ZNAK CZASU

 

Wywiad z ks. Adamem Bobolą SChr, dyrektorem Polskiej Misji Pastoralnej pw. Miłosierdzia Bożego w Lombard, Illinois przeprowadził ks. Adam Galek z Redakcji „Niedzieli” chicagowskiej.

 

- W chicagowskim dodatku „Niedzieli” staramy się prezentować poszczególne parafie polonijne tej aglomeracji....

 

- ...I jest to piękna idea. Polonia chicagowska, będąc związana z jakimś lokalnym kościołem, na ogół nie wie zbyt wiele na temat sąsiedniej parafii, a jest to często bardzo ciekawe i ubogacające. Cieszę się, że Redakcja nie ogranicza swego zainteresowania do grona kilkunastu dużych, tradycyjnych polonijnych ośrodków w centrum miasta. Te kościoły, służące Polonii już od stu lat oczywiście zasługują na uwagę, ale coraz więcej zaczyna się też dziać na przedmieściach.

 

- No właśnie, cóż takiego dzieje się w Lombard, na zachodnich przedmieściach Chicago?

 

- Po pierwsze, z dnia na dzień przybywa polskich rodzin. Masowo wyprowadzają się z Chicago, szukając bezpiecznych, spokojnych, zielonych dzielnic, z dobrymi dystryktami szkolnymi dla swoich dzieci, z garażami na dwa, trzy samochody, z domami które nie tracą na wartości. Osiedlają się w całej okolicy: w Wood Dale, w Villa Park, w Wheaton, w Glen Ellyn, Bloomingdale, Roselle, Lisle, Naperville. Tutaj otwierają swoje biznesy. Po drugie, rośnie w tej grupie świadomość swojej tożsamości, siły i wartości. Z tego faktu wynika trzeci aspekt – mianowicie: rodzi się  zapotrzebowanie na swoje etniczne organizacje, kościół, miejsce spotkań, itd.

 

- W amerykańskiej rzeczywistości  praktycznie każdy ma samochód, czy zatem nie można dojechać do Chicago, do kościoła czy do klubu polskiego?

 

- Oczywiście, że tak. I wiele osób nadal to czyni, będąc od lat związanych z daną parafią czy organizacją. Jednak te dojazdy są coraz bardziej uciążliwe z powodu nasilającego się ruchu kołowego. Gdy ktoś musi na codzień spędzać godziny w samochodzie, przy niedzieli chętnie widzi możliwość zmiany. A kto „zasmakuje” atmosfery przedmieść, niechętnie wraca do centum miasta. Ja osobiście jadę tam tylko gdy muszę, gdyż ten tłok, brak parkingu, czy nawet widok odrapanych starych kamieniczek wpływa na człowieka denerwująco i przygnębiająco. Nie tak wyobrażałem sobie kiedyś Chicago, to słynne polskie miasto, drugie co do wielkości po Warszawie, gdy chodzi o liczbę Polaków.

 

- A jak konkretnie Polacy organizują się na przedmieściach?

 

- Na pewno jest wiele przejawów tej aktywności, dla mnie jednak najważniejszy aspekt, to troska o dziedzictwo religijne, duchowe i kulturowe. Zresztą nie jest to nic nowego. Nasi dziadowie przybywając do Chicago czy do innych miast Ameryki, w pierwszym rzędzie starali się o polski kościół i polską szkołę. Tak samo było w innych krajach, do których los rzucił naszych Rodaków.     Niedawno ks. Michał Kamiński, S.Ch., odwiedzając Lombard, dzielił się z naszą wspólnotą wzruszającym przykładem z dalekiej Australii. Otóż Polacy, w liczbie 40 rodzin, przypadkowo zawiezieni prawie 150 lat temu na ten „kraniec świata” przez nieuczciwego kapitana statku, zaraz po przybyciu domagali się od lokalnego biskupa polskiego księdza. Rządca diecezji obiecał spełnić ich żądanie, gdy będą mieć solidny kościół. I proszę sobie wyobrazić, że w ciągu roku wystawili kościółek z kamienia i budynek szkoły polskiej, sami mieszkając w barakach skleconych naprędce i z byle czego. Zdumiony biskup przydzielił im polskiego jezuitę do posługi. Do dzisiaj można ten kościółek, szkołę i oryginalny barak mieszkalny oglądać w Polish Hill River, niedaleko Melbourne, gdzie utworzono muzeum. Był to więc zdumiewający przejaw ich wiary oraz bardzo zdrowy odruch samozachowawczy tej małej gromadki.

