![]() |
Ks. Piotr Brotoń TChr 476562 Zielony GAJ obw. Pólnocno-Kazachstanski K a z a c h s t a n |
| Kościól w Zielonym Gaju | Korespondencja czasami dochodzi |
<< powrot List z listopada '99 List Rady Fundacji 01/2001
Praca duszpasterska ksiezy chrystusowcow w Kazachstanie
Pol roku pracy w Kazachstanie, oraz fakt otrzymania kolejnego numeru Glosu Seminarium Zagranicznego, sklonilo mnie do udokumentowania tej czesci pracy naszego Zgromadzenia, w ktorej ja biore udzial.
W polowie sierpnia 1996 r. powierzajac sie opiece Krolowej Towarzystwa Chrystusowego, wraz z mlodszym wspolbratem, kl. P. Witkiem wsiadlem w pociag do Moskwy w ten sposob rozpoczynajac moja przygode misjonarska. Mimo, ze za zgoda wladz Towarzystwa odbylem praktyke diakonska w Kazachstanie rok wczesniej, wyjazd moj okazal sie wyjazdem w nieznane. W przeciagu roku tu w Kazachstanie wiele sie zmienilo i to wcale nie na lepsze i dlatego moje poczatki nie nalezaly do zbyt latwych. Przyzwyczajony do warunkow polskich najbardziej odczulem juz w pierwszych dniach: brak elektrycznosci, sklepow, sprawnego samochodu, samotnosc i kompletne nieprzygotowanie jezykowe do podjecia takiej pracy. Tak oto z koncem sierpnia tutejszy administrator apostolski bp Jan Pawel Lenga, powierzyl mojej opiece dwie parafie: Swietego Ducha w Zielonym Gaju i Matki Bozej Nieustajacej Pomocy w Jasnej Polanie, 150 km na pn-wschod od
Kokczetawu. Majac na uwadze to, ze wyjechalem na wlasna prosbe, aby zastapic pracujacego tu prawie 5 lat ks. B. Burgata, oraz to, ze czlowiek rozwija sie tylko wtedy, gdy stawia sobie wymagania, a przede wszystkim wypelniajac charyzmat Zgromadzenia, rozpoczalem po 7 dniach wspolnego pobytu moja posluge duszpasterska. Musze przyznac, ze siedem dni, przy niemal nie zamykajacych sie drzwiach to zbyt malo, aby dowiedziec sie chocby polowy potrzebnych rzeczy. Rozpoczalem wiec przygladanie sie, jednoczesnie podziwiajac prace mojego poprzednika, ktory poprzez lata swojej poslugi w Kazachstanie potrafil doprowadzic do wybudowania dwoch parafialnych kosciolow i zakupienia dwoch domow parafialnych. Chwala Bogu za to, poniewaz dzis, gdy ludzie tutaj nie dostaja prawie rok pieniedzy, a kolchoz dogorywa nie majac nawet ropy na czyszczenie drog, dzis nie jest w stanie nikt nic tutaj zrobic, bez olbrzymiej pomocy z zewnatrz. Tym bardziej, ze wszelkie materialy swa cena dorownuja Europie, przy czym o jakosci lepiej nie wspominac.
Na poczatku pazdziernika odbyl sie zjazd kaplanow tej diecezji, przez co moglem glebiej wejsc w problemy kaplanskie, a przede wszystkim zapoznac sie z nowymi wspolbracmi w kaplanstwie. Ksiadz Biskup podziekowal Towarzystwu za prace na jego terytorium, oraz za wyrozumialosc i to, ze w miejsce jednego kaplana przyjechal drugi. Jest to wielki problem, poniewaz kaplani czesto sami opuszczaja placowki, co sprawia dodatkowe problemy, a przede wszystkim pozostawia wierzacych na dlugie miesiace, bez pasterza. Tak wiec juz na poczatku zostalem przedstawiony wspolbraciom, a Ksiadz Biskup - mysle, ze na moje szczescie - jako najmlodszego przedstawil franciszkanina, z pochodzenia Lotysza, ktory po dwoch latach pracy kaplanskiej przybyl do nas, by pomagac wspolbraciom w Alma-Ata.
Po dwoch miesiacach mojej pracy, nie zawsze kaplanskiej (zasypywanie stropu szlaka, szklenie okien, zakladanie zamkow w drzwiach, budowa toalety wewnatrz domu), do Kazachstanu przybyl ks. Leszek wraz z moim kursowym kolega Zbyszkiem Kretem. Przywiezli pieniadze, za ktore zostal zakupiony samochod, marki Lada 21061. Taki samochod pozwolil mi przedluzyc moja dzialalnosc do okresu, gdy pokrywa sniegu nie przekroczyla 30 cm. Kilkudniowy wspolny pobyt nie tylko pozwolil ks. Leszkowi rozejrzec sie po parafii, ale pozwolil tez mi pozbierac nowe sily do dalszej pracy, tym bardziej,ze do polowy grudnia z czterotygodniowa przerwa pracowalismy wspolnie z ks. Zbyszkiem. Dzieki wspolnej pracy znalazlo sie troche czasu, aby wejsc nawet w najciemniejsze zakamarki plebanii i kosciolow. Niestety swieta spedzilem samotnie, odciety od swiata poprzez burze sniezna, choc jednoczesnie wierzac, ze ^miedzy nami nie ma dali" i tam w Ojczyznie tez sa ludzie, ktorzy o 5 godzin pozniej, ale tez beda wspominac moja osobe. Poniewaz kolchoz ^nie ma" paliwa, drogi byly zasypane sniegiem niemal do konca lutego, co przyplacilem kilkurazowym przymusowym spacerem po stepie z pobliskich filii. Dopiero od marca zaczal sie pojawiac prad na dluzej niz kilka godzin w tygodniu. Pozwolilo to chocby na zrobienie na ksero pomocy do nauki religii z najmlodszymi, oraz na uruchomienie maszyny do pisania z rosyjska czcionka.
3 marca w parafii odbyl sie zjazd dekanalny. Byl to kolejny powod do spotkania rowniez miedzy nami chrystusowcami. Parafie nasze choc oddalone jedynie o nieco ponad godzine drogi, granicza ze soba. Jednak tutejszy klimat i nadmiar obowiazkow nie sprzyja czestym kontaktom. Kazdy wiec musi sobie dawac rade sam na tyle, na ile umie. Jednak praca duszpasterska, choc ciezka - a moze dlatego - jest powodem satysfakcji. Cieszy kazda osoba w kosciele, czy na katechizacji, cieszy kazda slubujaca rodzina i kazde nowoochrzczone dziecko.
Ks. Piotr Broton TChrZielony Gaj 8.03.1997 r.
Pomoc można przesłac przez : ____________________________________________________________
FUNDACJA IM. KARDYNAŁA AUGUSTA HLONDA
ul.Panny Marii 4, 60-962 Poznań,skr.p.23
tel.(061) 855-10-34
konto: Bank Zachodni S.A. I O/Poznań nr: 11201492-1818-132-3000 _____________________________________________________________