Dodaj do ulubionych!  

styczeń - luty 2004 r

Trzymaj z nami!

 

Króluj nam Chryste!- ks. Zbyszek Regucki TChr

Święty spokój... - kl. Rafał Sorkowicz TChr

Jeśli słyszysz pukanie Jezusa... - kl. Kamil Żyłczyński TChr

Kącik ministranta! - kl. Sylwester Marzec TChr

Słowo - kl. Marcin Sęk TChr

Z życia seminarium - kl. Łukasz Przewieślik TChr  

 

 

 

 

Króluj nam Chryste!

 

Mam nadzieje, że Święta spędziłeś dobrze, że było to dla Ciebie bardzo konkretne doświadczenie, nie tylko rodzinnej atmosfery, ale też doświadczenie narodzin Chrystusa. Często Święta trochę nas męczą. Nie ma żadnych obowiązków, do których na co dzień jesteśmy przyzwyczajeni. Nie ma szkoły, ani innych zajęć. Trudno jest wypełnić czymś sensownym te kilka wolnych dni, zwłaszcza, że wszyscy siedzą w swoich domach. A młody człowiek nie zawsze lubi przebywać tak długo z dorosłymi. Mimo to taki czas jest bardzo potrzebny. To często jedyne chwile, kiedy cała rodzina może być razem. Na co dzień odzwyczajamy się od swojej obecności, mijamy się w progu, każdy ma swoje obowiązki, a tu nagle trzeba pobyć ze sobą kilka dni. Spróbuj to jednak docenić. Masz wtedy okazję, by porozmawiać z tatą, z mamą, opowiedzieć trochę o swoich sprawach. To niezmiernie ważne, nie staraj się od tego uciekać.

Ale Święta już za nami. Rozpoczyna się Nowy Rok. Pewnie masz wiele ciekawych planów. Nie zapomnij w tych noworocznych planach o sobie. O tym co ważne dla Ciebie. Nie zapomnij o swojej wierze. Nie wystarczy, że ona jest. Trzeba o nią nieustannie dbać i chronić jej. Tak jak chroni się płomień świecy, by nie zgasł od nagłego podmuchu wiatru.

Dzisiaj trudno jest znaleźć w ciągu dnia więcej czasu na modlitwę. Dlatego zachęcam do udziału w naszych rekolekcjach i dniach skupienia. W ciągu roku będzie ich kilka. Mam nadzieję, że już w najbliższe ferie znajdziesz jakiś dobry dla Ciebie termin.

 

ks. Zbyszek Regucki TChr

 

 Do góry

 

Święty spokój...

  

            Czasami chcemy mieć święty spokój – ze wszystkim i ze wszystkimi. Dom, szkoła, rodzina, znajomi, kościół. Męczą nas, choć tak naprawdę to my jesteśmy nimi zmęczeni. Uciekamy wtedy do naszych kryjówek, tam, gdzie choć na krótką chwilkę pobędziemy sami. Po prostu chcemy mieć święty spokój. A Bóg  nam się przygląda i czule, po ojcowsku, uśmiecha. Bo wie, że prócz tego spokoju, jest coś o wiele bardziej cenniejszego i nam bliższego. Bóg więc po cichutku wchodzi do naszych kryjówek, staje pośrodku „słusznych” poglądów na wszystko, przynosząc nam prawdziwy  p o k ó j ... A pokój, to coś więcej, niż święty spokój.

            Niekoniecznie - kiedy nam się wszystko wali, a i wielu obok nas nadaje na zupełnie innych falach – musimy od razu podnosić lament. Robić z siebie męczenników, nieporadnych facetów, uciekających od problemów i odpowiedzialności. Bo właśnie wtedy trzeba nam oczy szerzej otworzyć, przyjrzeć się na nowo wszystkiemu i wszystkim, a w Bogu  (przechadzającym się głęboko w nas) poszukiwać owego świętego pokoju – nie spokoju. Mamy szansę wówczas na odnalezienie siebie tam, gdzie Bóg już dawno nas odnalazł, to znaczy w naszym domu, rodzinie, szkole, pośród znajomych, w kościele. Tam też przemieniajmy siebie oraz świat, nawet wtedy, kiedy jesteśmy sobą i światem totalnie zmęczeni. I już nie dla świętego spokoju, ale dla Bożego pokoju, który tkwi głęboko w nas. A więc do dzieła...

             

kl. Rafał Sorkowicz TChr

 

 Do góry

 

Jeśli słyszysz pukanie Jezusa...

 

... to, kilka zamieszczonych poniżej słów skierowanych jest właśnie do Ciebie! Jeżeli słowa Chrystusa „Pójdź za Mną” wprowadzają w twoje serce dziwne uczucie niepokoju i tęsknoty za czymś, czego nie potrafisz do końca nazwać – być może tu znajdziesz odpowiedź na ciągle powracające pytanie...