            My pragniemy widzieć sprawę głębiej, tłumaczyć ją od strony pozytywnej, a nie tylko jako pewną reakcję ściśle obronną, bo wtedy mamy do czynienia z gettem narodowościowym.    Nie chodzi więc tylko o jakąś manifestację swojej odrębności, i to do tego w duchu poczucia wyższości własnej kultury. Nie chodzi o walkę i konflikt z lokalną społecznością i jej mentalnością. Nie chodzi wreszcie o względy praktyczne, czyli że po prostu nie umiemy posługiwać się lokalnym językiem. Chodzi o pielęgnację własnych wartości religijnych, duchowych, kulturowych, bo to jest wielki skarby wypracowany przez tysiąc lat polskiej państwowości i dziesięć wieków chrześcijaństwa. To jest nasza tożsamość, nasza dusza, duch, serce, najgłębsze jestestwo. Trzeba nam być z tego dumnym.

            Zobaczmy, jak to młode społeczeństwo amerykańskie kultywuje swoją spuściznę. W Ameryce, coś, co ma 200 lat, jakiś budynek, jakiś dukument, czy tradycja - traktowane są jak relikwie. Zabezpiecza się je, poświęca wiele studiów, naukowych opracowań, itd. Dlaczego zatem nie mielibyśmy być dumni z naszego dorobku kulturowego? Przecież możemy go z powodzeniem włączyć w budowanie i ubogacanie lokalnego społeczeństwa. Ale będzie to możliwe tylko wtedy, gdy sami będziemy ten dorobek duchowy POSIADAĆ, SZANOWAĆ, KULTYWOWAĆ, PROMOWAĆ. A gdy to w sobie, w swoich rodzinach,  zaniedbamy - roztopimy się, zagubimy, umrzemy w „świecie kiczu i plastiku, w świecie kolorowych reklam”, jak mawiał bp Józef Życiński. Stąd tak ważne jest to wszystko, co dzieje się na płaszczyźnie religijnej, kulturalnej, naukowej, biznesowej, sportowej w środowisku polonijnym Chicago i co zaczyna się dziać na przedmieściach.

 

- W jaki sposób i od jak dawna Polacy organizują się w Lombard?

 

- Może to zabrzmi zaskakująco, ale początki tej aktywności sięgają roku 1977. Wówczas to, około 30 rodzin, utworzyło świeckie Stowarzyszenie Świętego Maksymiliana Kolbe. Starano się o polskiego księdza, a Msze święte odprawiano w kaplicy Montini Catholic High School w Lombard. Celebrowano też różne rocznice patriotyczne, była nawet próba utworzenia polskiej szkoły. Już wtedy myślano o swoim własnym, polskim kościele, który by gromadził miejscową Polonię i zaspokajał różnorodne potrzeby. Ale nie było prawnej struktury kościelnej, a poszczególni kapłani diecezjalni czy zakonni często się zmieniali. Najdłużej, bo kilkanaście lat, dojeżdżał z posługą z Chicago o. Błażej Karaś, OFM, obecnie rezydujący w ośrodku „Anavim” na „trójcowie”. Dopiero pod koniec lat 90-tych, ks. Władysław Gowin, S.Ch.,  ówczesny dyrektor Polskiej Misji w kościele Trójcy Świętej, doprowadził do kontaktu wszystkie zainteresowane strony. W 1997 roku Ordynariusz diecezji Joliet, ks. Biskup Joseph Imesch, wydał dekret erygujący w Lombard Polską Misję Pastoralną. Do pracy zostali zaproszeni księża ze zgromadzenia Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii. Niedługo później Misja przyjęła nazwę „Miłosierdzia Bożego”.

 

- Księża Chrystusowcy znani są z dynamicznej pracy na „trójcowie”. Ale może moglibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej o tym zgromadzeniu i jego charyzmacie?

