistości. Pozwalały myśleć:
nie przejmuj się zbytnio, że nie znasz języka, kultury i
zwyczajów nowej rzeczywistości. Masz jeszcze na to sporo czasu.
Dzięki temu, początki mego pobytu w Brazylii, nie były w
żadnym przypadku przygnębiające, pomimo praktycznie zerowej
znajomości języka, kultury i obyczajów. Natomiast wejście w
rzeczywistość interioru wydawało się w pierwszych dniach o
wiele bardziej przygnębiające. Najtrudniejsze wydawały się
pierwsze dni, w których, nie miałem okazji utwierdzić się w
przeświadczeniu, że dobrze zrobiłem przyjeżdżając
do Brazylii. Już w pierwszych dniach tutejsza społeczność,
wyrażała wielkie zdziwienie, a nawet uśmiech, że ‘nowy
ksiądz’ nie mówi po portugalsku. Wiem i zdaję sobie sprawę,
że to żaden problem. Jednak, gdy przez 150 dni
doświadczałem praktycznie tylko zrozumienia, to trudno jest się
‘przestawić’ z dnia na dzień. Sytuacje przynajmniej w pierwszym
zderzeniu z tak ‘nową’, a zarazem ‘inną’ rzeczywistością,
mogą całkowicie zniechęcić do pozostania w tej
rzeczywistości. Z perspektywy trzech miesięcy pobytu w Dom Feliciano.
Doświadczając swoistej dwujęzyczności, która
niewątpliwie dawała i daje radość oraz pobudza do tego, by
wierzyć, że warto opuścić rodzinne strony, by
właśnie tu w Brazylii być i pracować” [38].
Warto jeszcze
zacytować wypowiedź ks. Adama Bonieckiego MIC, który
komentując prezentowany (przez telewizję w Polsce) film o polskim
misjonarzu w Andach, potrafił w kilku zdaniach dobrze
scharakteryzować warunki, w jakich częstokroć przychodzi
żyć i pracować naszym misjonarzom:
„...nie oglądaj filmów o życiu
misjonarzy, nie czytaj wspomnień misjonarzy, nie oglądaj
zdjęć przedstawiających misjonarzy w otoczeniu rozkosznych
dzieci murzyńskich albo indiańskich. To nie jest prawda o misjach.
Dobrzy ojcowie misjonarze starają się pokazać Ci chwile
piękne, uroczyste i radosne, dlatego w listach nie opisują
codziennego życia, lecz – by Cię zainteresować – same wydarzenia
nadzwyczajne. Sam nie byłem misjonarzem, ale odwiedziłem wiele misji
i wiem, że prawda o nich to codzienność, że
groźniejsze od wężów i skorpionów jest poczucie obcość
i samotność, i że najgorsze niespodzianki gotuje misjonarzowi
jego własne zdrowie. Tego w misyjnych filmach nie uświadczysz. Pokazuje
się misje trochę jak urocze spotkanie
z biednymi i słabymi, którym można pomóc, a oni za to cię
kochają i są nieskończenie wdzięczni. Te piękne
obrazki, jeśli nawet służą budzeniu misyjnego zapału
w tzw. ‘młodych sercach’, pomijają coś istotnego w
wielkości misjonarzy. (...) Do niektórych miejsc nikt, poza misjonarzem,
nigdy nie dociera. Nigdy! Czuje się więc za tych ludzi
odpowiedzialny. Fizyczna słabość, zniechęcenie,
samotność. Bez upiększeń i bez patosu. (...) Jeśli ten
film[39] jest patetyczny, to dzięki swej
prostocie. Nie ma w nim spektakularnych gestów ani wielkich słów. Nie
brzmią wzniośle nawet słowa z ostatniej sceny filmu, kiedy
misjonarz wyznaje tonem rzeczowej informacji, że w chwilach
zniechęcenia, w samotności, ucieczki i oparcia szuka w Bogu. Te
słowa nie brzmią wzniośle, ale wiarygodnie”
[40].
Tutejszy Episkopat
wychodzi naprzeciw przybywającym misjonarzom, aby im pomóc w: zrozumieniu
i poznaniu realiów Kościoła i społeczeństwa brazylijskiego
oraz zapoznaniu się z podstawami języka portugalskiego. W tym
też celu organizowane są 3-miesięczne kursy w Misyjnym Centrum
Kultury (Centro Cultural Missionário) w stolicy kraju, w Brasílii. Ks.
mgr Andrzej Sobczyk TChr. brał udział w 72 kursie zorganizowanym
przez wspomniane wyżej Centrum Misyjne. Oto jego ocena tego kursu:
„...Pod
względem merytorycznym, kurs jest bardzo dobry. Przeszły przez niego
całe rzesze obcokrajowców różnych narodowości i nauczycielki
mając doświadczenie, już wcześniej wiedzą, na jakie
trudności napotykają ich uczniowie. Mieszkając na co dzień
w gronie międzynarodowym, w wielu wypadkach język portugalski
pozostaje jedynym sposobem komunikacji, co jeszcze bardziej mobilizuje do
studiowania. W czasie kursu studenci mają okazję mieszkać jeden
tydzień w rodzinach brazylijskich, co pozwala zaobserwować
postępy językowe. Podsumowując, kurs ze strony metodycznej jest
bardzo dobry, ale pod względem inkulturyzacji (a jest to jeden z
głównych celów 3-miesięcznego i to nie darmowego pobytu w Misyjnym
Centrum Kultury) pozostawia jeszcze wiele do życzenia” [41].
Po tym co
zostało napisane wyżej, można pokusić się i postawić
następujące pytanie: w jakich więc warunkach rozpoczynali
pracę pierwsi polscy misjonarze w Brazylii? Cały ten okres
posługi polskich misjonarzy w Brazylii autor chciałby
podzielić na dwa etapy. Pierwszy:
dotyczy przede wszystkim czasu związanego z osiedlaniem się polskich
imigrantów. Drugi: to okres związany z Soborem Watykańskim II,
aż po aktualne dni.
W ostatnich
sześciu latach, ze względu na pełnioną funkcję w zgromadzeniu
zakonnym, autor miał możliwość - dosyć często -
przemierzać samochodem południowe stanu Brazylii. Niekiedy, w czasie
podróży, próbował wyobrażać sobie ową rzeczywistość
sprzed 130 (i więcej) lat, kiedy nasi wychodźcy stawiali pierwsze
kroki na tych terenach. Starał się również wyobrazić sobie
pierwszych polskich misjonarzy, którzy przemierzali te tereny spiesząc z
posługą duszpasterską naszym rodakom. Jeżeli jeszcze dzisiejsze
parafie rozciągają się na dużej przestrzeni i ze
względu na różne uwarunkowania klimatyczne trudno duszpasterzowi dotrzeć
do wiernych (ulewne deszcze czynią bite drogi nieprzejezdnymi), to z
całą pewnością dużo trudniej było w
przeszłości i to niezbyt odległej? Ówcześni polscy misjonarze
mieli do obsłużenia teren, na
którym dzisiaj znajduje się kilka powiatów, jak też i parafii.
Jedynym, najlepszym wówczas środkiem lokomocji był koń czy
muł [42].
Oto swoiste świadectwo O. Andrzeja M. Wolsztyniaka OP., który pracował
wśród Brazylijczyków zamieszkujących tereny położone w dorzeczu
rzek: Araguaia, Tocantins, Paraiba, a także na płaskowyżu
dzisiejszego Dystryktu Federalnego: „...miałem przez 20 lat siodło
między ludzkim pośladkiem, a końskim grzbietem” [43].