Przyszłość zawsze była źródłem niepokoju, a Boże wezwanie onieśmielało nawet najodważniejszych. Choć Abraham, Mojżesz, Izaak, Apostołowie – wydają się tak odlegli, poszukaj w ich doświadczeniach tego, co jest i Twoim udziałem.

«Pan rzekł do Abrama: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę.”» [Rdz 12, 1]

Abram w chwili, kiedy usłyszał te słowa miał siedemdziesiąt pięć lat, żonę, krewnych i liczne stada owiec. Pan kieruje do niego zaskakujące wyzwanie – musi zerwać ze wszystkim i skierować się ku niepewnej przyszłości. Bardzo ważne jest to, że to sam Bóg wkracza w jego życie, dlatego od tego momentu całe pozostaje pod znakiem powołania. To Jahwe ma plan wobec Abrama i także wobec Ciebie! Mówiąc „Wyjdź...” zaprasza Cię byś tak jak Abram porzucił to, czym do tej pory żyłeś, co nazywasz Twoim, co przylgnęło do Ciebie i co sprawia, że czujesz się bezpiecznie. „Wyjdź” jest wyraźnym wezwaniem do ruch z Twojej strony!

W chwili, kiedy zaufasz Panu rozpocznie się Twoja wielka przygoda, bo to ON prowadzi. Wiara sprawi, że wyruszysz w drogę, która na pozór wydaje się pełna sprzeczności i niepokonywalnych trudności.

Powołanie nie jest tylko sprawą samego Boga. Nie wystarczy byś czekał z założonymi rękami!

«Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał.» [Rdz 12, 4]

 ...wstań i otwórz Mu drzwi.

 

kl. Kamil Żyłczyński TChr

 

 Do góry

 

Kącik ministranta!

 

Zanim przedstawię temat, któremu będzie już zazwyczaj poświęcona niniejsza rubryka pozwólcie, że się przedstawię. Otóż na imię mam Sylwek, pochodzę ze Szczecina, a obecnie jestem klerykiem III roku w WSD księży chrystusowców w Poznaniu. Licząc cały mój staż ministrancki, a zacząłem posługiwanie przy ołtarzu w II klasie szkoły podstawowej – jestem ministrantem już 18 lat. Więc jak już zapewne się domyślacie ta część „Listu” będzie poświęcona temu, co jest wiąże się z posługiwaniem przy ołtarzu, liturgią, różnymi zwyczajami i obrzędami.

Właśnie rozpoczyna się nowy rok kalendarzowy, a wraz z nim czas bardo wytężonej pracy przy parafii. Oczywiście mowa o wizycie duszpasterskiej, którą nazywamy krótko – kolędą. Jest to zwyczaj bardzo niezwykły i raczej niespotykany w innych krajach europejskich. Ma on swój początek w XVII w., kiedy to na jednym z synodów biskupi postanowili, aby księża odwiedzali swoich parafian w domach. Niejako przy okazji tych wizyt uczyli pacierza, podstawowych prawd wiary, a także dokonywali spisu. Dziś dość powszechnie słyszy się głosy, że „ksiądz przychodzi tylko po „co łaska”, ministranci coś tam zamruczą pod nosem i do widzenia”. Dlatego też bardzo chciałbym zwrócić Waszą uwagę na kilka istotnych elementów, aby uniknąć tego rodzaju komentarzy i posądzeń:

 

wygląd zewnętrzny – idąc „po kolędzie” z księdzem Wy również jesteście przedstawicielami Kościoła i tak właśnie jesteście postrzegani; dlatego postarajcie się, aby Wasze ubranie było stosowne i godne, a zachowanie, gesty i postawy odpowiednie i właściwe do sytuacji;

 

sama kolęda jest bardzo dużym wysiłkiem dla kapłana; mnie samemu przez długi czas wydawało się, że to tylko „picie kawki i zbieranie ofiar”, ale będąc na praktykach już jako kleryk powoli odkrywam drugą stronę medalu; postarajcie się więc być pomocni – dbając o agendę, kropidło, listę rodzin do odwiedzenia, ewentualnie dyskretnie sprawdźcie, czy wszystko jest przygotowane na przybycie kapłana (biały obrus, świece, krucyfiks, Pismo Święte);

 

kolejna uwaga może zabrzmieć trochę jak banał, ale opierając się na swoim niemałym doświadczeniu zapewniam Was, że to bardzo ważne; otóż przygotujcie się dobrze do zaśpiewania (wspólnego albo samemu) kilku kolęd; dla wielu, których będziecie odwiedzać kolęda jest jedynym kontaktem z żywym Kościołem w ciągu całego roku, a takiego wspólne odśpiewanie kolędy jest i będzie Waszym wspaniałym świadectwem wiary;

 

W styczniu i lutym są dwa szczególne święta, na które chciałbym zwrócić Waszą uwagę. Mianowicie mowa tu o Objawieniu i Ofiarowaniu Pańskim.