 

- W Chicago oprócz wspomnianej wcześniej placówki, duszpasterską posługę pełnimy też w parafii Pięciu Braci Męczenników, gdzie zostaliśmy zaproszeni po śmierci ks. Bpa Abramowicza. Lombard to nasza trzecia placówka w tym rejonie. Cieszymy się ostatnio z otwarcia  Polskiej Misji w Milwaukee, Wisconsin. W ogóle to w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, a więc w Prowincji Północnoamerykańskiej, pracuje 54 chrystusowców w 37 ośrodkach na całym kontynencie. Nawiasem mówiąc, 9 września br. w Sterling Heights, Michigan, gdzie znajduje się Dom Prowincjalny naszego zgromadzenia, odbyły się jubileuszowe uroczystości 25-lecia naszej prowincji. Celebrację zaszczycił obecnością ks. Kardynał Adam Maida z Detroit,  ks. Acbp Szczepan Wesoły z Rzymu i Przełożony Generalny naszego zgromadzenia z Poznania ks. Tadeusz Winnicki. Ten  Srebrny Jubileusz zorganizowanej pracy w Ameryce to jest dla nas powód do dziękczynienia Bożej Opatrzności, gdyż widać jak potrzebna jest ta posługa wśród Polonii i jak realizuje się na codzień charyzmat naszego zgromadzenia. Wielu księży diecezjalnych i liczne zgromadzenia zakonne prowadzą wprawdzie parafie polonijne, ale jest to jak gdyby zajęcie poboczne. Każdy zakon ma bowiem swój specyficzny charyzmat wyznaczony przez Założyciela i określony w Konstytucjach. Naszym jest praca wśród Polonii i dla Polonii. Gdziekolwiek biją polskie serca, tam mamy nieść Boga, Ojczyznę i polską tradycję i kulturę. Prymas Polski Kardynał August Hlond odpowiadając na głośne wołanie naszych Rodaków, posyłał za granicę księży diecezjalnych. Eksperyment się nie powiódł, gdyż taki kapłan nie miał zaplecza strukturalnego. Wtedy, w 1932 roku, Kardynał Hlond, obecnie Sługa Boży,  powołał do istnienia nasze zgromadzenie zakonne. Kapłani i bracia z Poznania jadą na cały świat, gdziekolwiek potrzeba polskiego duszpasterastwa. Obecnie posługujemy w przeszło 20 krajach. Polonia w U.S.A. i w Kanadzie jest jednak liczebnie najsilniejsza, toteż tutaj koncentrują się nasze wysiłki.

 

- Wspomniał ksiądz o nazwie Misji w Lombard. Dlaczego akurat taka?

 

- Wydaje mi się, że jest to czytelny ZNAK CZASU, znak Bożej Opatrzności, jaki obecnie otrzymujemy. Były takie znaki w historii Kościoła, one wychodziły naprzeciw duchowym potrzebom chrześcijan danej epoki, one odpowiadały na konkretną sytuację człowieka. W XIII wieku dla przykładu, mocno rozwijał się kult Eucharystii. Od XV wieku mamy rozwój Różańca. W XIX wieku bardzo popularne było nabożeństwo do Serca Pana Jezusa. Wydaje się, że współczesny świat, współczesny człowiek, potrzebuje PRZESŁANIA O BOŻYM MIŁOSIERDZIU. Nie jest to wprawdzie nic nowego w Historii Zbawienia, ale potrzeba świeżego, mocnego podkreślenia, wyartykułowania tej prawdy wiary i tego Bożego atrybutu, by dać współczesnemu człowiekowi NADZIEJĘ.  Wobec tego wszystkiego co się wokół nas dzieje, tylko ucieczka do Miłosierdzia Bożego może być ratunkiem dla świata. Nieprzypadkowo więc prosta polska zakonnica, s. Faustyna Kowalska, została ogłoszona błogosławioną w 1993 roku. Gdy zbliżał się rok 2000, mówiono o jej kanonizacji. Tworzyły się plany budowy sanktuarium w Łagiewnikach, a Ojciec święty Jan Paweł II często mówił o Bożym miłosierdziu w kontekście Roku Odkupienia. Wydawało się więc naturalne, by w Lombard powstał kościół pod tym wezwaniem i by z tego miejsca przesłanie o Bożym miłosierdziu rozszerzało się na całe przedmieścia i całe Chicago.

