Dodaj do ulubionych!  


Jak cudownie! W końcu wakacje!

Można wreszcie odpocząć od tej stresującej szkoły, zapomnieć o wstawaniu o tak nieprzyzwoitej porze jak 7.00 rano, a przede wszystkim - gdzieś wyjechać, gdziekolwiek, byle z dala od domu.

Ale nie tak szybko! Czy jesteś pewien, że wakacyjny czas to okazja jedynie do leniuchowania? Przypomnij sobie na co przez cały rok brakowało Ci czasu? Nie pamiętasz? A co z Jezusem? On każdego dnia towarzyszył Ci w Twoich trudach i radościach, to może Teraz Ty postarałbyś się zrobić coś dla Niego? Mam dla Ciebie kilka propozycji, jak to zrobić.

Pierwsza: zachodź trochę częściej do kościoła w dzień powszedni, gdy w świątyni prawie nikogo nie ma. Możesz wtedy śmiało pogadać z Bogiem. To coś całkowicie innego niż tylko tradycyjna niedzielna Msza Święta, związana często z obowiązkowym służeniem.

Druga: zrób sobie sam jakieś postanowienie wakacyjne.

Trzecia: pojedź chociaż raz na rekolekcje letnie. To niesamowita okazja do lepszego poznania siebie i Boga i poznania ciekawych ludzi.

Dlaczego rekolekcje?

Na rekolekcjach głębiej możemy rozumieć znaczenie tego wszystkiego co jako ministranci wykonujemy przy ołtarzu. Dzięki rekolekcjom nasza uwaga coraz bardziej zaczyna się skupiać na tym, Komu służymy , a nie tylko na wzorowym wypełnianiu funkcji przy ołtarzu. I chyba najważniejsza rzecz, świętość czynności liturgicznych domaga się świętości tych, którzy je wypełniają. Czas rekolekcji stwarza korzystne warunki i pożądany klimat sprzyjający osobistemu uświęceniu.

Jak spędzić wakacje by ich nie zmarnować?

Wakacje lub to wymarzona okazja do zrobienia czegoś, czego przez cały rok nie można wykonać z powodu zabiegania, przepracowania, braku pieniędzy lub po prostu - nie wiedząc jak. Taką szansę można albo wykorzystać dobrze, albo ją bezpowrotnie stracić. Mam nadzieję, że wiele osób wpadło na pomysł, by wakacyjną "kanikułę" wykorzystać nie tylko na relaks, ale też na pogłębienie kontaktu z Bogiem. Jest większa możliwość częstszego chodzenia do kościoła, wyjechania na rekolekcje lub pójścia na pielgrzymkę. A jak to można zrobić poczytajcie. Powodzenia i dobrej zabawy!

Modlitwa w górach

Chciałabym podzielić się z wami moimi wspomnieniami z wakacji. Dokładnie, pragnę opisać 8 dni, jakie spędziłem w Muszynie, na zjeździe który zorganizowali księża Chrystusowcy, zajmujący się duszpasterstwem Polaków na całym świecie.

Te rekolekcje były dla mnie nietypowe i zaskakujące. Dotychczas bywałem w różnych klasztorach, gdzie zjeżdżali się sami chłopcy i to zazwyczaj w określonym podziale wiekowym. W Muszynie było zupełnie inaczej. Doświadczyłem wspaniałego spotkania z "mieszaną" młodzieżą licealną i studentami z całej Polski. To było naprawdę cudowne! Nie było żadnych, żadnych podziałów, a jednocześnie każdy mógł zaznaczyć swą indywidualność. Uczestników było około 100 plus nasi animatorzy. Byli oni naszymi "ojcami", wspólnie z nami modlili się, bawili, chodzili po górach i pielgrzymowali.

Każdy dzień miał w sobie coś specyficznego. Codziennie medytacja, msza święta, spotkania z ciekawymi ludźmi, koncerty ewangelizacyjne i niezapomniane całonocne adoracje Najświętszego Sakramentu. Nie zabrakło też wyjść w góry i "pogodnych wieczorów". Przyznam się, że gdy przyjechałem do Muszyny to miałem ochotę wrócić do domu, bo warunki okazały się nie najciekawsze. Ale przywykłem do nich szybko.

