STRONA GŁÓWNA * FRAGMENTA VITAE CZ. 1 * FRAGMENTA VITAE CZ. 2  * FRAGMENTA VITAE CZ. 3


Fragmenta vitae, cz. 4.

- Kontakty -

Dyktowane br. St. Wiśniewskiemu w Puszczykowie w styczniu 1975r.

Ks. Józef Prądzyński

 

.      Rozpoczynając w r. 1921 pracę duszpasterską w parafii farnej zetknąłem się od razu z ks. Prądzyńskim, który był podówczas kanonikiem Kolegiaty Farnej. Od początku okazywał mi dużo życzliwości. Interesował się moją pracą, zajęciami i zwracał mi uwagę, by starsi moi koledzy mansjonarze /ks. Adam Rogalewski, ks. Józef Palmowski/ nie nadużywali mojej gorliwości kapłańskiej. Zbyt często ich zastępowałem w pogrzebach, w nocnych dyżurach itd.

.      Pochwalał moje pierwociny literackie. Kiedyś odczytałem mu mój wiersz „Zielone Świątki”. Ponieważ ks. Prądzyński miał wielkie wpływy w endeckim „Kurierze Poznańskim”, wiersz ten ukazał się na łamach tego pisma pod pseudonimem „Wojciech Ziętara”.

.      Od sierpnia 1923 r. wskutek wielkiego wyczerpania zacząłem chorować. Wówczas postarał się o to, bym u jego dobrego znajomego Mieczysława Chłapowskiego w Kopaszewie znalazł skromne zajęcie duszpasterskie przy tamtejszym kościółku, należącym do parafii w Krzywiniu. Ponieważ żona Chłapowskiego była siostrą Edwarda Potworowskiego z Goli, wszedłem w bliższe kontakty z tą tak bardzo katolicką rodziną. Znajomość z Chłapowskimi przydała się później, gdy chodziło o kolonie letnią dla naszych kleryków w Sobiejuchach /pow. Żnin/ stanowiących własność Mieczysława Chłapowskiego.

.      Ks. Prądzyński był redaktorem „Biblioteki Kaznodziejskiej” oraz „Wiadomości dla duchowieństwa”. Ponieważ nie miał czasu na zajmowanie się redakcją tych pism, poprosił mnie, bym mu pomagał w zbieraniu materiałów i przygotowaniu ich do druku. Byłem podówczas już zajęty w szkolnictwie.

.      Ks. Prądzyński był także odpowiedzialny za duszpasterstwo akademickie. W związku z tym poprosił ks. Żychlińskiego i ks. Baranowskiego, by kolejno odprawiali niedzielne nabożeństwa wraz z specjalnymi naukami dla młodzieży akademickiej. W swej życzliwości ks. Prądzyński zwrócił sio do mnie, bym również odprawiał te nabożeństwa.

.      Stosunki z ks. Prądzyńskim uległy pewnemu oziębieniu, gdym się przeniósł do Potulic. Z natury rzeczy musiałem tam obrać linię polityczną, reprezentowaną przez Założyciela tj. współpracę z czynnikami rządowymi /MSZ, Światowy Związek Polaków Zagranicą/.

.      Z początkiem wojny odwiedziłem go w jego kanonii, którą zajmował jako prepozyt Kapituły Metropolitalnej. Leżał chory na skrzep w nodze. Był mocno przygaszony. W toku rozmowy przebaczył mi moje odchylenie powodujące zachwianie naszej przyjaźni. Na pożegnanie ucałowaliśmy się serdecznie. Podziękowałem mu za wszystko, co uczynił dla mnie w pierwszych latach mojego kapłaństwa.

 


 

Józef Kłos

 

.      Poznałem go osobiście w r. 1922 przez księdza Cieszyńskiego. Raz po raz bywaliśmy u niego. W „Przewodniku Katolickim” chętnie umieszczał moje artykuły /począwszy od 1925 r. Wrażenia z pielgrzymki do Rzymu”/. W roku 1927 ks. Kłos zaczął się rozglądać za współpracownikiem i ewentualnym jego następcą w redagowaniu pisma. Wybór padł na mnie. Kandydaturę moją uzgodnił nawet z Ks. kard. Hlondem.

.      Ks. Kłosowi oświadczyłem, że nie wyczuwam specjalnego entuzjazmu do tej pracy. Mogę jednak podjąć miesięczną próbę. Pod koniec czerwca 1927 po zakończeniu zajęć szkolnych zacząłem urzędować w redakcji „Przewodnika”. Dzień pracy rozpoczynał się sesją Komitetu redakcyjnego, załatwianiem licznej korespondencji. Do mnie należała ocena artykułów, opracowywanie drobnych notatek itd. Po miesiącu próby oświadczyłem ks. Kłosowi, że ta praca mi nie odpowiada. To samo powiedziałem ks. Kardynałowi.

.      Jednak ten krótki start w redakcji sprawił, że jeszcze bardziej związałem się z pismem. Miałem też ten przywilej, że płacono mi najwyższą stawkę za nadsyłane artykuły z pielgrzymki do Ziemi św. Pragnę dodać, że ks. Cieszyński bardzo mi doradzał pozostanie w redakcji pisma.

 


 

Ks. Leon Rankowski

 

.      Po przejściu do pracy w szkolnictwie z początkiem r. 1924 zamieszkałem na terenie parafii Bożego Ciała przy ul. Łąkowej 12. Z ks. Prałatem Leonem Rankowskim, dziekanem m. Poznania, poznałem się już poprzednio za pośrednictwem ks. Cieszyńskiego, który był w swoim czasie wikariuszem w parafii Bożego Ciała. Z tej racji odwiedzaliśmy ks. Rankowskiego, który zaliczał się do wybitnych kapłanów archidiecezji poznańskiej.  Mieszkając na terenie jego parafii, pomagałem mu chętnie w pracy duszpasterskiej. Zostałem też notariuszem dekanalnym. Ks. Rankowski ze swej strony okazywał mi dużo życzliwości.

