Refleksja z pobytu na Ukrainie
12-15 października 2005 r.

12.10.2005r. Wcześnie rano wyruszam z Poznania a o godz. 14,oo jestem we Lwowie. Odbiera mnie z lotniska  ks. Jerzy Molewski. Udajemy się do Wołoczyska, gdzie oczekuje nas jak zwykle gościnny miejscowy proboszcz ks. Sławomir  Burakowski. Nie ma w domu  drugiego miejscowego duszpasterza ks. Pawła Borysiewicza – jest na leczeniu szpitalnym w Polsce. Po posiłku i rozmowach z ks. Sławkiem ruszamy w drogę do Kamieńca Podolskiego. Pod wieczór  jesteśmy na miejscu. I już tutaj spotykamy się na wspólnej kolacji. Są obecni  niemal wszyscy pracujący tu na Ukrainie, brakuje tylko współbraci z Doniecka, mają być rano.

13.10.2005r. Dzień Skupienia. Są wszyscy  współbracia z Ukrainy: ks. Roman Twaróg (Kamieniec), ks. Jerzy Molewski i ks. Wiktor Abalmazow (Kamieniec). Ks. Jarosław Giżycki i ks. Mikołaj Pilecki (Mikołajew), ks. Ryszard Karapuda i ks. Witalij Gouz (Donieck), ks. Sławomir Burakowski (Wołoczysk). Rano odprawiamy wspólne  rozmyślanie i jutrznię. Spotykamy się przy wspólnym stole. Do południa jest Wystawienie Najświętszego Sakramentu w kościele. Po południu  zbieramy się w nowej domowej kaplicy  na poświęceniu tej kaplicy i  na wspólnej Eucharystii. Wielka radość z powodu  urządzenia nowej kaplicy. Brakowało jej domownikom bardzo. Zatem ks. Wiktor jako superior domu i ks. Jerzy jako miejscowy proboszcz podjęli starania o to by ona była. I jest piękne pomieszczenie a  patronem tej kaplicy staje się o. Pio. Podczas Mszy św. dokonałem poświęcenia tej kaplicy.   Pod wieczór udajemy się do makowa gdzie oglądamy ogromny obiekt po byłym przedszkolu, który ks. Wiktor ma chęć przejąć choćby w części. No ale to poważny wielki kompleks budynków, który boje się byłby trudny do utrzymania. Wieczorem wspólne Nieszpory i  spotkanie  wspólnotowe. Ks. Wiktor  jak przystało na gospodarza-superiora  przygotował kiełbaski z grilla i mogliśmy sporo czasu wieczornego spędzić na  rozmowie. Tu tez Współbracia zgłaszają swoje uwagi, kłopoty, spostrzeżenia. Tak się kończy dzień skupienia.

14.10.2005r. Kontynuujemy nasze  spotkania ale już w mniejszym gronie. Współbrat z Wołoczyska i  Współbracia z Mikołajewa muszą  rano wyjechać do  swoich parafii.  W południe  zbierają się do wyjazdu Współbracia z Doniecka.  Po rannych modlitwach udajemy się  na kawę do ks. Romana do jego mieszkania przy  katedrze. Miła atmosfera. Ks. Roman  podejmuje nas bardzo gościnnie. Na spotkanie przybywa tez  miejscowy ordynariusz ks. bp Leon Dubrawski. Spędza z nami 2 godziny. Zapewnia o wielkim szacunku do naszych Współbraci tu pracujących. Mówi, że z wszystkich  zakonnych księży pracujących u niego – naszych współbraci ceni sobie najbardziej. Sądzę, ze mówi to, co czuje. Zresztą pozwolę sobie w tym miejscu na pewną refleksję. Ona potwierdza opinie o naszych Współbraciach pracujących na Ukrainie. Bo ks. Ryszard Karapuda jest mianowany w tamtejszej diecezji wikariuszem biskupim na teren Doniecka i okolicy, ks. Sławomir Burakowski jest dziekanem na swoim terenie, ks. Jarosław Giżycki również jest dziekanem na terenie Mikołajewa i okolicy. Nie wydaje mi się, by to był przypadek. To są fakty, które świadczą o zaufaniu i szacunku miejscowych Księży Biskupów do naszych Współbraci. Byłem dumny, kiedy taką dobrą opinię słyszałem od miejscowego Biskupa.

