2 Konferencja na Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata

(wygłoszona podczas I Nieszporów Uroczystości Chrystusa Króla w Domu Głównym,

Poznań, 23. listopada 2001)

 Czcigodni Księża i Bracia! Drodzy Alumni!           

Zbliża się nasza patronalna uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Pragnę wraz z Wami wejść w klimat tej uroczystości ze świadomością, że jest to nasze święto, święto chrystusowców. Chrystus jest nie tylko oddalonym, zimnym Królem Wszechświata, On jest blisko nas, On przechodzi obok nas, pragnąc obdarzyć naszą wspólnotę królewską Miłością. Jeszcze raz chcę powrócić do niepowtarzalnego klimatu tej uroczystości. Przez kilka lat przebywałem na emigracji, wśród tych Polaków, ludzi polskiego pochodzenia, którzy są złączeni z naszą rodziną zakonną więzami parafialnymi. To jest piękne, że parafianie czują wraz z nami, że to święto jest dla nas czymś ważnym. Nawet w oddalonym o setki kilometrów Doniecku staraliśmy się podkreślić uroczystość Chrystusa Króla jako coś, co nas łączyło z całą rodziną zakonną – pojmowaną nie tylko teoretycznie, ale bardzo realnie. Tak samo na Zachodzie i Południu wszyscy chrystusowcy przygotowują się teraz, być może właśnie tego wieczoru, wraz z parafianami do święta. W Anglii – akademie, w Stanach czy w Niemczech – specjalne kazania, na Wschodzie – rekolekcje, dni wspólnoty, spotkania braterskie, w Brazylii czy w Australii świąteczne dekoracje w kościołach – w tym czasie jesteśmy jakoś bliżej siebie, bardziej wspólnotą. Posyłamy sobie listy, pozdrowienia, życzenia, na falach eteru rozbrzmiewa modlitwa za Polonię i jej duszpasterzy, w internecie emaile… Chrystus Król.

To święto płynie z tajemnicy paschalnej, jak głosi dzisiejsze czytanie: „Bóg wskrzesił Chrystusa z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich.” (Ef 1, 20) To święto jest dla nas małą Wielkanocą, uobecnia na nowo tajemnicę paschalną. Czyż więc można się dziwić, że jest ono dla nas tak ważne? Chciałbym wspomnieć uroczystości Chrystusa Króla przeżywane w obecności o. Posadzego, naszego Współzałożyciela: wspaniała Liturgia w kaplicy Domu Głównego, świąteczny obiad w dolnym refektarzu, przygotowany przez śp. brata Józefa (niemałoważny czynnik klimatotwórczy!). Chciałbym – a kieruję te słowa do najmłodszych zastępów chrystusowców – abyście to święto pokochali jak swoje, byście kiedyś mogli powiedzieć w owym dniu, że jesteście dumni z tego, że jesteście chrystusowcami.

W tej atmosferze uroczystości podążamy za Słowem Pana, skierowanym do nas dzisiaj. W wieku niepewności jutra, pośród zarzewi wojen i terroru, zarazy nienawiści, cywilizacji śmierci, staje przed nami Chrystus Król. Pośród tego wszystkiego słyszymy niezłomne wołanie Chrystusa, który nas wzywa i umacnia. On jest Królem i Panem historii, nigdy nie przestał nim być, Królem pośród wspólnoty Kościoła i Panem Człowieka. On jest moim Królem. Nie jest to jednak król siedzący na tronie, lecz raczej podążający z tronu. On opuszcza tron, aby zstąpić ku człowiekowi pogrążonemu w nędzy, w gnoju, niepłodności. W pierwszym psalmie recytowanym podczas nieszporów modliliśmy się:

„Podnosi z prochu nędzarza,

i dźwiga z gnoju ubogiego,

by go posadzić wśród książąt. …

Tej, co niepłodna była, każe mieszkać w domu

jako matce cieszącej się dziećmi.”  (Ps 113)