Albo inne świadectwo: „I znów te 100 km po wybojach, kamieniach i
bajorach, które potworzyła nocna burza” [44].
Z biegiem czasu,
kiedy wytyczono już bite drogi, misjonarz przemieszczał się po
swoim terenie używając wozu konnego [45].
Godną
odnotowania wydaje się być ta oto rzeczywistość. W 1894 r.
rozpoczął posługę pierwszy w Paranie biskup, José de
Camargo Barros. W tym czasie w Paranie było 20 parafii. Spośród nich
tylko 13 miało swojego proboszcza. Tereny do obsługi były
olbrzymie. Dominowały na tych terenach bezdroża i lasy [46].
Stąd też
w okresie, kiedy przybywali do Brazylii pierwsi polscy księża, na
ogół byli mile widziani, gdyż jak wyżej podano, duszpasterzy
było bardzo mało. Duchowny przybywający do Brazylii,
oczywiście, winien podporządkować
się prawom i zwyczajom w tym kraju. Przed otrzymaniem jurysdykcji
musiał złożyć egzamin ze znajomości języka portugalskiego
oraz przysięgę posłuszeństwa wobec miejscowego biskupa [47]. Jeszcze w 1905 r. biskup z Kurytyby, Duarte
Leopoldo e Silva domagał się od księży cudzoziemców
pracujących na terenie diecezji, aby jak najszybciej nauczyli się
języka portugalskiego. Wspomniany biskup nawet groził konsekwencjami.
Jeżeli misjonarz pracujący w diecezji, w odpowiednim czasie, nie
nauczy się języka portugalskiego, z którego winien zdać egzamin,
nie otrzyma pozwolenia na spełnianie funkcji kapłańskich na
terenie diecezji [48].
Warto w tym miejscu
oddać głos jednemu z ówczesnych misjonarzy:
„Podczas mojej ostatniej podróży
leśnej pewna nauczycielka zapytała mnie, czy nie mam dosyć
ustawicznego podróżowania po lesie? ‘Oczywiście, podróże
duszpasterskie po lesie są uciążliwe’ – brzmiała moja
odpowiedź, i nie byłbym w stanie podróżować, gdybym nie
wiedział, że istnieje nagroda wieczna; jedynie myśl o
wieczności dodaje mi sił i odwagi do znoszenia wszystkich przeciwności.
Ofiary, które musi ponosić misjonarz,
są najrozmaitszego rodzaju, moralne i fizyczne. Trzeba dokładnie
trzymać się planu podróży. Trzeba podróżować przy
każdej pogodzie, także w deszczu i burzy
[49].
Inny misjonarz tak
opisał napotkane trudności:
„...Wkrótce okazało się, że
dom opanowały całkowicie pchły piaskowe. Gdy dom był
niezamieszkały, pod podłogą miały legowisko świnie i
kozy. Teraz wszędzie pełno było pcheł piaskowych – w domu,
kuchni, szopie i stajni. Próbowano wszystkiego, aby przepędzić
dokuczliwe robactwo. Sąsiedzi współczuli mi i posypywali wszystko
ostrymi środkami. Nie dało rezultatu. Cierpiałem niewypowiedzianie
z powodu tej plagi. Jak wiadomo, pchły piaskowe wgryzają się pod
paznokcie i powodują ropienie. Z
trudem można wytrzymać swędzenie. Nie mogłem spać. Aby
doznać ulgi, wstawałem w nocy, brałem kołdrę pod
pachę i szedłem do kościoła, żeby tam się
wyspać. Ale i tam doznawałem udręki. Wkrótce stan mój
pogorszył się: nogi popuchły i pokryły się ranami. Nie
mogłem włożyć obuwia. Powoli rany rozeszły się po
całym ciele. W tym czasie często myślałem o Jobie, który
był pokryty ranami. (...) W ciągu długich lat podróżowania
po lasach dziewiczych nauczyłem się używać talerzy i
łyżek, które były czarne od brudu. Nóż i widelec stały
się dla mnie już zupełnie zbędne. Nawet mięso
wołowe ususzone na słońcu, które po długim gotowaniu jest
zawsze twarde i łykowate jak skóra na podeszwie, z czasem przerażało
mnie coraz mniej. Odrażający zapach znosiłem mężnie.
Aby nie okazać, że spożycie ofiarowanego mi posiłku
kosztuje mnie tak wiele, połykałem kilka zupełnie małych
kawałków tego wstrętnego mięsa. Spożywałem je razem z
fasolą zepsutą, potem okropny rosół i raz, dwa, trzy –
byłem gotów.
Ludzie dziwili się i pytali, czy nie
jestem głodny, ale ratowałem się zawsze jakąś
wymijającą odpowiedzią. W głębi duszy zawsze
miałem nadzieję, że poczęstują mnie jeszcze mlekiem z
mąką kukurydzianą, co było dla mnie prawdziwym
smakołykiem, nawet gdy podano je w rogu wołowym. Jeśli w
jakimś domu było naprawdę źle, będąc skazanym na
zbyt surowy post, pocieszałem się myślą, że jutro
będę w innym domu, tam będzie prawdopodobnie lepiej. Prócz tego
zabierałem zawsze ze sobą żelazną porcję, z którą
obchodziłem się bardzo oszczędnie, aby coś z niej
zachować aż do ostatniego dnia podróży. Ale w Laranjeiras
dzień w dzień musiałem się zadowolić tym, co mi
podawano...” [50].
Oto
rzeczywistość z 1929 r. opisane przez jednego z misjonarzy:
„Przy pogodzie deszczowej Guarapuava jest
prawie zupełnie odcięta od pozostałego świata; tylko
telefon i wierzchowiec są jedynymi środkami łączności;
mijają nieraz dwa lub trzy tygodnie bez otrzymania poczty, deszcz
przekreśla nieraz niejeden piękny plan. Także nasze podróże
duszpasterskie cierpią przy długotrwałym deszczu, chociaż
odbywamy je konno, względnie na mule, i w ten sposób jesteśmy mniej
zależni od pogody. Ale wtedy rzeki i strumienie wzbierają i przejazd
przez nie staje się niebezpieczny, czasem nawet niemożliwy, bo mosty
spotyka się rzadko”[51].
Jeszcze jedno
wspomnienie misjonarza:
„Ubranie i wyroby skórzane nigdy nie
wysychają dobrze przy długotrwałym deszczu, butwieją i
zaczynają gnić. Czysta bielizna przy ubieraniu jest zwykle wilgotna.
Również i zapasy żywności, które zabiera się ze sobą,
psują się i są nie do spożycia. Najgorzej jest jednak gdy
przy pogodzie deszczowej trzeba przenocować pod gołym niebem. To
zdarza się co prawda nie często i zwykle tylko wtedy, gdy się
zabłądzi w lesie” [52].
A warunki mieszkalne,
czy też inne trudności? Tu już trzeba oddać się -
niekoniecznie - wybujałej wyobraźni, aby zrozumieć: trud i
poświęcenie pierwszych polskich misjonarzy. To byli – według
autora monografii – prawdziwi bohaterowie. Ich bohaterstwo
płynęło z Ewangelii.