To, co napisałem, to zawsze tylko słowa. W mojej pamięci jest sto razy więcej wspomnień tych niezapomnianych rozmów, ludzi, radosnych chwil i mądrych nauk. Za rok znów będzie zjazd....
Mateusz

Kilka kroków do Chrystusa

Jak każdego roku 29 lipca wyruszyła z, Osiedla Słonecznego w Szczecinie XVII Szczecińska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę.

Uczestnictwo w pielgrzymce chyba dla każdego jest czymś niezwykłym. Nagle zmienia się świat, w którym żyjemy. Wprawdzie tylko na 16 dni, ale dla człowieka prawdziwie przeżywającego ten "akt religijny o charakterze "pokutno-pokutnym" - jak żartobliwie określaliśmy pielgrzymkę - każdy dzień przynosił coś nowego. Oczywiście, przechodziło się prawdziwe katusze fizyczne: spieczona skóra, bąble i odciski, naderwane ścięgna, itd. "Weterani", rzecz jasna, wiedzieli, jak tego uniknąć.

Mówi się, że pielgrzymka to "rekolekcje w drodze" i "wędrówka do siebie". To prawda. Człowiek odkrywa siebie, jeśli tylko tego chce. Musi się przy tym otworzyć na słowa mówiącego konferencje kapłana, przemóc zmęczenie, by odmówić lub odśpiewać Godzinki, Koronkę, Różaniec. Jednak nade wszystko zauważyć, że nie idzie sam. Poznaje się bowiem wiele osób tak innych niż znajomi ze szkoły, pracy czy ulicy. Włączamy się wtedy w prawdziwie żyjący Kościół, modlący się z żarem i miłością, ukazujący bez lęku swoje rzeczywiste oblicze wiary. Ludzie są po prostu inni: otwarci, naturalni i szczerzy. Każdy musi zerwać maskę, bo inaczej sam sobie zadaje ból. Pielgrzymka bez wątpienia otwiera oczy - widzę cierpienie "brata" i ,,siostry", odkrywam coś nowego i fascynującego w osobie, którą - jak mi się wydawało - dobrze znam. Mimo zmęczenia dużo myśli się nad sobą, swoim życiem, rozważa słowa Biblii, a przez przemaganie kryzysów duchowych i fizycznych, przybliża się do Jezusa. Człowiek odkrywa, że tęskni za rodziną, że nie boi się o następny nocleg, że ludzie bywają dobrzy - potrafią ugościć, nakarmić, okazać serdeczność, gdy tymczasem uważamy cały świat za zły i nieżyczliwy.

Najmilej wspominam Apele Jasnogórskie. Wtedy modliliśmy się z wielką radością i ulgą, że doszliśmy i znaleźliśmy noclegi. Ludzie, którzy nas przyjmowali, często oddawali wszystko, co mieli, byle ulżyć nam w zmęczeniu. Codziennie odprawiana była w ich intencji Msza św., bo przecież zwyczajne "dziękuję" było niewystarczające.

Częstochowa, cel naszej wędrówki, przywitała nas piękną pogodą, weszliśmy krokiem poloneza pod wały klasztoru, gdzie ułożyliśmy się krzyżem na trawie. Byliśmy jak te snopki zboża oddzielonego od plew, jak plon zebrany przez "robotników" Jezusa, każdy w duchu dziękował Bogu za siły, za wytrwałość, za to, że zaraz stanie przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej i spotka się z Jej matczynym spojrzeniem. Czekaliśmy na ten moment kiedy będziemy mogli wyznać Maryi intencje, z którymi szliśmy. Potem już tylko Msza św., odebranie bagaży i pożegnania, którym nie było końca. Tu i ówdzie spadla Iza...