            Doświadczamy ciężaru życia ludzi poniżonych, ludzi drugiej kategorii, pełnych nieutulonej nostalgii za krajem. Jesteśmy z emigrantami, bardzo blisko ich problemów, które dźwigamy razem z nimi. Są to często ciężary nie do uniesienia. Żyjemy nierzadko pośród świata obojętnego na Boga, a nawet wrogiego Bogu. Odnajdujemy się w skargach psalmisty: „Szepcą przeciw mnie wszyscy”, „Nieprzyjaciele nas przeklinają: Kiedyż wreszcie on umrze?” (Ps 46) Toniemy w pustosłowiu gazet, próżności reklam, zepsuciu telewizji, w językach oszczerców, wśród obmów. A jednak nadzieja przebija się coraz śmielej: „Któż jest jak nasz Pan Bóg?” (Ps 113) „Nie będziemy się bali, choćby zatrzęsła się ziemia” (Ps 46) Nie zachwiejemy się, jeśli całą naszą ufność złożymy w Bogu. Ten, który wszystko pokonał, który jeden jest „godzien, aby otrzymać cześć i moc i chwałę,” „On uczynił nas królestwem i kapłanami dla naszego Boga” (Ap 4, 11; 5, 9-10) Tak śpiewamy dzisiaj w nieszporach. Napełnieni taką ufnością, wyciągnięci niejako z przepaści rozpaczy i załamania wołamy z podziwem:

                        „Sprawiedliwe i wierne są drogi Twoje, Królu narodów”  (Ap 15, 3)

            Ksiądz Superior zapraszając mnie do wygłoszenia tych rozważań, prosił, abym dotknął tematu nadziei. Oto nasza nadzieja: pośród Nowych Jorków i Afganistanów, pośród terroru światowego, pośród naszych problemów życiowych, duchowych, zakonnych, „Bóg jest naszą ucieczką i siłą”, a wszystkie jego dzieła, także nasze dzieło, nasza misja, godna jest podziwu, „Bo On jesteś wśród nas, Król Narodów.”

            To właśnie dlatego Papież Pius XI ustanowił Uroczystość Chrystusa Króla w pamiętnym Roku Świętym 1925, ponieważ widział fale zagrożeń, sekularyzację, ateizm, obruszające się na Kościół. Przytoczę słowa hymnu ułożonego przez włoskiego jezuitę:

                        „Czerń niecna berła Ci przeczy…

                        Niechaj narody oddadzą Ci hołd,

                        Niech wyrażą Cię prawa i sztuka!”     (V. Genovesi SI)

            Nieustanne napięcie pomiędzy lękiem, niemocą, działaniem zła a potężną i zwycięską władzą Chrystusa podkreślają liczne teksty biblijne. Bóg Król walczy za nas i o nas, a czasem też w nas.

                        „On uwolnił nas spod władzy ciemności

                        i przeniósł do KRÓLESTWA swego umiłowanego Syna.”  (Kol 1, 13)

            On uwolnił nas, wyprowadził ku wolności. Bez Jego pomocy bylibyśmy bezradni, przegrani. Tymczasem On darował nam swoje królestwo. Przypomina mi się stara liturgiczna zasada: „już” i „jeszcze nie”. Z jednej strony już jesteśmy uczestnikami Jego królestwa, królewskim kapłaństwem, z drugiej zaś świadomi naszych nieustannych ucieczek, tęsknimy za ostatecznym „zakrólowaniem” Chrystusa w nas.

                        „Przyjdź królestwo Twoje, Panie!”

Otwórz nam, Królu, podwoje Twojego królestwa.

            W tym kulminacyjnym i bardzo wewnętrznym punkcie rozważań pragnę zwrócić uwagę na jeden szczególny rys królestwa Chrystusa. Jest to wołanie Chrystusa Króla skierowane także do nas, Chrystusowców, a mianowicie: Kto może posiąść królestwo Boże? Komu Bóg udostępni udziałów w swoim królestwie? Klucz odnajdujemy w Piśmie Świętym. Jezus podkreśla między innymi:

                        „Błogosławieni ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże”

i na innym miejscu:

                        „Jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa Bożego”

Pośród świata żądnego pieniądza i rządzonego pieniądzem, Jezus zaprasza nas, więcej, żąda życia ubogiego. Jest to dla nas, chrystusowców, jedno z trudnych wezwań, aczkolwiek bardzo przejrzystych. Trudno bowiem pozbyć się chęci samozabezpieczenia swojego bytu materialnego, trudno zaufać całkowicie, niepodzielnie powierzyć się Opatrzności Bożej tak, jak dziecko. Błogosławieni ubodzy, ci, którzy pokładają nadzieję w Chrystusie Królu.

                        „Pan króluje, wesel się ziemio

                        radujcie się wyspy mnogie!”  (Ps 96)

 Poddajemy się, Chryste Królu, Twojemu najsłodszemu panowaniu.

„My, Chryste, hufiec Twój

My Twa przyboczna straż,

O bratnie dusze idziem w bój,

Ty nam błogosław, Wodzu nasz!”

 

xJG