Trzeba też
podkreślić, że w początkach przybywania naszych
wychodźców do Brazylii, nie było w tym kraju parafii sensu stricto
narodowościowych. Tak proboszcz, jak też kapelan byli duszpasterzami
dla wszystkich mieszkańców danego regionu, a nie tylko dla np. imigrantów
polskich [53].
Przykładowo, biskup Duarte Leopoldo e Silva, rezydujący w Kurytybie,
wydał w 1905 r. list skierowany do wszystkich duchownych. W piśmie
zabraniał tworzenia zamkniętych enklaw. Biskup domagał się,
aby misjonarze cudzoziemcy jak najszybciej nauczyli się języka
portugalskiego. Duszpasterze mieli
otoczyć taką samą opieką tak swoich rodaków, jak też i
miejscową ludność. Jednak według biskupa, imigranci nie
znający jeszcze języka portugalskiego, nie powinni być
pozbawieni opieki duchowej [54].
Również godnym
uwagi jest to, że występowała zbyt mała liczba polskich
księży, aby dobrze obsłużyć kolonie zamieszkałe
przez polskich imigrantów. Na ten temat pisał ks. Ludwik Bronny CM do
kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski i Patrona Opieki nad rodakami za
granicą:
„Jako
wice-wizytator Polskiej Prowincji Księży Misjonarzy w Brazylii,
jestem poniekąd zobowiązany niepokoić Waszą
Ekscelencję w bardzo ważnej sprawie. Po części jestem
bowiem odpowiedzialny, za obsługę religijną w polskim
języku i przez polskich księży, tutejszych rodaków [w] Brazylii.
Zgromadzenie Księży Misjonarzy polskich, starało się i
stara jak najsumienniej obsługiwać polskie kolonie, utrzymując w
nich ducha religijnego i narodowego.
Ostatnimi jednak czasy nie możemy
podołać naszym obowiązkom z tego powodu, że jest nas za
mało tu w Bazylii, a wysiłki uczyniły już niejednego
niezdolnym do pracy.(...)
(...) Jedyny ratunek widzę
posłać na placówki, które musimy opuścić księży
ze Seminarium w Potulicach. Proszę napisać mi łaskawie, czy to
jest możliwe, a po otrzymaniu odpowiedzi, podam realne projekty i warunki
i kolonie można by zaraz objąć. (...)
(...) Za obowiązek Polaka i
przełożonego naszych parafii w Brazylii uważam,
rozwiązać ten problem religijny i narodowy w powyższy sposób, za
zgodą Waszej Eminencji...” [55].
Tym cytatem
pragniemy zamknąć pierwszy okres działalności polskich
misjonarzy w Brazylii. Poniżej skoncentrujemy naszą uwagę na
czasie związanym z Soborem Watykańskim II i na rzeczywistości
Kościoła w tym kraju. W tym okresie, w tych jakże innych,
wielokrotnie trudniejszych niż w Polsce warunkach, rozpoczynali nasi misjonarze
pracę w Brazylii. Oczywiście była to kontynuacja posługi
zapoczątkowanej przez pionierów duszpasterstwa polskiego w tym kraju.
Jeszcze przed
Soborem Watykańskim II dał się zauważyć i odczuć
wpływ ruchów zwiastujących zmiany w brazylijskim Kościele.
Stopniowo wzrastał podział w Episkopacie Brazylii, a także
wśród duchowieństwa, zakonników i osób świeckich, na dwa bloki:
“odnowicieli” i “konserwatystów”. Odczuwało się w Kościele w Brazylii,
również wzrost pewnego napięcia. Natomiast z chwilą
rozpoczęcia się Soboru Watykańskiego II w 1962 r. pojawiły
się przed Kościołem tego kraju uzasadniające perspektywy
wypracowania nowych linii teologicznych i duszpasterskich. To z kolei
umożliwiło wypracowanie nowego modelu Kościoła,
określanego jako: Lud Boży. Oczywiście, że ten model opracowany
w Europie zaczął przyjmować cechy charakterystyczne dla
rzeczywistości Ameryki Łacińskiej. Zmiana modelu
przyczyniła się do powstania silnego kryzysu w łonie Kościoła
w Brazylii, tak wśród przedstawicieli Episkopatu, jak i duchownych diecezjalnych,
zakonnych, a nawet katolików świeckich. Przejawy wspomnianego kryzysu -
mającego początek w latach sześćdziesiątych -
dają się odczuwać w jakiś sposób po dzisiejszy dzień [56].
Właśnie pierwsi duchowni
polscy przybyli do Brazylii w tym okresie, natrafili na zaanonsowane
powyżej trudności, jakie napotkał tutejszy Kościół
katolicki. Zaadoptowanie się do nowego modelu Kościoła
było trudnym procesem dla tutejszego duchowieństwa [57].
Cóż dopiero dla misjonarzy przybyłych z innych uwarunkowań
kulturowych, czy kościelnych? W takiej właśnie sytuacji
znaleźli się pierwsi, jak również następni polscy duchowni
w Brazylii [58].
Posługa w
tutejszych parafiach terytorialnych, należących do poszczególnych
diecezji, wymaga od każdego duszpasterza - a szczególnie
przybywającego z innej rzeczywistości misjonarza - umiejętności
dostosowania się do ducha Kościoła lokalnego oraz ustalonych
norm pastoralnych.
Należy
podkreślić duże uczestnictwo osób świeckich w dziele ewangelizacji
i zaangażowanie w strukturach duszpasterskich. Różnorodna praca
świeckich zwraca szczególną uwagę misjonarza, który zaczyna
stawiać pierwsze kroki w tym kraju. Oto świadectwo jednego z
misjonarzy, ks. mgr Andrzeja Sobczyka TChr.:
„Ogromnym
i zarazem pozytywnym zaskoczeniem dla mnie był udział ludzi
świeckich w życiu wspólnotowym, ich zaangażowanie w liturgii i
troska o dobro materialne Kościoła lokalnego, czego w takim stopniu
nie spotyka się w Polsce” [59].
Misja osób
świeckich w Kościele latynoamerykańskim, a szczególnie
brazylijskim, ma już swoją historię. Rola i zaangażowanie
osób świeckich w Kościele tego kontynentu zostały wyraźnie
podkreślone w dokumentach Episkopatu Ameryki Łacińskiej (Medellin,
Puebla, Santo Domingo) [60].
Trzeba przyznać, że dzięki osobom świeckim - które
przyjęły do serca Ewangelię i zaangażowały się u
boku kapłanów w pracy duszpasterskiej - tutejszy Kościół
stanowi wielką siłę ewangelizacyjną i przemieniającą
istniejące struktury społeczne. Z pewnością misjonarz przybywający
z Polski, stając wobec takiej rzeczywistości, potrzebuje
przejść proces swoistego nawrócenia. To znaczy umieć zaakceptować
istniejące formy duszpasterstwa i dostrzec dużą rolę osób
świeckich. Ponadto udział osób świeckich w dziele
ewangelizacyjnym Kościoła wymaga od duszpasterza zaangażowania
na rzecz formacji miejscowych liderów, a szczególnie katechetów.
Równocześnie duszpasterz powinien dobrze poznać ruchy popularne
wyróżniające się swoją specyfiką, lecz pracujące
we wspólnocie kościelnej w duchu komunii i uczestnictwa.