 

- Upłynęło już sześć lat od powstania Misji. Jak obecnie wygląda sytuacja w waszej wspólnocie?

 

- Było to sześć lat budowania kościoła duchowego. Pierwszy chrystusowiec, ks. Janusz Zych, T.Ch., a następnie ks. Bogdan Molenda, T.Ch., nie szczędzili wysiłków w pracy duszpasterskiej, a trzeba pamiętać, że początki są zawsze trudne. Jednak budowanie wpólnoty duchowej to najważniesza sprawa. Ludzkie serca, ludzkie dusze, to prawdziwy Kościół. Mury i dach są potrzebne, ale dopiero w w następnej kolejności, gdy już mają komu służyć. Jednocześnie z pracą duszpasterską tworzyły się zręby organizacyjne. Mamy Szkołę Polską prowadzącą zajęcia dla 600 dzieci od przedszkola po maturę. 5 października  br. przyjmie ona uroczyście nazwę św. siostry Faustyny. Śpiewa zespół młodzieżowy, istnieje kółko tańca ludowego dla dzieci. Udzielane są sakramenty. Celebrowane są różne święta i rocznice. Regularnie ukazuje się biuletyn niedzielny. Działa kawiarenka, czynny jest sklepik z dewocjonaliami, modlą się Róże Różańcowe. W marcu 2000 zakupiona została działka budowlana. W czerwcu 2001 nabyliśmy obok niej dom, który obecnie służy jako plebania, biuro parafialne i kaplica. To wszystko stało się w ciągu ostatnich 6 lat, dzięki wielkiemu sercu, zaangażowaniu i poświęceniu wielu Parafian, którym przy tej okazji pragnę bardzo serdecznie podziekować.

 

 - Jak zatem radzicie sobie na weekend?

 

- Szkoła Polska wynajmuje pomieszczenia w Addison w piątek wieczorem, w sobotę rano i po południu. Msze św. o godz. 8:30am i 10:00am odprawiamy w auli szkoły Montinii w Lombard. Trzecia Msza św. o 12:30pm ma miejsce w kościele St. Alexis w Bensenville. Myślę o wprowadzeniu wieczornej liturgii sobotniej. W razie ślubu czy pogrzebu korzystamy z gościnności kościoła St. Pius X w Lombard. W ciągu tygodnia Msze św. odprawiamy w kaplicy domowej: poniedziałek, środa, piątek o 7:00pm, wtorek, czwartek, sobota o 9:00am.  Zmieści się tam do 40 osób, a więc wystarcza. Zatem jakoś sobie radzimy, znowu – dzięki wielkiej pomocy wielu osób - ale to wynajmowanie pomieszczeń sporo nas kosztuje, wiąże się z wieloma ograniczeniami, niedogodnościami, a nawet upkorzeniem. Zatem chcemy jak najszybciej zbudowac swój kościół i przestać się tułać.

 

- Nie boi się Ksiądz tego wyzwania?

 

- Mogę szczerze odpowiedzieć, że nie. Podchodzę do tego w duchu wiary. Ks. Prowincjał Andrzej Maslejak, S.Ch. skierował mnie do tego zadania, odczytuję więc w tym wolę Bożą. Wprawdzie rok temu, gdy tutaj przyjechałem, sytuacja  nie wyglądała dobrze. Ale sobie powiedziałem: „budowa kościoła to jest Boża sprawa. Jeśli Pan Jezus Miłosierny chce, by tutaj powstał taki kościół, to powstanie”. I wcale się nie martwiłem, ale jednocześnie robiliśmy co do nas należy w tym procesie. W ogóle muszę zaznaczyć, że budowanie, remonty, tworzenie czegoś nowego, to moje hobby. Ja to po prostu lubię. To mnie nie męczy. A gdy widzę owoce tej pracy, to ta satysfakcja jest wystarczającą nagrodą. Dlatego w poprzednich parafiach zawsze widziałem pewne potrzeby w tym zakresie i się na tym odcinku angażowałem. Mam więc pewne doświadczenie w tym względzie.

 

- A jak zaawansowane są prace nad tym projektem?