Po obiedzie  ruszamy na wycieczkę do Chocimia, by tam obejrzeć twierdzę i wspomnieć związaną z tym miejscem historię. Bardzo miła wyprawa. Jednak to tylko mała wyprawa. Po trzech godzinach jesteśmy na miejscu. O godz.  17,oo  wystawienie  Najśw. Sakramentu w kościele, o godz. 17,30 różaniec dla dzieci na którym jest spora grupa dzieci pewno najmniej 50. O godz. 18,oo  wieczorna Msza św., której przewodniczę. Jest na niej obecnych  ponad 70 osób. Są starsi, ale jest też sporo młodzieży. Na początku Eucharystii przedstawiciele dzieci i dorosłych w ciepłych słowach powitali mnie. Na Mszy św. są tez obecne siostry urszulanki, pracujące w Kamieńcu. Jest ich tu 6. Trzy z nich pomagają w parafii, gdzie proboszczem jest ks. Jerzy. Widać, ze ta parafia jest ogromnie żywa. Ilość ludzi, zaangażowanie w liturgię, śpiew – to wszystko świadczy o bogatym życiu duszpasterskim, które się tu ukształtowało a któremu teraz rytm wyznacza  bardzo aktywny proboszcz ks. Jerzy Molewski. Po Mszy św. jeszcze jest różaniec dla starszych, a  po nim spotkanie dla młodzieży (ok. 30 osób). Jestem pod wrażeniem. Nie musiał mnie ks. Jerzy przekonywać co do tego, że  przydałby się tu jeszcze jeden kapłan, tu na miejscu. Bowiem ks. Wiktor  jest  zajęty pracą w terenie, szczególnie w niedzielę. Wieczorem spotykamy się przy stole na wspólnej rozmowie. Jest z nami ks. Roman i ks Witalij, który został  tutaj dla załatwienia pewnych spraw.

15.10.2005r. Rano spotykamy się na modlitwach w nowej kaplicy. Po śniadaniu  ruszam w drogę powrotną do Polski. Ks. Jerzy proponuje by wyjechać wcześniej i zajechać jeszcze do centrum starego Lwowa. Chętnie na to przystaję, bo  dotąd tam nie byłem. Nie było czasu wcześniej. Jedzie z nami ks. Witalij. Lekko przed południem jesteśmy we Lwowie. Cudowne stare miasta. Spory ruch mimo soboty. Sporo młodych par biorących dziś ślub, fotografujących się na starym mieście. Odwiedzamy katedrę – tu Jan Kazimierz „obsadzał” Matkę Najświętszą na tronie Królowej Polski. To robi wrażenie. Kościelny mówi, że wnet będzie tu też ślub i szykuje prezbiterium. Nie mamy dużo czasu, ale  widzę sporo. Teraz na chwile jedziemy na cmentarz Łyczakowski. Niesamowity widok. Fantastyczne pomniki na starej części. No i  część poświęcona Orlętom polskim. Wszystko w najlepszym porządku. Ks. Witalij mi mówi, ze był tu kilka lat temu. Nawet trudno się było domyśleć, ze to cmentarz. Jedne wielkie chaszcze tu rosły. Teraz widok imponujący. Wszystko uporządkowane. Spotykamy tu wiele wycieczek z Polski. Kilkanaście autokarów. Trzeba jednak uciekać dalej. Jedziemy szybko na lotnisko. Samolot dosłownie już czekał. Po 17,oo jestem w Poznaniu.

 

 

Radosne było moje serce z  widoku przede wszystkim dobra jakie czynią nasi Współbracia tam na Ukrainie. Trudno  przewidzieć jak się nasza obecność tam będzie kształtowało. można się domyślać. Ale dziś jesteśmy tam potrzebni. Kiedyś może sam poradzi sobie miejscowy Kościół. Warto zatem  pamiętać o tej naszej cząstce Towarzystwa, która działa tu nadal w trudnych warunkach ale jest powodem do dumy  dla całego Zgromadzenia.  Szczególnie ciepło dziękuję ks. Jerzemu Molewskiemu za całość wyprawy i zaproszenie a ks. Wiktorowi Abelmazowowi za wielką troskę z jaką mnie i nas podejmował w domu zakonnym w Kamieńcu Podolskim, jako jego superior.

Życzę Wam Drodzy Współbracia, pracujący  na Ukrainie, wiele satysfakcji z podejmowanej posługi dla Kościoła i dla Zgromadzenia.

 ks. Zbigniew Rakiej TChr

 Poznań,  24.10.2005 r.