Trzeba ponadto
zauważyć dużą rolę, jaką odgrywają w Kościele
małe wspólnoty wiernych. Dzięki nim staje się on nie tylko
wspólnotą wspólnot, ale także jest żywy, dynamiczny i bardzo
obecny w różnorodnych strukturach społecznych tego kraju [61].
Tak więc
misjonarz przybywający do Brazylii, potrzebuje dokonać swoistej,
osobistej przemiany czy wręcz nawrócenia, aby potrafić zaakceptować
styl pracy tutejszego Kościoła. Winien także umieć dostrzegać
zachodzące w społeczeństwie różnorodne przemiany. W
procesie otwartości i stałej uwagi, pomocne stają się -
dla przybywającego misjonarza - dokumenty tutejszego Episkopatu. W nich
odnajduje nie tylko wskazania co do urzeczywistnianej akcji ewangelizacyjnej,
ale także bogactwo informacji i wskazań dla osobistego rozwoju
intelektualnego i duchowego [62].
Polscy misjonarze
poświęcili (i nadal poświęcają) dla Kościoła
w Brazylii swoje ideały, uzdolnienia, zdrowie, trudy, życie. Za
symboliczny owoc tej dedykacji można uznać postać ks. Rudolfa
Komorka, salezjanina i kandydata na ołtarze. Jego proces beatyfikacyjny
rozpoczął się 31 stycznia 1964 r. w diecezji Taubate, w Brazylii
[63].
Autor tej
monografii jest głęboko przekonany (po tym co wyżej zostało
zaprezentowane, a przecież sygnalizując tylko tę
złożoną przecież problematykę) o tym, by w przyszłości
zająć się bardziej szerszym i – na ile by to było
możliwe - szczegółowym opracowaniem wkładu polskich misjonarzy
w ewangelizację Brazylii, a także w różnorodny jej rozwój. Niniejsza monografia niech
posłuży jako wstęp do dalszych badań i opracowań.
Bowiem nie można zgodzić się na to, aby całun zapomnienia
przykrył to wszystko czego dokonywali – i nadal dokonują - polscy
misjonarze w Brazylii. Tu nie będzie wcale chodziło o przedstawienie
swoistego rodzaju „chwalenia się”, ale – po prostu – oddania głosu
historii. To właśnie ta historia, opracowana rzetelnie i obiektywnie,
winna odnotować to różnorodne utrudzenie polskich misjonarzy
pracujących na Niwie Pańskiej w Brazylii.
3. Dorobek polskich
misjonarzy
Już sam tytuł rozdziału może budzić
pewne zastrzeżenia. Trudno jest bowiem omawiać dorobek poszczególnych
osób. Jakżeż więc można opisać dorobek osób poświęcających
się specyficznej pracy, jaką jest posługa duchowa? Chociaż
posługa duszpasterska częstokroć związana jest z
różnorodną działalnością zewnętrzną i nawet
materialną, to jednak jest ona widoczna i w jakiś sposób staje
się także wymierna. Może jednak nie w całej pełni i
nie tak do końca....
Z pewnością trudno będzie przedstawić kompletne
i wyczerpujące zestawienie prac związanych z posługą religijną.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę wielkość terytorium Brazylii
i rozproszoną obecność polskich misjonarzy w różnych
regionach tego kraju, to możemy postawić pytanie: któż zdoła
odwiedzić diecezje, parafie, gdzie na przestrzeni ponad stu trzydziestu
lat pracowali polscy duchowni? Wobec takiej rzeczywistości staje się
prawie niewykonalne przedstawienie chociażby pełnej statystyki
jeśli chodzi, przykładowo o liczbę:
·
osób
chrzczonych,
·
udzielonych
I Komunii św.,
·
przygotowanych
do bierzmowania,
·
udzielonych
ślubów kościelnych,
·
odwiedzonych
chorych z sakramentem namaszczenia,
·
odprawionych
pogrzebów,
·
odbytych
kolęd i poświęconych domów, itp.
Należy
wspomnieć jeszcze raz o wielkim zaangażowaniu osób świeckich w
różnorodnej działalności parafialnej. W poszczególnych parafiach spotykamy osoby
świeckie poświęcające dużo czasu swoim wspólnotom. W
wielu wypadkach należy podziwiać zapał i bezinteresowne zaangażowanie
tych osób. Działalność tutejszych liderów (ewangelizacyjna,
charytatywna, społeczna) związana jest z również z pracą
księdza. Stąd też w pracy duszpasterskiej poszczególni
księża poświęcają wiele czasu na spotkania z liderami
oraz pracy na rzecz permanentnej ich formacji.
Dla zilustrowania
pracy duszpasterzy z liderami, autor poda kilka danych pochodzących z
parafii chrystusowców w Brazylii. Otóż w 1998 r. zaangażowanych
było w: pracy ewangelizacyjnej – 2.391 katechetów; w pozostałych sektorach
duszpasterskich – 12.487 osób (w tym: 1 stały diakon, 1 szafarz
nadzwyczajny Chrztu św., 669 szafarzy nadzwyczajnych Komunii św.). W
różnych ruchach kościelnych (np. apostolstwo modlitwy, charyzmatycy,
Legion Maryi, grupy młodzieżowe, cursilho) uczestniczyło: 9.613
osób. Ogółem brało udział w różnorodnych sektorach
duszpasterskich i ruchach kościelnych: 24.437 osoby [64].
Tak więc na
podstawie przedstawionych powyżej danych dotyczących pracy
kapłanów z jednego zgromadzenia zakonnego, Czytelnik może sobie
lepiej wyobrazić zaangażowanie polskich misjonarzy i misjonarek w
pracę z liderami w poszczególnych ich wspólnotach parafialnych.
Nie można
pominąć wielkiego wkładu polskich misjonarzy w szerzenie na terenie
całej Brazylii kultu Miłosierdzia Bożego. Duże zasługi
na tym polu mają przede wszystkim polscy księża pallotyni i
marianie. Należy również wspomnieć o polskich franciszkanach,
którzy wydają - w nakładzie kilkudziesięciotysięcznym - Rycerza
Niepokalanej w języku portugalskim.
Wydaje się,
że trudno będzie przedstawić dokładną statystykę:
ile świątyń (kościołów parafialnych, kaplic filialnych),
centrów katechetyczno-duszpasterskich, plebanii, domów zakonnych, a nawet
szkół i innych budowli powstało w tym kraju pod kierunkiem polskich
księży?
Spisanie
przeprowadzonych prac budowlanych tylko w wymiarze jednego zgromadzenia zakonnego,
wydaje się, że jest jeszcze do przeprowadzenia. Jeśli chodzi o
własne zgromadzenie zakonne: Towarzystwo Chrystusowe, to autorowi
udało się tego dokonać. Przykładowo: pod kierunkiem
chrystusowców, w ich czterdziestoletniej posłudze w Brazylii, zostało
zbudowanych 330 różnych obiektów [65].
Któż zdoła policzyć wykonane wszystkie prace budowlane, które
powstały pod kierunkiem polskich księży: werbistów, misjonarzy
św. Wincentego a Paulo, franciszkanów, pallotynów, św. Rodziny, zmartwychwstańców
i z innych zgromadzeń zakonnych? Czy podejmie się ktoś, aby
przeprowadzić podobną statystykę odnośnie pracy polskich
kapłanów diecezjalnych? Wydaje się, że będzie to raczej
bardzo trudne, albo wręcz nie do wykonania. Tu już nie chodzi tylko o
przeszłość. Niech ktoś podejmie się tego zadania tylko
w odniesieniu do obecnego okresu. Przykładowo: skąd znajdzie na to
odpowiednie środki? Czy znajdzie się jakaś instytucja naukowa,
kościelna, aby sfinansować taki projekt? Stawiając tego rodzaju
pytania autor monografii wyraża nadzieję, że projekt taki
zostanie – może w niedalekiej przyszłości – zrealizowany.