Pierwsze z nich świętujemy 6 stycznia. Uroczystość ta znana jest w liturgii także pod nazwą Epifanii, a także – podążając za tradycją – Pokłon Trzech Magów (Mędrców). Czemu Objawienie? Bo tego dnia wspominamy, jak Jezus, Mesjasz objawił się Trzem Królom uosabiającym cały świat pogański. Później nadano im imiona – Kacper, Melchior i Baltazar. Złożyli oni w dary iście królewskie – złoto, kadzidło i mirrę (jest to żywica o bardzo silnym, wonnym zapachu z bardzo rzadkich drzew, wówczas niezwykle droga i cenna). Najbardziej znanym zwyczajem związanym z tą uroczystością jest błogosławieństwo domów, które dokonuje się przez oznaczenie drzwi kredą (poświęconą podczas Mszy Świętej) literami: C + M + B oraz datą bieżącego roku. Znaczenie liter jest różnie tłumaczone – wg tradycji to początek imion Magów, a inna interpretacja – Christus Mansionem Benedicat (z języka łacińskiego – Chrystus mieszkanie błogosławi).

 

Drugie święto to Ofiarowanie Pańskie, które to przypada 2 lutego. Podobnie jak i Objawienie należy ono do najstarszych świąt chrześcijańskich. Związane jest ono ze zwyczajem żydowskim, który nakazywał, aby w 40 dniu od urodzenia ofiarować dziecko w świątyni Bogu, przez złożenie w ręce kapłana, a następnie wykupienie go za symboliczną kwotę. W Polsce święto to nosi nieco inną nazwę – Matki Bożej Gromnicznej (związany jest z nim zwyczaj przeniesienia zapalonej podczas mszy świętej gromnicy do domu, a następnie obejścia całej zagrody – na wsiach – aby Bóg uchronił je od nieszczęść). Od kilku już lat dzień ten to także Światowy Dzień Życia Konsekrowanego. Szczególnie więc polecajcie w swoich modlitwach wszystkie zakonnice i zakonników, którzy poświęcając swoje życie Bogu przez złożenie ślubów czystości, ubóstwa i posłuszeństwa pragną w sposób doskonały naśladować Chrystusa. Tego dnia także i my, chrystusowy chcemy prosić Was o modlitewną pamięć.

 

Króluj nam Chryste!

 

kl. Sylwester Marzec TChr 

 

Do góry

 

Słowo

 

Stary rok żegnaliśmy w Kościele Ewangelią o Słowie. Rok się kończył a my słuchaliśmy świętego Jana, który mówił o początku, o początku, który naznaczony był Słowem.

Na początku było Słowo,

a Słowo było u Boga,

i Bogiem było Słowo.

Wszystko przez Nie się stało,

a bez Niego nic się nie stało,

co się stało.

W Nim było życie...      (J 1, 1-4)

Słowo było na początku, kiedy wszystko się zaczynało - Ono było. W tym Słowie było życie, nie było Ono jak setki słów, które wypowiadamy niepotrzebnie, jak tysiące zapisanych stron, z których nic nie wynika. W Tym Słowie było życie... W Tym Słowie była, i  jest, jakaś szczególna moc. Często mówimy „żywe słowo”, jakby w opozycji do słów, które nic nie znaczą, to „żywe słowo” nas dotyka, porusza, przemienia, pozostaje w nas na długo... W Nim było życie... To Słowo, które było na początku też było takim Żywym Słowem, bo w końcu wszystko przez Nie się stało...

I u końca roku po raz drugi wracamy do początku, bo przecież kiedyś pewnie słyszeliśmy już o Słowie, przez które wszystko się stało... Wracamy do początku wszechświata, wracamy do początku Biblii. W pierwszej księdze, Księdze Rodzaju, Księdze Początku czytamy o Stworzeniu, widzimy Boga, który powołuje do istnienia cały świat... Widzimy, a raczej słyszymy Boga, który wypowiada poszczególne słowa i... staje się świat. Bóg rzekł:” Niechaj się stanie światłość!” I stała się światłość. (...) „Niechaj ziemia wyda rośliny (...)” I stało się tak... Bóg rzekł, Bóg wypowiedział słowo, a ono się stało. Wszechświat wyłonił się ze Słowa... Napisał Jan Paweł II. Słowo było u początku, w Słowie było życie...