Już dawno nazwaliśmy Pielgrzymkę Szczecińską "szkołą przetrwania" Wysiłek fizyczny, psychiczny i duchowy wydaje jednak stokrotny owoc: wielu znajomych i przyjaciół godne pamięci słowa i zdarzenia piosenki i żarty, odkrycia i olśnienia. Dzieje się tak, gdyż Duch Święty pomaga odkryć świat bez chamstwa i brutalności, świat, w którym jesteśmy wolni, otwarci i szczęśliwi Najważniejsze jest jednak to, że przechodząc te ponad 500 km, robimy kilka kroków, by być bliżej Chrystusa Damian

Na rowerze do Pana Boga

Z Rumii, która leży koło Gdańska wraz z Grupą salezjańskiej młodzieży wyruszyłem w rajdzie rowerowym do Ostrudy. Nie był to zwykły rajd, lecz tzw. "mini rekolekcje". Każdego dnia wcześnie rano pobudka, Msza Święta, śniadanie i wyruszaliśmy w drogę, tak było każdego dnia. W czasie pokonywania kolejnych kilometrów największym marzeniem stawał się dla nas oczywiście postój, w czasie którego można było odpocząć i zregenerować siły. Po szczęśliwie przebytym kolejnym etapie zatrzymywaliśmy się jak zwykle w remizie lub szkole. Czasu na odpoczynek nigdy nie za wiele, bo wieczorami prowadziliśmy dyskusje na różne temat, nie brakowało także przeróżnych gier i zabaw. Ten wyjazd pozwolił mi zwiedzić dużo pięknych miast, rozkoszować się krajobrazami oraz poznać wielu interesujących ludzi, ale co najważniejsze to dzięki temu wszystkiemu zrobiłem duży krok w kierunku Pana Boga. Mam nadzieję, że i w tym roku będzie podobnie. Marcin

Harcerze przy ołtarzu

Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej to organizacja społeczna powołana do istnienia 12 lat temu. Opiera się przede wszystkim na prawdzie, Dekalogu, wierze i służbie. Dziś idee te realizuje przeszło 7 tysięcy młodych ludzi, którzy gotowi są nieść radość tam gdzie jej brakuje.

Moja drużyna tworzy tzw. Grupę wędrowników aniżeli od "zwykłego", szarego harcerza. Msze święte odbywają się co miesiąc w każdą pierwszą sobotę. Eucharystii przewodniczy nasz opiekun. Spotykamy się 30 min. przed rozpoczęciem nabożeństwa tak by móc przećwiczyć pieśni. Wraz z dzwonkiem oznaczającym rozpoczęcie się Eucharystii słychać śpiew harcerzy i harcerek to - znak że oto nadchodzi nasz Przyjaciel - Jezus Chrystus - też wędrownik. Czytania i psalm "obstawiają" jak to mówimy "nasi ludzie", potem Ewangelia i kazanie, następnie spontaniczne prośby, uwielbienia i dziękczynienia. Przed modlitwą. Ojcze nasz, wszyscy wchodzimy do prezbiterium chwytając się za dłonie. Dla mnie jest to zawsze wielkie przeżycie, wówczas doświadczam tej Bożej obecności w sposób szczególny, po prostu Go czuję ... Znak pokoju serdeczny i leworęczny (witamy się podając sobie lewe dłonie - bliżej serca) i Komunia... Kolejne wstrząsy umysłu i serca, Bóg przychodzi do mnie w swoim Ciele i w swojej Krwi - czasami myślę, czy na to zasługuję... Ukojenie znajduje w słowach Apostoła Tomasza: "Pan Mój i Bóg mój". Na koniec błogosławieństwo i tradycyjna harcerska modlitwa:

"O Panie Boże Ojcze nasz w opiece swej nas miej harcerskich serc Ty drgnienia znasz nam pomóc zawsze chciej. Wszak Ciebie i Ojczyznę miłując chcemy żyć..."

Ktoś powie, no tak, przecież to zwykła msza. Dla nas jednak inna, podczas jej sprawowania czuje się autentyczną bliskość Boga, czuje się żar modlitwy, śpiewu. Tu inaczej przeżywa się słowa Ewangelii, psalmu, atmosfera do zjednoczenia się z Panem jest wyśmienita. To podczas sprawowania Najświętszej Ofiary nauczyłem się patrzenia na człowieka oczami miłości, miłości płynącej z krzyża Chrystusowego... Tu zrozumiałem, że ten świat zmierza do nikąd gubiąc ideały, wzorce moralne, przykłady świętości. To tu nauczyłem się życia słowami "Bóg , wiara, honor, Ojczyzna" i przestały one dla mnie być tylko sloganami. Jan Paweł II wzywa abyśmy otworzyli drzwi swoich serc dla Jezusa, a ja chcę wystawić te drzwi z zawiasów tak, aby już nigdy się nie zamknęły.
Dh. Tomek Krzemiński

Do góry