Czyż bowiem, przed kilku laty w Polsce, mógł ktoś
przypuszczać, że na uczelni państwowej, jaką jest
przecież Uniwersytet Warszawski, zrealizowane zostanie sympozjum naukowe
poświęcone duszpasterstwu polskiemu? Otóż sympozjum odbyło
się pod tytułem: Rola duszpasterstwa polskiego w organizacji
społeczności lokalnych w Ameryce Łacińskiej (4-5
grudnia 1998 r.) [66].
W tej właśnie wspomnianej inicjatywie Uniwersytet Warszawski wyprzedził
uczelnie katolickie w Polsce.
Jeżeli Czytelnik przeanalizuje dokładnie zamieszczone
poniżej biografie polskich i polonijnych duchownych, to może
wyrobić sobie pełniejszy obraz jeśli chodzi o inicjatywę i
zaangażowania księży w prowadzenie różnorodnych budów na
terenie prowadzonych przez nich wspólnot parafialnych.
Istnieje jeszcze
cały wachlarz prac związanych z tak zwaną promocją
człowieka. Wszyscy są świadomi, że posługa
kapłana i misjonarza jest służbą ewangeliczną.
Kościół jest przede wszystkim wspólnotą religijną i nie ma
na celu prowadzenie działalności politycznej czy społecznej, bo
przecież nie można zamieniać Ewangelii na socjologię czy
też inną - ...logię. Jednak, jak zauważa ks. Stanisław
Turbański SVD, duszpasterze polscy „bez
lekceważenia misji ewangelicznej, byli także otwarci na potrzeby
doczesne i społeczne powierzonych ich trosce wiernych” [67].
Natomiast ks. mgr Benedykt Grzymkowski
TChr., rektor Polskiej Misji Katolickiej w Brazylii, podkreśla: „...Duszpasterz
bowiem, oprócz ścisłej posługi religijnej podtrzymywał
życie społeczne i kulturalne polonijnego środowiska. Parafia
staje się centrum życia wspólnotowego. Wokół niej rodzą
się wszelkiego rodzaju inicjatywy, jest bazą w podtrzymywaniu
języka i tradycji, a co za tym idzie, polskości. Nie można
też pominąć wielkiego zaangażowania Sióstr zakonnych w tym
procesie” [68].
Czy istnieje
możliwość policzenia wszystkich
prac - na rzecz polskich imigrantów - podjętych przez siostry należące
do różnych zgromadzeń zakonnych? Należy też podkreślić,
że przedstawicielki żeńskich zgromadzeń zakonnych z Polski
odegrały w Brazylii dużą rolę kulturotwórczą. "Organizowały one szkoły,
ochronki, biblioteki, przyczyniały się do powstania towarzystw
młodzieżowych, zawodowych, włączyły się w audycje
radiowe i akcje kulturalne, wreszcie tworzyły szpitale, a przy nich
apteki, ambulatoria, sierocińce" [69]. O znaczeniu pracy polskich sióstr
zakonnych pisał Prymas Polski, kard. Józef Glemp:
„Obserwując
duszpasterstwo w Brazylii lub Argentynie i mówiąc tylko o
księżach, wypowiada się połowę prawdy. Działalność
kapłanów w tych krajach wymaga szczególnie szerokiego zaplecza.
Najsolidniejszą część tego zaplecza stanowią siostry
zakonne. (...) Polskie siostry w Brazylii i Argentynie cechuje, powiedziałbym,
otwartość na problemy Kościoła, dynamizm apostolski, odważna
obecność w codziennym życiu społecznym, a obok tego
wierność modlitwie i regułom życia wspólnego. To chyba
także stanowi podstawę do skutecznej działalności
patriotycznej sióstr. Jeżeli się przyjedzie do jakiejś
‘polskiej’ parafii i obserwuje się zachowanie dzieci w kościele,
śpiew młodzieży, czystość bielizny ołtarzowej,
ład w zakrystii i przy ołtarzu, książki liturgiczne na
swoim miejscu – to nieomylny znak, że przy tej świątyni pracują
siostry zakonne, choćby aktualnie były niezauważone. (...)
Siostry wszystkich zgromadzeń oddają się apostolstwu.
Wyraża się ono przede wszystkim prowadzeniem przedszkoli,
żłobków i szkół. Cudowne są te kolorowe, krzykliwe,
koziołkujące ciągle i ruchliwe brazylijskie dzieci. Opieka nad
nimi zjednuje siostrom uznanie społeczne, a także przygotowuje
przyszłych katolików, choć wyznanie rodziców nie jest kryterium
przyjęcia dziecka do kościelnego żłobka. A potem wieloraka
praca parafialna: katechetki, organistki, zakrystianki, intendentki itd.
Właśnie siostrom zakonnym najmłodsze pokolenie polonijne
zawdzięcza jeśli nie znajomość języka polskiego, to
przynajmniej znajomość niektórych polskich pieśni
kościelnych. Oczywiście, siostry pracują dla wszystkich ludzi i
nie mogą wyróżniać Polaków” [70].
Dla podkreślenia, tego co wyżej zostało
już powiedziane, należy zacytować słowa Ojca św. Jana
Pawła II, który na spotkaniu z Polonią brazylijską w Kurytybie w
1980 r. powiedział:
„...Na
jednym z placów Kurytyby jest pomnik siewcy, który symbolizuje i
upamiętnia wkład, jaki emigracja polska, obok innych narodów,
dała i daje w budowę tego ogromnego i młodego kraju. Wkład
w jego cywilizację, kulturę, wkład w jego wiarę”[71].
W tym wkładzie
uczestniczyli również bardzo aktywnie polscy księża i polskie
siostry zakonne. Z kolei w przesłaniu do uczestników II Kongresu Polonii
latynoamerykańskiej, mającego miejsce w Kurytybie w dniach od 13 do
16 marca 1996 r. Jan Paweł II napisał:
„...
Emigracja polska na kontynencie południowoamerykańskim posiada
już swą długą historię, której początki były
trudne i gorzkie. Wasi ojcowie i dziadowie z bólem w sercu opuszczali rodzinne
strony, aby szukać chleba dla siebie i swych dzieci poza Oceanem.
Ileż przeżyli wówczas rozczarowań, upokorzeń, ile biedy i
samotności. Pozostanie to tajemnicą ich serca i ziemi, którą z
tak wielkim trudem przyszło im uprawiać. Ale była też wiara
głęboko zaszczepiona w ich sercach, była wierność
tradycji, zwyczajom i kulturze narodu, z którego wyszli i z którego byli dumni.
Łączyła ich wspólna miłość Ojczyzny. To duchowe
bogactwo przynieśli ze sobą i było ono dla nich największym
skarbem, którego strzegli i który pomnażali. Dzięki temu zachowali
swą tożsamość i godność, co pozwoliło im przetrwać
wszelkie próby i pokonać rozczarowania i zawody. Wyrazem ich wiary i
przywiązania do chrześcijańskich wartości są
piękne świątynie i kaplice, w których obecnie koncentruje
się życie religijne i społeczne polskiej emigracji. Dzisiaj należą
one do struktur Kościoła Ameryki Łacińskiej, ale w dalszym
ciągu służą zachowaniu wiary i chrześcijańskiej
tradycji w oparciu o polską obyczajowość...”