Gdybyście mieli wiarę powiedzielibyście tej górze przesuń się i przesunęłaby się... nauczał Jezus. Słowo ma moc, słowo może mieć moc... I nawet te setki, czy tysiące słów niepotrzebnych także mogą mieć moc. Wypowiadać słowa z wiarą... Wiara rodzi szacunek do słowa. Kiedy wpatruję się w Tego, który jest Słowem, bo przecież Bogiem było Słowo, kiedy wpatruję się w Jezusa Chrystusa – Żywe Słowo Ojca, uczę się tego szacunku do słowa, także do tego słowa pisanego małą literą, bo jest ono jakimś odblaskiem, echem tego Słowa, które jest Bogiem.

Jezus jest Słowem – ta prosta prawda wymusza na mnie wzmożoną uwagę, ja muszę uważać co mówię. I choć ciągle w potoku wypowiadanych słów pojawiają się słowa złe, słowa, które zamiast budować niszczą, zamiast leczyć ranią, słowa, które są w stanie zabić drugiego człowieka, zabić w nim miłość, wiarę, nadzieję, choć ciągle te słowa się pojawiają to wiem, że konieczne jest jedno: muszę chcieć, chcieć zacząć jeszcze raz, kolejny raz próbować wypowiedzieć choć jedno dobre słowo...

Muszę dać szansę, przede wszystkim sobie, szansę przemiany, szansę wypowiedzenia tego co jest dla mnie naturalne, co jest dobre. Ale muszę też dać szansę Słowu, muszę chcieć dać szansę Jezusowi Chrystusowi, Temu, który stając się człowiekiem zamieszkał także w moim ciele, Słowo ciałem się stało i  zamieszkało między nami, muszę dać szansę temu Słowu, by mogło być przeze mnie wypowiedziane. Dobre Słowo, Jezus Chrystus jest zawsze pierwsze, bardziej pierwotne, jest zawsze przed złym słowem. Być dobrym jest czymś naturalnym dla człowieka. Człowiek jest dobry, dobro jest pierwsze, czasami tylko złe słowo zagłusza to co dobre...

Ilekroć czytam tę Janową Ewangelię o Słowie, wiem, że muszę chcieć, że muszę chcieć nad moim słowem pracować, muszę chcieć szukać Dobrego Słowa, Jezusa Chrystusa i  muszę próbować to Słowo wypowiedzieć, wypowiedzieć swoim życiem. Muszę szukać Jezusa, bo słowo rodzi się ze słuchania, muszę Go odnajdywać i wsłuchiwać się w to, co do mnie mówi. I tylko tyle...

A że czasem się nie udaje? Porażka powinna być zawsze początkiem jeszcze większego poszukiwania, powinna budzić w nas jeszcze większe pragnienie, pragnienie Tego, Który powiedział: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije!

 

kl. Marcin Sęk TChr

 

Do góry

 

Z życia seminarium

 

Ostatnia niedziela roku kościelnego uwieńczona uroczystością Chrystusa, Króla Wszechświata zamyka cały rok liturgiczny. Dla każdego Chrystusowca, w kraju czy za granicą dzień ten jest szczególnym, gdyż jest to święto tytularne Zgromadzenia W naszym domu centralnym punktem dnia była Eucharystia koncelebrowana przez wielu księży: z naszego zgromadzenia, innych wspólnot zakonnych jak i całej diecezji pod przewodnictwem  Wikariusza Generalnego naszego Zgromadzenia – ks. Zbigniewa Rakieja.

Po Mszy św. spotkaliśmy się auli. Nasi klerycy przygotowali „Medytację Chrystoligiczną” - współczesną inscenizację o Chrystusie Królu. Wiodącym wątkiem był dialog braci: Jakuba i Ezawa, którzy spotkali się po latach. Dialog trudny, bo poruszający ważne tematy, które dotykały odpowiedzialności za życie swoje i innych oraz wiary w Boże miłosierdzie nad słabością człowieka.

Rozpoczęliśmy adwent – czas radosnego przygotowania na Przyjście Pana. Już za kilkanaście dni będziemy przeżywać pamiątkę narodzin Bożej Dzieciny. Po wspólnej kolacji wigilijnej rozjedziemy się w różnych kierunkach: jedni pojadą do swoich domów rodzinnych inni na nasze placówki duszpasterskie. Do seminarium wrócimy dopiero 7 stycznia, to już tylko kilka dni do zimowej sesji egzaminacyjnej. Tak więc, gdy będziesz czytał tą krótką notkę z „dziejów naszego seminarium” my będziemy czynić ostatnie przygotowania od egzaminów.

 

kl. Łukasz Przewieślik TChr  

 

 

Do góry