.      W r. 1928 zamierzałem złożyć egzamin proboszczowski /ad beneficium obtinendum/. W tym celu dziekan kandydata do egzaminu musiał wysłać do Kurii poufne „Testimonium zeli pastoralis/. Oto treść jego świadectwa znajdującego się w moich Aktach Personalnych, wydanych mi przez Kurię po zakończeniu wojny:

 

Poznań, dnia 11 października 1928r.

.      „Wiel. Ks. Ignacy Posadzy, ur 1898 r. wyświęcony w 1921 r. - pracował z początku jako wikariusz w parafii farnej w Poznaniu; od 1923 r. zajęty jest w szkolnictwie jako nauczyciel religii w żeńskim Seminarjum Nauczycielskim w Poznaniu.

.      Przy wybitnych swoich zdolnościach wrodzonych odznaczał się zawsze wzorową sumiennością w spełnianiu obowiązków kapłańskich, czy to w kościele, czy w szkole, czy w dziennikarstwie katolickiem, a mimo licznych swych zajęć nie odmawiał i nie odmawia nigdy pomocy w konfesjonale, czy na ambonie w kościele swoim parafialnym. Pełni ponadto czynności prezesa Koła XX Prefektów m. Poznania i notariusza dekanalnego".

Ks. Leon Rankowski Dziekan Dekanatu Poznańskiego

 

.      Ks. Rankowski utrzymywał dobre stosunki z hr. Mielżyńskim z Iwna. Kiedy w roku 1932 poszukiwałem miejsca na dom zakonny Towarzystwa ks. Rankowski wskazał mi możliwość nabycia takiego domu na terenie posiadłości hr Mielżyńskiego. Nabycie tego domu nie doszło jednak do skutku.

 


 

Ks. Oficjał Władysław Hozakowski

 

.      Przez kilka miesięcy był moim profesorem w Poznaniu. Bliższa znajomość przez ks. Cieszyńskiego, który z ks. Hozakowskim był na „Ty”. Ks. Hozakowski bywał u mnie. Zostałem sekretarzem Koła Misjologicznego Kapłanów, którego on był prezesem.

.      Ks. Hozakowski organizował wykłady dla inteligencji. W poszukiwaniu prelegentów prosił mnie również o wykłady. Mówiłem o podstawach życiu duchownego oraz o sytuacji Kościoła w różnych krajach. Kiedy powstało Towarzystwo, darzył je życzliwością, chociaż był dosyć krytycznie nastawiony do osoby naszego Założyciela.

 


 

Ks. Rektor Stanisław Janasik

 

.      Poznałem go we Fuldzie, gdzie odwiedził nas jako przedstawiciel naszego Arcybiskupa - Ordynariusza. Po wojnie jako pierwszy Rektor Seminarium Poznańskiego darzył mnie zaufaniem. Chodził ze mną na przechadzki. Utrzymywał ze mną kontakty, gdy pracowałem w duszpasterstwie. W roku 1922 /lub 1923?/ zaskoczył mnie propozycją objęcia stanowiska ojca duchownego w Seminarium. Dodał jednak, że tę propozycję przedstawi ks. kard. Dalborowi. Ks. kardynał jednak nie zaakceptował tej propozycji, a to ze wzglądu na wiek kandydata.

.      Pod koniec 1923 r. zwierzyłem mu się, że ze wzglądu na stan zdrowia nie będę mógł pozostać w pracy duszpasterskiej, natomiast chętnie rozpocząłbym studia z zakresu dogmatyki na Uniwersytecie Warszawskim. Ks. Janasik przyrzekł poprzeć moją prośbę. Jednak realizacji tego projektu przeszkodziła interwencja ks. bpa sufragana Łukomskiego, odpowiedzialnego za naukę religii w szkołach średnich. Ks. Biskup uzasadnił odmowę brakiem kapłanów w tej dziedzinie. Otrzymałem więc nominację na prefekta w Seminarium Nauczycielskim męskim, będącym w trakcie organizacji. Równocześnie miałem uczyć w Seminarium żeńskim.

 


 

Ks. Dziekan Marciniak

 

.      Opuszczając Seminarium zapisałem się do Unii Apostolskiej Kapłanów. Chodziło mi o to, by w ramach tej pożytecznej organizacji pielęgnować ducha kapłańskiego. Na czele Unii stał wówczas świątobliwy kapłan ks. Marciniak, dziekan i proboszcz w Czaczu koło Śmigla.

.      Obowiązkiem członków było wysyłanie co miesiąc „scheduli” z zaznaczeniem odprawionych pewnych ćwiczeń duchownych. Ks. dyrektor zwracał „schedulę” z swymi uwagami. Podziwiałem go z jaką sumiennością spełniał on ten obowiązek. Uwagi jego były wyjątkowo trafne i pożyteczne. Dużo z nich skorzystałem.

.      Parę razy do roku ks. dyrektor urządzał dni skupienia dla członków w Poznaniu. Odbywały się one zazwyczaj w kaplicy SS. Elżbietanek przy kościele Najśw. Serca Jezusowego na Jeżycach. Konferencje wygłaszali wybitni kapłani z miasta. Raz po raz konferencję wygłaszał sam ks. dyrektor.

STRONA GŁÓWNA * FRAGMENTA VITAE CZ. 1 * FRAGMENTA VITAE CZ. 2 * FRAGMENTA VITAE CZ. 3