[72].
W tych słowach
papieskich chcemy się dopatrzyć współpracy polskich misjonarzy i
misjonarek z naszymi imigrantami.
Można powiedzieć z całą otwartością,
a zarazem bez jakiejś specjalnej egzaltacji, że w zachowaniu i
pogłębieniu wiary przez kilka pokoleń polonijnych, a także wśród samych Brazylijczyków,
w powstaniu tylu różnorodnych architektonicznie świątyń, pracy
społeczno-kulturalnej mają bezsprzecznie swój udział
również polscy misjonarze i misjonarki. Do wszystkich polskich
kapłanów diecezjalnych i zakonnych, sióstr i braci zakonnych, misjonarzy
świeckich pełniących posługę Kościołowi i
Polonii w Brazylii pragniemy odnieść słowa biskupa Teodora
Kubiny (odwiedzającego w 1935 r. rodaków zamieszkujących w tym
kraju):
„...
dziękuję Wam za dobry przykład, którzyście mi dali i za
wszelką pociechę, której doznałem wśród Was, patrząc
na Waszą pracę kapłańską i jej naprawdę
świetne wyniki. Zbudowałem się Waszą
kapłańską gorliwością, ofiarnością i
poświęceniem dla sprawy Bożej i dla dobra wychodźstwa,
Waszą wytrwałością w trudnościach, z którymi
wciąż musicie walczyć. Z głębokim wzruszeniem
podziwiałem błogie wyniki Waszej długoletniej, niestrudzonej pracy
kapłańskiej. Jeżeli wychodźstwo nasze zachowało
wiarę swoich ojców, jeżeli jest zorganizowane w parafiach, po
wielkiej części wprost wzorowych, to głównie Wasza zasługa.
Również też jest to Waszą zasługą, że
wychodźstwo zachowało język polski i miłość do
Ojczyzny. Umieliście łączyć, jak to Chrystus Pan nakazuje,
i jak to jest tradycją polskiego kapłana, głęboką
wiarę z gorącym patriotyzmem. Jesteście niewątpliwie
najważniejszym czynnikiem na wychodźstwie; nie powiadam tego, by Was
pobudzić do dumy, choć słusznie możecie być dumni z
swojej pracy, ale by w Was jeszcze wyżej podnieść poczucie
odpowiedzialności kapłańskiej za dalsze losy poruczonego Waszej
opiece duszpasterskiej wychodźstwa i zachęcić Was do jeszcze
większego wysiłku, jeżeli to jest w ogóle jeszcze możliwe”[73].
Różnorodny
wkład polskich misjonarzy w ewangelizację Brazylii, rozwój duchowy i
materialny tutejszego kościoła został, powyżej, zaledwie
zasygnalizowany. Należy w przyszłości tę problematykę
jeszcze bardziej i dokładniej opracować. Właśnie dla
przyszłych pokoleń, dla historii. A może nawet i dla
wewnętrznej satysfakcji samych misjonarzy, którzy przecież
spalają swoje życie dla sprawy Bożej w Kraju Krzyża
Południa.
Zob.: Malczewski, Z.,
W
trosce nie tylko o rodaków. Misjonarze polscy w Brazylii,
Gráfica Vicentina: Curitiba, 2002, ss. 35-76.
[1] Ks. W. Sojka CM., „Początki duszpasterstwa polskiego w Brazylii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 4(1960), s. 376.
[2] Tamże, s. 377.
[3] Ks. W. Sojka CM., „Początki duszpasterstwa polskiego w Brazylii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 1(1961), s. 46.
[4] Ks. Wojciech Męciński, (urodzony w 1601 r. w Osmolicach, zmarł 23 III 1643 r. w Nagasaki), jezuita, misjonarz, męczennik. W dokumentach portugalskich występuje jako Albertus de Polonia, urodził się w Osmolicach nad dolnym Wieprzem. Uchodzi za jednego z pierwszych polskich misjonarzy, którzy dotarli do Brazylii. W 1631 r. przybył do tego kraju raczej przypadkowo. Statek, którym płynął z Lizbony do Goa został zniesiony z kursu przez wiatry szalejące na Atlantyku. Podczas postoju tego statku u wybrzeży brazylijskich, Męciński sporządził opis i mapę Pernambuco. Ksiądz Wojciech Męciński związany jest jednak bardziej z Japonią, gdzie prowadził działalność misyjną. Torturowany, poniósł śmierć męczeńską w Nagasaki, w wieku 42 lat. Zob.: K. Smolana, „Polonia w Brazylii”, w: Dzieje Polonii w Ameryce Łacińskiej, red. M. Kula, Wrocław 1983, s. 332; Ks. J. Pitoń CM, „U źródeł emigracji polskiej w Brazylii”, w: Kalendarz ‘Ludu’, Kurytyba 1973, s. 96; M. Paradowska, Podróżnicy i emigranci. Szkice z dziejów polskiego wychodźstwa w Ameryce Południowej, Warszawa 1984, s. 14 i 33; M. Paradowska, Wkład Polaków w rozwój cywilizacyjno-kulturowy Ameryki Łacińskiej, Warszawa 1992, s. 23; W. i T. Słabczyńscy, Słownik podróżników polskich, Warszawa 1992, s. 1992, s. 222; Z. Malczewski TChr., Obecność Polaków i Polonii w Rio de Janeiro, Lublin 1995, s. 17-18; Tenże, Słownik biograficzny Polonii brazylijskiej, Warszawa 2000, s. 72.
[5] M. Kawka, „Polska obecność w Brazylii”, w: Relacje Polska – Brazylia, red. A. Dembicz, M. Kula, Warszawa 1996, s. 35.
[6] Biografię ks. A. Zielińskiego umieszczamy w rozdziale prezentującym sylwetki polskich i polonijnych duchownych.
[7] Lud, 15 VII 1953, s. 1; Ks. W. Soja CM., „Początki duszpasterstwa polskiego w Brazylii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 4(1960), s. 384-394; Tenże, „Początki duszpasterstwa polskiego w Brazylii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 1(1961), s. 31-40; M. Paradowska, Podróżnicy..., dz. cyt., s. 215; B. Ostoja Roguski, „Um século de colonizaçăo polonesa no Paraná”, w: Boletim do Instituto Histórico, Geográfico e Etnográfico Paranaense, t. XXVIII, Curitiba 1976, s. 150-152. Zob. także: Ks. J. Pitoń, „Księża polscy w Brazylii 1848-1984”, w: Zmagania polonijne..., dz. cyt., t. IV, s. 22-176; I. Klarner, Emigracja z Królestwa Polskiego do Brazylii w latach 1890-1914, Warszawa 1975, s. 126.
[8] Przegląd Emigracyjny, nr 3, 1893 r., s. 117.
[9] Tamże, s. 176.
[10] Tamże, s. 183-184.
[11] M. Paradowska, Wkład..., dz. cyt., s. 215.
[12] Ks. S. Turbański SVD, Murici – terra nossa, Curitiba 1978, s. 35; Tenże, Kościół polski w Kurytybie, Kurytyba 1978, s. 8; Tenże „Werbiści – Zgromadzenie Słowa Bożego (SVD)”, w: Biuletyn Polskie Misji Katolickiej w Brazylii, nr 2, 1977, s. 6-7.