 

- Jak już wspomniałem, mamy 6 akrów lasu w południowo-zachodnim rogu skrzyżowania autostrady 355 i North Ave. Teren jest piękny, dzielnica parkowa. Położenie znakomite, gdyż w promieniu kilku mil mamy 4 autostrady, a dojazd jest sprawą kluczową. Były jednak problemy, gdyż część działki to „wet land”, a w dodatku przebiega tędy 100-letnia linia zalewowa. Trudne negocjacje trwały z DuPage County przez dwa lata. Ale w niedzielę 24 sierpnia mogłem Parafianom oznajmić rodosną wieść: DOSTALIŚMY POZWOLENIE NA BUDOWĘ KOŚCIOŁA – 700 MIEJSC SIEDZĄCYCH! Spontanicznie wybuchły długotrwałe oklaski, a nastepnie odśpiewaliśmy uroczyste „Te Deum”.

            Teraz przystąpimy do prac nad szczegółami projektu i do gromadzenia funduszy. Zwłaszcza to drugie, to poważna sprawa. Te 320 rodzin zapisanych do Misji nie jest w stanie udźwignąć ciężaru finansowego rzędu $4 milionów.  Dlatego apeluję do Polonii całych przedmieść i całego Chicago o pomoc. Mam odwagę to czynić, gdyż znam hojność serca naszych Rodaków, na bieżąco wspierających różne szlachetne dzieła. Poza tym wiele rodzin obecnie mieszkających w Chicago, to nasi POTENCJALNI PARAFIANIE! Teraz  mogą nawet nie śnić o przeprowadzce, ale za kilka lat mogą znaleźć się na zachodnich przedmieściach. Będzie wtedy satysfakcja, że w tym oto kościele jest również ich cząstka. Zwracam się z prośbą do biznesów, do Rodaków, którym Pan Bóg pobłogosławił materialnie: wspomóżcie świątynię Miłosierdzia Bożego, a Boże miłosierdzie odpłaci każdemu stokrotnie. Apeluję do poszczególnych stowarzyszeń, organizacji polonijnych, klubów, o pomoc i wsparcie tego wielkiego dzieła. Sprawa jest historyczna. OTO PIERWSZY POLSKI KOŚCIÓŁ BUDOWANY PRZEZ POLONIĘ CHICAGO PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ! Owszem, poszczególne rodziny wspierały budowę różnych lokalnych świątyń, ale są to kościoły amerykańskie, należące do diecezji, w których, tylko ewentualnie, i to nie zawsze w dogodnych godzinach, odprawia się polska Msza święta. Nawet Ośrodek Milenijny oo. Jezuitów ma inny charakter.

            Tutaj, w Lombard, tworzymy ośrodek całkowicie nowy i całkowicie polski, służący Polonii  na wielu płaszczyznach. Bo nie chodzi tylko o niedzielne nabożeństwa, ale o wszystkie sakramenty, pracę z dziećmi i młodzieżą, promowanie polskiej kultury, miejsce spotkań i działania różnch organizacji i stowarzyszeń. Dlatego tak wielka to sprawa i tak wielka moja prośba. Od całej Polonii i od każdego z osobna zależy,  kiedy to Boże dzieło przybierze konkretne kształty.

 

- Rzeczywiście wielka to sprawa, dlatego trzeba ją nagłaśniać w lokalnych mediach. Ale gdyby ktoś chciał nawiązać bezpośredni kontakt z Misją, złożyć donację, tudzież o coś zapytać, co należy robić?

 

- Za wszelką życzliwość i ofiarność z góry składam serdeczne „Bóg zapłać!” Donacje są zwolnione od podatku. Raz w tygodniu odprawiamy Mszę św. za wszystkich Dobrodziejów i Ofiarodawców budowy naszej świątyni. Czeki bądź „money order” należy wystawiać na „Divine Mercy Polish Mission” i posyłać na adres biura: 21W411 Sunset Ave., Lombard, 60148. Telefon: 630-268-8766; fax 630-268-8712; E-mail: polishmission@sbcglobal.net; webpage: misjamilosierdziabozego.org

 

- Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę wielu Bożych łask przy tym niełatwym dziele.

 

- Ja również dziękuję za możliwość podzielenia się tymi informacjami z czytelnikami „Niedzieli”  i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mógł skorzystać z Waszej upszejmości i gościnności.