[13] Lud, 15 VII 1953, s. 1; Ks. J. Pałka CM., „Zgromadzenie Księży Misjonarzy w Brazylii”, w: Kalendarz ‘Ludu’, Kurytyba 1953, s. 48; Ks. S. Turbański SVD, Kościół polski..., dz. cyt., s. 8.
[14] Ks. W. Sojka CM., „Początki duszpasterstwa polskiego w Brazylii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 1(1961), s. 45-46.
[15] Tamże, s. 46.
[16] M. Paradowska, Wkład..., dz. cyt., s. 215. Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej zostało założone przez Prymasa Polski, kardynała Augusta Hlonda w 1932 r. Głównym celem zgromadzenia jest praca duszpasterska na rzecz rodaków przebywających poza Polską. Zob.: Ustawy i Dyrektorium Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, Poznań 1991, rozdział 2, s. 9-11; Ks. B. Kołodziej, Towarzystwo Chrystusowe w Ameryce Południowej 1958-1988, Curitiba 1989, s. 3-7.
[17] Ks. J. Pitoń, „Księża polscy...”, art. cyt., s. 15-19:
Archiwum autora (dalej Aa). Dane Komisji Episkopatu Polski do spraw Misji o
misjonarzach polskich w Brazylii za 2001 r.
[18] M. Paradowska, Wkład..., dz. cyt., s. 217; Todos os pronunciamentos do papa no Brasil, Săo Paulo 1980, s.
164; B. Ostoja Roguski, art. cyt., s. 156; Aa. Dane
Komisji Episkopatu Polski do spraw Misji o polskich misjonarzach w Brazylii na
2001 r.
[19] Ks. Z. Malczewski, „Duszpasterstwo polskie w Rio de Janeiro”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 3(1993), s. 425.
[20] M. Paradowska, Wkład..., dz. cyt., s. 215.
[21] Z. Dobosiewicz, W. Rómmel, Polonia w Ameryce Łacińskiej, Lublin 1977, s. 32, 108-109, 159.
[22] Wachowicz R.C., O camponęs polonęs no
Brasil, Curitiba 1981, s. 93.
[23] M. Paradowska, Wkład..., dz. cyt., s. 225; Osobiste doświadczenie oraz obserwacja autora na przestrzeni 23 lat pracy w Brazylii.
[24] Ks. Z. Malczewski TChr., „Duszpasterstwo polskie...”, art. cyt., s. 371.
[25] J. Kard. Glemp, Kościół i Polonia, Poznań – Warszawa 1986, s. 23-25.
[26] Aa. Komisja Episkopatu Polski do spraw Misji. Misjonarze polscy w Brazylii (dane statystyczne z 10 marca 2001 r.).
[27] Membros da Conferęncia Nacional
dos Bispos do Brasil, Brasília
1997, s. 338, 16, 67, 79, 195, 132, 288: Boletim Notícias, nr 05(1450), 29 I 1998, s. 1; Igreja no Brasil.
Calendário litúrgico – 2001, Săo Paulo 2000, s. 105.
[28] Centro de Estatística Religiosa e
Investigaçőes Sociais (CERIS), Anuário
católico do Brasil 2000, Rio de Janeiro 2000, s. 765-1003.
Warto odnotować następującą uwagę. Otóż wśród 309 księży dędących obywatelami brazylijskimi spotykamy wielu duchownych pochodzących z Polski. Wielu spośród nich autor zna osobiście. Skoro więc przy ich nazwiskach podawana jest narodowość brazylijska to oznacza, że przyjęli oni obywatelstwo brazylijskie. Ich nazwiska figurują także w spisie misjonarzy polskich, podanym przez Komisję Episkopatu Polski do spraw Misji.
[29] Z pisemnej wypowiedzi (kwiecień 2001 r.).
[30] Z pisemnej wypowiedzi nadesłanej do autora monografii (kwiecień 2001 r.).
[31] Z relacji pisemnej przekazanej autorowi (kwiecień 2001r).
[32] Ks. Z. Kruża MSF., Polscy misjonarze Św. Rodziny w Brazylii, Bąblin 1979, s. 31-32.
[33] R. Dzwonkowski SAC, „Integracja emigrantów w przemówieniach Jana Pawła II do Polonii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 4 (1989), s. 493.
[34] Danuta Sobieska biorąc udział w polonijnym zebraniu duszpasterskim w Brukseli w dniu 24 czerwca 1997 r. przedstawiła problematykę „wchodzenia” księdza z Polski w nowe środowisko emigracyjne: „...ksiądz przybywający z kraju, musi znać język i kulturę kraju, w którym mu przyszło pracować, poznać Kościół lokalny i jego historię, ale nie tylko: musi mówić językiem emigrantów, znać ich kulturę i tradycje, musi zrobić wysiłek, aby poznać zamieszkałą tam Polonię, która ma swoje tradycje, szeroko rozwinięte życie społeczne, organizacyjne, swoją trudną i bardzo wielką historię, i olbrzymie doświadczenie”. Zob. D. Sobieska, „Polska Rada Duszpasterska Europy Zachodniej”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 1(1998), s. 61.
[35] „Saudaçăo do Pe. Francisco de Assis Pereira,
Representante dos Presbíteros, 13 de Outubro – em Natal (RN)”, w: Palavra do
Santo Padre ao Brasil, Săo Paulo 1991, s. 230.
[36] Z. Malczewski TChr., W służbie Kościoła i Polonii. Towarzystwo Chrystusowe: Funkcje społeczne i duszpasterskie w środowisku polonijnym w Ameryce Łacińskiej, Warszawa 1998, s. 240-241.
[37] Ks. Zbigniew Minta TChr. przybył do Brazylii w sierpniu 1998 r. Cytowanej informacji udzielił autorowi w lutym 2001 r.
[38] Ks. Grzegorz Kozieński TChr. przybył do Brazylii w początkach 2000 r. Cytat pochodzi z informacji udzielonej autorowi w lutym 2001 r.
[39] “El misionero”, Reżyseria i scenariusz Wojciech Staroń. Emisja: Canal+, 21 XII 2000.
[40] Ks. A. Boniecki MIC, „El misionero”, w: Tygodnik Powszechny, 17 XII 2000, s. 16.
[41] Aa. Ks. A. Sobczyk TChr., „Moje wspomnienia z krótkiego życia emigracyjnego”, marzec 2001, msp.
[42] J.L. Wonsowski, Nos peraus do Rio das Antas, Caxias do Sul – Porto Alegre 1976, s. 58 (zdjęcie); A.V. Stawinski, Primórdios da imigraçăo polonesa no Rio Grande do Sul, Porto Alegre 1999, wyd. 2, s. 69, 79; Zmagania polonijne w Brazylii,t. I, red. T. Dworecki SVD, Warszawa 1980, s. 36; M. Paradowska, Wszystko dla Boga i Polonii. Życie i dzieło ks. Ignacego Posadzego, Poznań 1998, s. 141.
[43] Ks. J. Pitoń CM., „Polscy księża w Brazylii. O. Andrzej Manuel Wolsztyniak OP. 1857-1949”, w: Lud, 1 V 1968, s. 2.
[44] Ks. Z. Kruża MSF., Polscy misjonarze..., dz. cyt., s. 30.
[45] Zmagania polonijne w Brazylii, t. I, red. T. Dworecki SVD, Warszawa 1980, s. 13-29.
[46] Ks. W. Sojka CM., „Początki duszpasterstwa polskiego w Brazylii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 4(1960), s. 379.
[47] Tamże, s. 380.
Ks. Sojka w
cytowanym artykule, jeśli chodzi o liczbę duchownych w Brazylii,
podaje interesujące dane. W 1759 r. Brazylia posiadała trzy miliony
mieszkańców i 2.700 księży. Natomiast w 1859 r. było 14
milionów mieszkańców i tylko 570 księży. Zob. Tamże, s. 379-380.
[48] Parafia w Săo Joăo do Triunfo PR). Livro tombo, t. I, s. 30-31. List okólny biskupa Duarte Leopoldo e Silva do duchowieństwa diecezji, z dnia 2 stycznia 1905 r.
[49] Zmagania polonijne..., dz. cyt., t. I, s. 40.
[50] Tamże, s. 44-45.
[51] Tamże, s. 32.
[52] Tamże, s. 34.
[53] Ks. W. Sojka CM., „Początki duszpasterstwa polskiego w Brazylii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 4(1960), s. 381.
Imigranci polscy chcieli jednak mieć swojego polskiego kapłana. „... Lud polski nie chce kapłanów brazylijskich, których mowy i rytuału nie rozumie, a łącząć wiarę z rytuałem jak unika rytuału kościoła brazylijskiego, tak za nic sobie poczytuje, jak mówi, i wiarę brazylijską. Jestto instynktowne odepchnięcie aktu zbrazylijszczenia, a do tego dążą usiłowania tak zwanej partyi historycznej (republikanie z czasów cesarskich)”. Zob.: Przegląd Emigracyjny, nr 3, 1893 r., s. 183-184. Ten sam Przegląd Emigracyjny w 1894 r. pisał między innymi: „... Otóż wyższe duchowieństwo niechętnie widzi pomiędzy ludnością polską parafie obsadzone przez księży polskich. Wolałoby widzieć brazylijskich portugalskiego języka i tychże też narzuca koloniom polskim. Koloniści polscy nie mają zaufania do księży, których mowa im jest niezrozumiała i którzy ich wcale też nie rozumieją. Rozjątrzenie osadników polskich dochodzi do tego stopnia, że ich w jak najbrutalniejszy sposób wypędzają niekiedy z parafii bez względu na szatę kapłańską; chłop polski po prostu nie wierzy w to, żeby to mógł ksiądz człowiek, który do niego nie umie przemówić zrozumiale, jego wyspowiadać, wypowiedzieć mu kazanie, obrządki religijne w jego ojczystym języku wypełniać itd. Z drugiej zaś strony wyższe duchowieństwo tj. biskupi i kapituły niechętnie zatwierdzają księży polskich w parafii o ludności polskiej. Faktycznie więc koloniści polscy w przeważnej części wypadków, zwłaszcza w nowo utworzonych koloniach albo nie mają wcale księży i obywają się zupełnie bez obsługi religijnej albo mają księdza nie mianowanego i nie zatwierdzonego przez biskupa. Przeto rozdrażnienie bywa tak wielkie, że wyższa władza kościelna, nie wnikając w istotę rzeczy, ciska na całą kolonię wraz z jej księżmi słowa niechęci i grozi wyklęciem, koloniści zaś odgrażają się odpaść od kościoła katolickiego i utworzyć parafię niezależną od biskupa. Groźba zaś jest łatwą do spełnienia, bo władza świecka zupełnie się nie miesza do tych spraw. Z takiego położenia rzeczy wynika, że tworzą się pomiędzy ludnością polską całe zastępy ludzi albo nie pouczonych w religii katolickiej i zupełnie dla niej obojętnych, albo będących odszczepieńcami od wiary przodków. Takie zło na koloniach polskich w Brazylii może być najłatwiej usunięte przez urządzenie misyi polskich. Misyonarz wprawdzie jest zależny od biskupa, w którego dyecezyi się osiedla; lecz tenże sam książę kościoła nie ma do niego z góry powziętego uprzedzenia i bez przyczyny nie może wysłannikowi naczelnej władzy misyjnej zabronić wypełniania obowiązkó kapłańskich...” Zob.: Przegląd Emigracyjny, 1 II 1894, s. 1; Tamże, nr 5, 1 III 1894, s. 197. W cytowanych passusach zachowano oryginalną pisownię.
[54] Parafia w Săo Joăo do Triunfo (PR). Livro tombo, t. I, s. 30-31. List okólny biskupa Duarte Leopoldo e Silva do duchowieństwa diecezji z dnia 2 stycznia 1905 r.; Ks. W. Sojka CM., „Początki duszpasterstwa polskiego w Brazylii”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 4(1960), s. 381.
[55] Archiwum księży misjonarzy w Kurytybie. Teczka: Rektorat
Polskiej Misji Katolickiej 1955-1962.
[56] R. Azzi, A
vida religiosa no Brasil, Săo Paulo 1983, s. 20-21.
[57] Tamże, s. 21.
[58] Z. Malczewski TChr., W służbie..., dz. cyt., s. 242.
[59] Aa. Ks. A. Sobczyk TChr., „Moje wspomnienia z krótkiego życia emigracyjnego”, marzec 2001, mps.
[60] CNBB, A
evangelizaçăo no presente e no futuro da América Latina. Conclusőes: Puebla, Săo Paulo 1979, s. 249-259; Conclusőes da IV Conferęncia do Episcopado
Latino-Americano. Santo Domingo – Texto oficial, Săo Paulo 1992, s.
119-125.
[61] CNBB, Comunidades
eclesiais de base na Igreja no Brasil, Săo Paulo 1986, s. 29-31.
[62] CNBB, Diretrizes
gerais da açăo evangelizadora da Igreja no Brasil 1995-1998, Săo Paulo 1995; CNBB, Rumo ao Novo Milęnio. Projeto de
Evangelizaçăo da Igreja no Brasil em preparaçăo ao grande Jubileu do ano 2000,
Săo Paulo 1996.
[63] Zob. życiorys ks. Rudolfa Kumorka w rozdziale prezentującym sylwetki polskich i polonijnych duchownych.
[64] Z. Malczewski TChr., W służbie..., dz. cyt., s. 246-247.
[65] Tamże, s. 248.
[66] Rola duszpasterstwa polskiego w organizacji społeczności lokalnych w Ameryce Łacińskiej, red. M. Malinowski, Warszawa 1999.
[67] Pe. S. Turbański SVD, Tudo para todos.
Breve biografia do Padre Carlos Dworaczek SVD, Curitiba 1993, s. 31.
[68] Ks. B. Grzymkowski, „Perspektywy pracy duszpasterskiej w zintegrowanych środowiskach polonijnych w Brazylii i Ameryce Południowej”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 3(1996), s. 374.
[69] M. Paradowska, Wkład..., dz. cyt., s. 216-217.
[70] J. kard. Glemp, Kościół i Polonia, Poznań – Warszawa 1986, s. 26-27.
[71] Todos os pronunciamentos do papa no Brasil, Săo Paulo 1980, s. 165.
[72] Ks. Z. Malczewski TChr., „II Kongres Polonii Ameryki Łacińskiej, Kurytyba 13-16 marca 1996 r.”, w: Duszpasterz Polski Zagranicą, 3(1996), s. 360-361.